
Tendencja do osłabiania się złotego trwa już blisko pół roku. Z jednej strony sytuacja taka powinna sprzyjać polskim eksporterom. Jak się jednak wydaje przy tak znacznym spowolnieniu światowej gospodarki nie jest to czynnik, który mógłby istotnie im pomóc. Z drugiej strony słabszy złoty oznacza wzrost cen importu, które podrażają rodzimą produkcję zaś dla tych firm, które nie importują surowców i półfabrykatów cena importu staje się ceną odniesienia. Słabnąca złotówka oznacza również wzrost długu publicznego denominowanego w walutach obcych, zaś dla przedsiębiorstw, które zabezpieczyły swe transakcje opcjami walutowymi lub spekulowały na nich w okresie gdy złoty się umacniał, oznacza to znaczne problemy finansowe.
Ceny importu (ostatnie dane dostępne za październik 2008) wykazywały na razie niewielka tendencję do wzrostu. Jednak w kolejnych miesiącach z pewnością można spodziewać ich wzrostu, zwłaszcza, że w ostatnim czasie zdrożały nieco surowce. Dotyczy to nie tylko ropy, ale również miedzi i innych surowców. Zarówno zaognienie konfliktu na Bliskim Wschodzie jak i problemy Europy z dostawami gazu sprzyjają wzrostowi cen tych surowców na światowych rynkach.
Od połowy ubiegłego roku przyrasta również dług skarbu państwa w ujęciu realnym. Od września 2008, a więc od momentu gdy złoty zaczął swój dryf w kierunku deprecjacji tempo wzrostu zadłużenia znacznie przyspieszyło. Warto przypomnieć, że w okresie od marca 2007 do kwietnia 2008 wartość długu skarbu państwa uległa istotnemu ograniczeniu. Jednak już w październiku 2008 jego realna wartość przekroczyła ostatnie najwyższe wartości z lutego 2007.
Rosną również ceny transportu i magazynowania. Nie przekroczyły one jeszcze poziomu z wiosny ubiegłego roku, zaś spadek ceny ropy na światowych rynkach może nieco złagodzić ich wzrost. Z drugiej jednak strony zarówno słabnący złoty jak i podwyżki cen energii dla odbiorców korporacyjnych będą działały w kierunku wzrostu tej kategorii cen.
Koszty wytwarzania w przeliczeniu na jednego zatrudnionego w dalszym ciągu wzrastają. Pomimo że listopadowe dane GUS wskazują na spadek wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw, to jednak tempo ograniczania produkcji przekroczyło tempo redukcji realnych wynagrodzeń. W efekcie jednostkowe koszty wytwarzania w przeliczeniu na jednego zatrudnionego wzrastały. Z sytuacją taką należy się liczyć jeszcze w ciągu najbliższych miesięcy, kiedy to firmy będą realizowały wynegocjowane wcześniej umowy społeczne. Ewentualne redukcje wynagrodzeń i wielkości zatrudnienia nastąpią z całą pewnością jednak w kolejnych miesiącach roku.
Menedżerowie przedsiębiorstw w swych opiniach na temat kształtowania się cen na oferowane przez ich firmy wyroby już od wiosny ubiegłego roku są coraz bardziej powściągliwi. Od trzech miesięcy przeważa odsetek firm, które zamierzają ceny obniżać nad odsetkiem tych firm, które zamierzają ceny podnosić. Co prawda tendencja do redukcji cen wśród producentów nie jest jeszcze tak silna jak w okresie poprzedzającym spowolnienie z lat 2000-2001, jednak w najbliższym czasie wobec kurczącego się popytu, zamiary te z pewnością ulegną pogłębieniu a znaczna część z nich zostanie zrealizowana. Tym bardziej, że oznaki słabnącego popytu są już wyraźne od kilku miesięcy. Zamówienia zarówno krajowe jak i zagraniczne ulegają istotnemu ograniczeniu, tempo zaciągania kredytów konsumpcyjnych słabnie a sprzedaż detaliczna spadła w listopadzie poniżej oczekiwań.
Maria Drozdowicz































































