REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

BIEC: Drożejący import zagraża stabilności cen

2009-01-14 09:00
publikacja
2009-01-14 09:00
Wskaźnik Przyszłej Inflacji (WPI), prognozujący z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem ruchy cen towarów i usług konsumpcyjnych – CPI, w styczniu wzrósł po raz kolejny. Pomimo wyraźnych oznak spowolnienia gospodarczego, któremu towarzyszy zazwyczaj ograniczenie tempa wzrostu cen, pojawiają się czynniki, które w perspektywie kilku miesięcy mogą zagrozić ich stabilności. Wśród nich najistotniejsze działanie ma słabnący złoty i utrzymujące się nadal rosnące koszty wytwarzania. Należy spodziewać się, że w kolejnych miesiącach roku tempo wzrostu płac będzie ulegało ograniczeniu. W efekcie ograniczy to popyt. Trzeba jednak pamiętać o tym, że rynek pracy, a w tym zarówno wysokość wynagrodzeń jak i wielkość zatrudnienia reagują zwykle ze znacznym opóźnieniem w stosunku do zmian aktywności całej gospodarki. W konsekwencji, w 2009r może dojść do kumulacji czynników inflacyjnych. Będą one wynikały z niższej wartości złotego, co przełoży się na wyższe ceny importu oraz wysokie koszty produkcji związane z dotychczasowym wzrostem płac przy znacznym ograniczeniu wielkości produkcji. Trudna do przewidzenia jest również skala i moment pojawienia się presji inflacyjnej za granicą. W efekcie wzrostu podaży pieniądza w ramach planów antykryzysowych wprowadzanych przez rządy krajów niemal na całym świecie można spodziewać się wyższej inflacji w otoczeniu naszej gospodarki a w konsekwencji wzrostu cen w kraju.


Tendencja do osłabiania się złotego trwa już blisko pół roku. Z jednej strony sytuacja taka powinna sprzyjać polskim eksporterom. Jak się jednak wydaje przy tak znacznym spowolnieniu światowej gospodarki nie jest to czynnik, który mógłby istotnie im pomóc. Z drugiej strony słabszy złoty oznacza wzrost cen importu, które podrażają rodzimą produkcję zaś dla tych firm, które nie importują surowców i półfabrykatów cena importu staje się ceną odniesienia. Słabnąca złotówka oznacza również wzrost długu publicznego denominowanego w walutach obcych, zaś dla przedsiębiorstw, które zabezpieczyły swe transakcje opcjami walutowymi lub spekulowały na nich w okresie gdy złoty się umacniał, oznacza to znaczne problemy finansowe.

Ceny importu (ostatnie dane dostępne za październik 2008) wykazywały na razie niewielka tendencję do wzrostu. Jednak w kolejnych miesiącach z pewnością można spodziewać ich wzrostu, zwłaszcza, że w ostatnim czasie zdrożały nieco surowce. Dotyczy to nie tylko ropy, ale również miedzi i innych surowców. Zarówno zaognienie konfliktu na Bliskim Wschodzie jak i problemy Europy z dostawami gazu sprzyjają wzrostowi cen tych surowców na światowych rynkach.

Od połowy ubiegłego roku przyrasta również dług skarbu państwa w ujęciu realnym. Od września 2008, a więc od momentu gdy złoty zaczął swój dryf w kierunku deprecjacji tempo wzrostu zadłużenia znacznie przyspieszyło. Warto przypomnieć, że w okresie od marca 2007 do kwietnia 2008 wartość długu skarbu państwa uległa istotnemu ograniczeniu. Jednak już w październiku 2008 jego realna wartość przekroczyła ostatnie najwyższe wartości z lutego 2007.

Rosną również ceny transportu i magazynowania. Nie przekroczyły one jeszcze poziomu z wiosny ubiegłego roku, zaś spadek ceny ropy na światowych rynkach może nieco złagodzić ich wzrost. Z drugiej jednak strony zarówno słabnący złoty jak i podwyżki cen energii dla odbiorców korporacyjnych będą działały w kierunku wzrostu tej kategorii cen.

Koszty wytwarzania w przeliczeniu na jednego zatrudnionego w dalszym ciągu wzrastają. Pomimo że listopadowe dane GUS wskazują na spadek wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw, to jednak tempo ograniczania produkcji przekroczyło tempo redukcji realnych wynagrodzeń. W efekcie jednostkowe koszty wytwarzania w przeliczeniu na jednego zatrudnionego wzrastały. Z sytuacją taką należy się liczyć jeszcze w ciągu najbliższych miesięcy, kiedy to firmy będą realizowały wynegocjowane wcześniej umowy społeczne. Ewentualne redukcje wynagrodzeń i wielkości zatrudnienia nastąpią z całą pewnością jednak w kolejnych miesiącach roku.

Menedżerowie przedsiębiorstw w swych opiniach na temat kształtowania się cen na oferowane przez ich firmy wyroby już od wiosny ubiegłego roku są coraz bardziej powściągliwi. Od trzech miesięcy przeważa odsetek firm, które zamierzają ceny obniżać nad odsetkiem tych firm, które zamierzają ceny podnosić. Co prawda tendencja do redukcji cen wśród producentów nie jest jeszcze tak silna jak w okresie poprzedzającym spowolnienie z lat 2000-2001, jednak w najbliższym czasie wobec kurczącego się popytu, zamiary te z pewnością ulegną pogłębieniu a znaczna część z nich zostanie zrealizowana. Tym bardziej, że oznaki słabnącego popytu są już wyraźne od kilku miesięcy. Zamówienia zarówno krajowe jak i zagraniczne ulegają istotnemu ograniczeniu, tempo zaciągania kredytów konsumpcyjnych słabnie a sprzedaż detaliczna spadła w listopadzie poniżej oczekiwań.

Maria Drozdowicz
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (13)

dodaj komentarz
~oko
banki same się wpędzają w nędze , same rozpętały burze , teraz palą głupa i liczą że ich państwo uratuje , jak dupska nie ruszą to może być kuku ..................
~Europejczyk
Do mer'a, nie ma potrzeby aby kursem waluty regulować wartość nieruchomości ponieważ te ceny są uwolnine i popyt ustala cenę. Obecnie ceny nieruchomości spadają bez względu na to że złoty słabnie, nieruchomości były drogie kiedy złoty był mocny i nikt z zagranicy się nie rzuca na zakup ziemi bo tania, wręcz odwrotnie większość Do mer'a, nie ma potrzeby aby kursem waluty regulować wartość nieruchomości ponieważ te ceny są uwolnine i popyt ustala cenę. Obecnie ceny nieruchomości spadają bez względu na to że złoty słabnie, nieruchomości były drogie kiedy złoty był mocny i nikt z zagranicy się nie rzuca na zakup ziemi bo tania, wręcz odwrotnie większość zagranicznych inwestorów stara się sprzedać to co kupowali przy mocnym złotym. Wygląda nie logicznie ale tak jest obecnie. Natomiast wielcy eksporterzy zainwestowali w Polsce tworząc nowe miejsca pracy i wnosząc kapitał, budując zakłady zwiększyli majatek narodowy w przeciwieństwie do importerów spod zanku supermarketów. Ja wolę kupić nieco drożej ale nie bać się wzrostu bezrobocia przy mało konkurencyjnej gospodarce - patrz kryzys w USA .
~mer
Do Europejczyka. Widać że mylisz pojęcia. Masz wykształcenie ekonomiczne? Coś z finansów? Tu nie chodzi o regulowanie cen mieszkań kursem wymiany Euro. Tu chodzi o to że krótkowzroczna polityka i dążenie tylko w jednym kierunku powoduje duże straty na innym "froncie". Trzeba rozważyć wady i korzyści a nie brnąć z zamkniętymi Do Europejczyka. Widać że mylisz pojęcia. Masz wykształcenie ekonomiczne? Coś z finansów? Tu nie chodzi o regulowanie cen mieszkań kursem wymiany Euro. Tu chodzi o to że krótkowzroczna polityka i dążenie tylko w jednym kierunku powoduje duże straty na innym "froncie". Trzeba rozważyć wady i korzyści a nie brnąć z zamkniętymi oczami tylko w jednym kierunku nie patrząc jaki efekt przyniesie to w innym. Gospodarka to system naczyń połączonych nie da się zadowolić tylko jednych. Natomisat powinien przeważać narodowy interes i mniejsze zło. Tak jak mówiłem krzywda eksporterom się nie stanie, mogą być bardziej konkurencyjni na rynku wewnętrznym i tyle. Jak się zrestrukturyzują to i będzie im się opłacało eksportować przy mniej korzystnym kursie dla nich. Na pewno koszty gospodarcze tego będą mniejsze. Kraje które dbają o własne interesy tak robią. Nasi politycy nigdy nie dbali o to i nie dbają czego dowodem jest takie parcie na wymianę Euro - tylko dla jednej korzyści aby zmniejszyć koszty transakcyjne dla przedsiębiorstw. Totalna bzdura. Wchodzenie do Euro i to jeszcze w takim momencie - to rozwałka naszej gospodarki. Wielu ekonomistów to mówi i to nie tylko ci wspierający PiS - bo takich nie ma. Po prostu takie parcie na euro jest kretynizmem nie ważne kto by to chciał robić, a robione jest to dla celów politycznych i to jeszcze większy debilizm.
~rybek odpowiada ~mer
no tak POLSKI EXPORT to potega na skale swiata?! Hehehahu
a gospodarka to naprawde wzmianki warta
zloty idzie do dolu
a czyja to zasluga
import drozeje a to oznacza zaciskanie pasa.
~Opty odpowiada ~mer
Zaczeles od wykladu ekonomi gospodarczej a skonczyles na polityce. - bezwartosciowa wypowiedz....
Wystarczy powiedziec chyba ze kazdy rozgarniety czlowiek musi Zawsze Klakulowac co jest oplacalne i w jakich w jakich warunkach.
Sadze ze bezwglednie utrzymanie w dalszym ciagu wlasnej waluty jest oczywiste dla kazdego niezaleznie
Zaczeles od wykladu ekonomi gospodarczej a skonczyles na polityce. - bezwartosciowa wypowiedz....
Wystarczy powiedziec chyba ze kazdy rozgarniety czlowiek musi Zawsze Klakulowac co jest oplacalne i w jakich w jakich warunkach.
Sadze ze bezwglednie utrzymanie w dalszym ciagu wlasnej waluty jest oczywiste dla kazdego niezaleznie od opcji "religijnej".
Dopiero teraz w trudnych czasach okaze sie jakim "dobrem" dla slabych gospodarek niektorych krajow EU okaze sie twarda obecz euro.
Boze Zachowaj Zlotowke
~ja
Nic tylko sie cieszyc gdyz nasi exporterzy nareszcie odetchna. A bedzie tez okazja zastapic chinszczyzne watpliwej jakosci naszym rodzimym produktem.
~dhk
Zgadzam się z moimi przedmówcami.Słabnący złoty będzie ratował naszą gospodarkę przed załamaniem.A ci co jeszcze nie byli w przysłowiowym Egipcie na tanich wczasach, pojadą albo do rodzimych kurortów,dając zarobić naszej branży turystycznej,albo zapłacą więcej i mimo wszystko wybiorą Egipt.Nasze firmy zaczną stawać ponownie na nogi Zgadzam się z moimi przedmówcami.Słabnący złoty będzie ratował naszą gospodarkę przed załamaniem.A ci co jeszcze nie byli w przysłowiowym Egipcie na tanich wczasach, pojadą albo do rodzimych kurortów,dając zarobić naszej branży turystycznej,albo zapłacą więcej i mimo wszystko wybiorą Egipt.Nasze firmy zaczną stawać ponownie na nogi i już nie będą musiały zwalniać pracowników.Ale to muszą zrozumieć zwłaszcza ci,którzy dzisiaj domagają się kursu 1euro=1złoty.
I autorka tego artykułu powinna przemyśleć ten niefortunny tytuł,tendencyjnie sugerujący ludziom rzekome korzyści z mocnego złotego.
~mer odpowiada ~dhk
Wiesz, zależy kto po której stronie stoi. Widać że ty eweidentnie reprezentujesz interesy exporterów, a to co dobre dla exporterów niekonieczne dobre dla całego kraju i ludzi tu żyjących. Jaki jest udział exportu w sprzedaży? Jakieś 30%, a jaki jest udział w PKB? Mizerny. Exporterzy mogą zawsze przestawić się na produkcję krajową Wiesz, zależy kto po której stronie stoi. Widać że ty eweidentnie reprezentujesz interesy exporterów, a to co dobre dla exporterów niekonieczne dobre dla całego kraju i ludzi tu żyjących. Jaki jest udział exportu w sprzedaży? Jakieś 30%, a jaki jest udział w PKB? Mizerny. Exporterzy mogą zawsze przestawić się na produkcję krajową bo popyt wewnętrzny jest najważniejszy. Przy kursie 1Eur = 1 PLN chodzi przede wszystkim o ochronę aktywów i majątku polaków. Tak właśnie zrobiła Słowacja dbając ewidentnie o interes własnego kraju i społeczeństwa. Niech u nas tym majątkiem będą fabryki, domy, ale też zwykłe oszczędności, oszczędności w OFE czy najzwyklejsze pensje. Przy kursie jaki jest obecnie 1Eur = 4 PLN wszyscy jesteśmy bidakami: fatalne pensje przeliczone na Euro, oszczędności też te w OFE podzielone na 4, a nasze aktywa są tak tanie że wykupieniu przez zagranicę ulegną jeszcze te resztki nie rozgrabione podczas poprzednich 20 lat. Nie mówiąc już o wykupie ziemi i wszelkiego rodzaju majątku. Narażamy się na to że cały krajowy majątek może zostać wykupiony za śmieszne pieniądze przez zagranicę przy takim kursie Euro. I teraz czyj interes jest ważniejszy jakichś tam exporterów którzy równie dobrze mogą produkować na rynek wewnętrzyny i z tego powodu też nie zbankrutują, czy może mniej ważniejszy jest cały majątek Polski, nasze oszczędności, nasz poziom życia na długie dziesięciolecia? Tak właśnie wygląda krótkowzroczność w tym kraju, nachapać się teraz. Zastanawiam się czyje interesy reprezentuje Tusk tak dążąc do wprowadzenia Euro w Polsce. Zakładam się że polski rząd będzie chciał jak najwyższego kursu Euro (4 i więcej) a Komisja Europejska będzie chciałą niższego (ok 3 lub mniej). Oczywiście wynika to z ustawienia konkurencyjności gospodarki, ale zobaczcie ile wszyscy na tym stracimy jak przyjmiemy Euro po 4 PLN tak jak będzie chciał tego nasz polski rząd. Pozdrawiam wyborców PO.
~Europejczyk
Słabnący przewartościowany złoty to doskonały amortyzator skutków kryzysu na świecie, dzięki temu można obniżać ceny towarów w eksporcie nie tracąc zysku w złotówkach a spadające ceny surowców jeszcze bardziej poprawiają opłacalność produkcji w Polsce. Słabnące zyski importerów z Azji powodują powrót zainteresowania produkcją krajową.
~me
Kolejny artykuł z kategorii "dobrze jest wtedy,gdy złoty jest mocny"
A ja wiem,że ceny towarów z importu nie wzrosną,bo za granicą też jest kryzys i tamtejsi producenci obniżają ceny.Ponadto konkurencja na rynku nie pozwoli tych cen podnieść u nas.Transport już nie bazuje na drogim paliwie....Ciągle lobby importerów
Kolejny artykuł z kategorii "dobrze jest wtedy,gdy złoty jest mocny"
A ja wiem,że ceny towarów z importu nie wzrosną,bo za granicą też jest kryzys i tamtejsi producenci obniżają ceny.Ponadto konkurencja na rynku nie pozwoli tych cen podnieść u nas.Transport już nie bazuje na drogim paliwie....Ciągle lobby importerów straszy społeczeństwo skutkami osłabienia złotego a to jest po prostu ich tęsknota za nadzwyczajnymi zyskami,jakie mieli,gdy złoty był przewartościowany.Jakoś wtedy nie obniżali swoich cen...

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki