Początek sesji przebiegał po myśli posiadaczy akcji – indeksy nieznacznie rosły w odpowiedzi na nieco lepsze dane z Chicago oraz z rynku nieruchomości. Odnotujmy, że w kwietniu indeks mierzący ceny domów w 20 amerykańskich metropoliach wypadł lepiej od oczekiwań – spadł o 0,6% m/m i 18,1% r/r (oczekiwano –18,6%). W komentarzach można przeczytać o „stabilizacji” na rynku nieruchomości, ale trudno za normalną uznać sytuację, w której kilkadziesiąt procent sprzedawanych domów pochodzi z licytacji bankowych. To z kolei wywiera presję na spadek cen i zmniejsza poczucie bogactwa Amerykanów.
W tych warunkach nie dziwi spadek nastrojów konsumentów – czerwcowy indeks autorstwa Conference Board obniżył się z 54,8 do 49,3 pkt. Analitycy prognozowali wynik 55,1 pkt. Amerykanów martwią problemy ze znalezieniem pracy oraz obawiają się spadku dochodów, więc deklarują, że będą mniej wydawać. Jednak deklaracje te nie do końca znajdują pokrycie w danych o sprzedaży detalicznej, która w drugim kwartale ustabilizowała się na poziomie o blisko 10% niższym niż przed rokiem.
Ale deklaracje konsumentów wystarczyły, by przestraszyć inwestorów. Chwilę po publikacji tych danych indeksy ruszyły w dół, tracą po przeszło 1%. Przez resztę sesji panował marazm, ale w ostatnich dwóch godzinach popyt usiłował odrobić straty. Nie udało się. Ostatecznie indeks S&P500 spadł o 0,83%, kończąc kwartał wynikiem 919,53 pkt. Oznacza to wzrost o 15% i zwyżkę o 1,9% licząc od początku roku. Dow Jones stracił dziś o 0,97%, w ciągu ostatnich trzech miesięcy zyskał 11%, a półrocze zakończył spadkiem o 3,7%. Osiągnięcia Nasdaqa przedstawiają się odpowiednio: -0,49% za wtorek i 20% za kwartał.
Warto odnotować, że Wall Street bardzo niemrawo zareagowała na wyższy od prognoz, ale wciąż bardzo niski wskaźnik Chicago PMI. W czerwcu ten regionalny indeks aktywności gospodarczej wzrósł z 34,9 do 39,9 pkt. (spodziewano się 38,5 pkt.) po tym, jak miesiąc wcześniej odnotował zaskakujący spadek. Jednakże wynik ten wciąż oznacza dość głęboką recesję i jako taki nie mógł sprostać oczekiwaniom giełdowych inwestorów, którzy już wliczyli w ceny akcji dynamiczne ożywienie gospodarcze w USA.
K.K.




























































