Piątkowa sesja na nowojorskich parkietach przyniosła pierwsze spadki w tym tygodniu. Amerykańskie indeksy spadły z historycznych szczytów pomimo solidnych danych z rynku pracy.


Po czterech jednoznacznie wzrostowych sesjach Wall Steet zrobiła krok wstecz. S&P500 cofnął się o 0,54%, finiszując z wynikiem 3327.71 pkt. O tyle samo spadł Nasdaq Composite, osuwając się do 9520,51 pkt. Dow Jones po utracie 0,94% zakończył sesję na poziomie 29 102,51 pkt. Wszystkie trzy nowojorskie indeksy dzień wcześniej ustanowiły nominalne rekordy wszech czasów.
Tak jak poprzednie wzrosty mogły się wydawać oderwane od rzeczywistości, tak piątkowe spadki nie za bardzo znajdowały potwierdzenie w bieżących danych. Bardzo pozytywnie zaskoczył raport z amerykańskiego rynku pracy. W styczniu przybyło 225 tys. nowych miejsc pracy, wyraźnie więcej od 160 tys. oczekiwanych przez ekonomistów.
Był to jednak zasadniczo bardzo udany tydzień dla posiadaczy amerykańskich akcji. W ciągu ostatnich pięciu sesji DJIA zyskał 3%, S&P500 urósł o 3,2%, a Nasdaq podniósł się o 4%. Warto przy tym odnotować, że rynek długu „nie kupił” tej zwyżki. Na koniec tygodnia rentowność 10-letnich obligacji rządu USA wyniosła 1,58% i była tylko o 8 pb. wyższa niż pod koniec stycznia. Oznacza to, że bezpieczeństwo zarówno Treasuries (jak również złota) wciąż jest w cenie.
Jakby nieco ciszej zrobiło się o chińskim koronawirusie, którego faktyczna śmiertelność wciąż nie jest znana. Oficjalne chińskie dane mówią o 31,5 tys. zarażonych i 638 ofiarach śmiertelnych. Jak jest naprawdę, tego chyba nikt nie wie.
- Od czasu, gdy koronawirus stał się poważną sprawą, ludzie nieco wycofują się w piątek, ponieważ nie wiedzą, co się wydarzy w trakcie weekendu – tak piątkowe spadki tłumaczył Matt Maley, główny strateg rynkowy w Miller Tabak cytowany przez agencję Reuters.

KK



























































