Środowa sesja na nowojorskich parkietach przyniosła powrót do spadków. Inwestorzy w dalszym ciągu preferowali obligacje skarbowe ponad akcje.


Gdy Wall Street zaczyna emocjonować się „nudnym” rynkiem papierów skarbowych, to znak, że nie dzieje się nic dobrego. Od tygodnia w centrum uwagi amerykańskich inwestorów są Treasuries i pogłębiająca się inwersja krzywej rentowności, rozumianej jako ujemna różnica pomiędzy rentownością 10-letnich obligacji a 3-miesięcznych bonów skarbowych.
Środa przyniosła dalsze spadki rentowności na całej długości krzywej terminowej. Dochodowość papierów 10-letnich obniżyła się do najniższego poziomu od 2017 roku. Spadek rentowności oznacza wzrost ceny rynkowej obligacji. Malejące rentowności obligacji rządu USA sygnalizują oczekiwania rynku na obniżkę stóp procentowych w Rezerwie Federalnych. A Fed tnie stopy z reguły tylko wtedy, gdy z gospodarką lub cenami aktywów finansowych dzieje się coś bardzo złego.
To o tyle ciekawe, że jak na razie w danych makroekonomicznych nie widać jakiegoś załamania. Owszem, od kilku miesięcy raporty gospodarcze z USA per saldo zaskakują negatywnie, ale same dane jeszcze nie wyglądają tragicznie. Model prognostyczny Fedu z Atlanty wskazuje, że w pierwszym kwartale annualizowane tempo wzrostu PKB Stanów Zjednoczonych wyniesie 1,5%. Czyli jest gorzej, ale jeszcze nie beznadziejnie źle.
Mimo to w ostatnich dniach ciężko przekonać inwestorów do kupowania akcji. Indeks S&P500, który raptem tydzień temu dał techniczny sygnał kupna wybijając się powyżej 2820 pkt., od piątku ani myśli rosnąc. Środową sesję zakończył na poziomie 2 805,37 pkt., czyli o 0,46% poniżej wtorkowego zamknięcia. Nasdaq tym razem spisał się słabiej, tracąc 0,63%. Dow Jones oddał tylko 0,13%.

Krzysztof Kolany






























































