AIG zaczął właśnie reklamować lokatę oprocentowaną w wysokości 8,10 proc. W rzeczywistości przy rocznym depozycie taka stopa obowiązuje tylko przez trzy miesiące, w kolejnych dziewięciu wynosi 6,85 proc. W sumie więc stawka dla rocznej lokaty wynosi 7,47 proc.
Millennium oferuje równo 8 proc., jednak pod warunkiem że depozyt złożymy na dwa lata. Jeśli zrezygnujemy z niego po roku, otrzymamy 6,5 proc.
Jeszcze bardziej ogranicza klientów Getin Bank. Także daje 8 proc. na dwuletniej lokacie. Tyle że nie wolno wcześniej wycofać pieniędzy, bo wówczas bank zapłaci jedynie 0,25 proc., czyli tyle co na zwykłym rachunku.
Produkty Getinu i Millennium to typowe lokaty. Wiadomo, że od zysku z nich klient zapłaci podatek Belki, dlatego musi pomniejszyć dochód o 19 proc. Zdecydowanie bardziej zaciemniona jest sytuacja, gdy klient kupuje modną ostatnio lokatę z polisą. Pozbawiona jest ona podatku Belki. Banki - np. DB PBC czy Getin - reklamują jej oprocentowanie jako 8 proc. Rzeczywisty zysk jest jednak taki jak ze zwykłego depozytu oprocentowanego na 8 proc. i objętego podatkiem. Lokując w DB PBC 10 tys. zł na rok, dostaniemy 648 zł. Realne oprocentowanie wyniesie więc tylko 6,48 proc.
Inwestując tyle samo w certyfikat ubezpieczeniowy Getinu, ale na dwa lata, dostaniemy 1296 zł odsetek, co także daje realną stawkę na poziomie 6,48 proc. rocznie. Tyle samo z odsetek dostaniemy z klasycznej, objętej podatkiem lokaty Millennium. Polisolokaty są więc nie tylko sposobem dla klientów na ominięcie podatku, ale i sposobem na przyciągnięcie klientów do banku.
Komisja Nadzoru Finansowego dostrzegła już, że reklamy lokat wprowadzają w błąd klientów i chce temu przeciwdziałać. Do tej pory tylko wskazywała na nierzetelne informacje w przekazach medialnych. W 12 przypadkach nakazała zaniechanie reklam. Teraz zamierza pójść dalej. - Obecnie pracujemy nad kodeksem dobrych praktyk reklamowych, do którego banki będą się musiały dostosować - mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
Projekt ma być gotowy jesienią. Na razie brak szczegółów, intencją KNF jest jednak to, aby reklamy nie wprowadzały klientów w błąd i zarówno w przypadku lokat, jak i kredytów pokazywały ich rzeczywiste oprocentowanie.
Problemem pozostaną Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe, czyli popularne SKOK-i, które nie podlegają KNF. A i one w sposób niezwykle sprytny prezentują w przekazach swoje produkty.
Dla przykładu SKOK Wołomin kusi klientów lokatą oprocentowaną w wysokości 8,6 proc. w skali roku. Reklamuje ją w prasie, nawet bez żadnej gwiazdki i drobnego druku (co zwykle zarzuca się bankom). Na stronach internetowych wołomińskiej kasy także nie znajdziemy warunków prowadzenia lokaty. Dowiemy się tego dopiero z infolinii. - 8,6 proc. otrzymuje klient, który wpłaci 100 tys. zł. Musi jednak zostać naszym członkiem, co oznacza, że zapłaci 75 zł składki - informuje obsługa infolinii.
Co się dzieje, jeśli klient nie ma 100 tys. zł? Otóż może zdeponować mniej, jednak pod warunkiem że wykupi 10 udziałów w SKOK po 30 zł każdy. W sumie za 300 zł. Pieniądze te podlegają zwrotowi po upływie terminu lokaty, jednak przez ten czas nie są oprocentowane. Jeśli więc klient chciał zdeponować 2 tys. zł, to procentuje mu tylko 1,7 tys. zł. Po roku dostanie 146,2 zł zamiast 172 zł z odsetek. Po odjęciu 19 proc. podatku belki - 118,4 zł. Tyle samo otrzyma klient, deponując całe 2 tys. zł w zwykłym banku na lokacie oprocentowanej na mniej więcej 7,3 proc.
POLSKA Gazeta Opolska
Beata Tomaszkiewicz






























































