Załóżmy, że trzej chłopcy oferują „sąsiedzką pomoc” za drobną opłatą. Chcą w ten sposób zarobić na wymarzone rowery. Czy w Polsce jest to zgodne z prawem?


W internecie popularność zdobywa zdjęcie ogłoszenia rozklejonego na klatkach schodowych jednego z krakowskich osiedli. Rzekomo trzech 12-latków oferuje odpłatnie drobną pomoc sąsiedzką, deklarując, że zebrane środki posłużą im na zakup wymarzonego roweru. Postawa z jednej strony godna pochwały - za przedsiębiorczość i ambitne podejście do sprawy. Tak w Stanach zaczynała się niejedna historia od pucybuta do milionera. Ale jesteśmy w Polsce, a to tylko dzieci, które mają dopiero 12 lat. Tu zaczyna się długa lista problemów prawnych.
Polskie prawo zabrania zarobkowej pracy dzieciom
Zgodnie z obecnie obowiązującym art. 190 § 2 Kodeksu Pracy zabronione jest zatrudnianie osoby, która nie ukończyła 16 lat. 1 września 2018 roku wiek ten zostanie obniżony do 15 lat. Kodeks pracy szczegółowo reguluje warunki zatrudniania młodocianych (osób pomiędzy 16. a 18. rokiem życia) tylko i wyłącznie w celu przygotowania zawodowego.
Czy to działalność gospodarcza?
Ogłoszenie wskazuje na chęć prowadzenia prac w celu zarobkowym, a to nosi znamiona działalności gospodarczej. Dzieci, a w zasadzie ich rodzice powinni założyć działalność gospodarczą, bo 12-letni chłopcy nie posiadają nawet ograniczonej zdolności do czynności prawnych. Zgodnie z art. 15 Kodeksu cywilnego zdolność taką nabywają dopiero z ukończenie 13. roku życia, a potrzebna ona będzie i do prowadzenia firmy i do podpisywania umów np. na wynoszenie śmieci sąsiadom.
Może to wszystko brzmi jak science fiction, ale zgodnie z prawem te dzieci musiałyby rozliczyć się z zarobionych pieniędzy, wypełniając własny PIT (bo to zarobki z pracy własnej dzieci). A formularz podpisywać musieliby rodzice, gdyż dwunastolatkowie nie posiadają wspomnianej wyżej zdolności do czynności prawnych.

Póki to tylko zryw dziecięcej przedsiębiorczości, to nic wielkiego. Choć ogłoszenie z widocznym numerem telefonu rozprzestrzeniło się już w sieci. Tylko czekać, aż sprawą zainteresuje się Rzecznik Praw Dziecka, fiskus, a może i opieka społeczna? Zwłaszcza, gdyby działalność chłopców nabrała rozpędu i zaczęła przynosić znaczne zyski, to można spodziewać się kłopotów i kontroli różnych instytucji.
/ks




























































