REKLAMA

Kiedy ruszyć stopami – czyli tegoroczne dylematy bankierów

Krzysztof Kolany2010-01-07 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2010-01-07 06:00
Rok 2009 przejdzie do historii jako czas rekordowo taniego pieniądza, który wybranym (czytaj: dużym bankom) pozwolił zarobić grube miliardy przed nadchodzącym krachem i wybuchem hiperinflacji. Najbliższe cztery kwartały mogą być jedynie wstępem do nowej odsłony kryzysu finansowego.

Początek minionego roku Amerykanie przywitali z historycznie niską stawką funduszy federalnych wahającą się w przedziale 0,0-0,25%. W styczniu na kolejne cięcia zdecydował się Europejski Bank Centralny, do maja ścinając główną stopę procentową z 2,5% do rekordowego 1%. Jeszcze ostrzejsi byli Brytyjczycy, tnący oprocentowanie funta z 2% do 0,5% - to najniższa stawka w założonym w roku 1694 Banku Anglii. Szwajcarzy zeszli z 0,5% do 0,25%, zaś Japończycy okazali się mistrzami w miniaturyzacji, zmniejszając stopy z 0,5% do 0,1%. Praktycznie we wszystkich największych bankach centralnych świata stopy procentowe znalazły się i zostały utrzymane na historycznie niskich poziomach, niebezpiecznie zahaczając o graniczne 0%.

Najnowszy Biuletyn Gospodarczy Bankier.pl

Wyprzedź innych. Źródło dobrej informacji jest w dzisiejszych skomplikowanych czasach podstawą dobrych decyzji i ocen, szansą na zyski. Zapraszam do lektury pełnej wersji październikowego Biuletynu Gospodarczego Bankier.pl, którą znajdziecie Państwo tutaj: www.bankier.pl/biuletyn/gospodarczy.
Lecz wiosną okazało się, że nawet półdarmowy pieniądz nie jest w stanie rozruszać akcji kredytowej w niedokapitalizowanych i sparaliżowanych strachem bankach. W Ameryce nawet poważni ekonomiści zaczęli całkiem serio rozważać nonsens jakim są ujemne stopy procentowe. Ale taką decyzję podjęli jedynie Szwedzi i to tylko w przypadku stawki depozytowej. Jednakże w celu rozruszania pogrążających się w recesji gospodarek bankierzy centrali pobiegli do bibliotek i wyciągnęli japoński pomysł z lat 90-tych XX wieku. Co prawda strategia o wdzięcznej nazwie „quantative easing” (po polsku tłumaczona jako „ilościowe metody łagodzenia polityki monetarnej”), Japonii nie pomogła, ale ponoć miała być skuteczna w wywoływaniu inflacji, co nagle stało się głównym celem banków centralnych. W „quantative easing” tak naprawdę chodziło o prymitywny dodruk pieniądza. Cała operacja sprowadzała się do tego, że bank centralny przejmował określone instrumenty finansowe, w zamian dopisując kilka zer na koncie wybranych banków. Teoretycy liczyli, że rosnąca ilość pieniądza przełoży się na większą akcję kredytową i powrót wzrostu gospodarczego. Tak więc amerykańska Rezerwa Federalna przeznaczyła 1,25 biliona dolarów na zakup obligacji hipotecznych oraz 300 mld $ na skup obligacji skarbowych, finansując część pokaźnego deficytu budżetowego Stanów Zjednoczonych. Drugie miejsce w tej dyscyplinie zajął Bank Anglii, wykupując rządowy dług za kwotę 200 mld funtów. Na podium znalezłyby się jeszcze ex aequo banki centralne Japonii i Szwajcarii. Inną drogą poszedł Europejski Bank Centralny, który na skup aktywów przeznaczył jedynie 60 mld euro, za to zaproponował bankom komercyjnym „promocję kredytową”. Na trzech aukcjach (w czerwcu, wrześniu i grudniu) w EBC można było pożyczyć nieograniczoną ilość euro na 12 miesięcy po stałej i okazyjnej stopie 1%. Europejskie banki skorzystały z oferty, pożyczając 614 mld €. Do globalnego kredytowego szaleństwa przyłączyli się też Chińczycy, podwajając ilość pieniądza w obiegu, lecz utrzymując relatywnie wysokie stopy procentowe (5,31%).


Jak się można było spodziewać, potężny zastrzyk taniego pieniądza właściwie wcale nie trafił do gospodarstw domowych czy przedsiębiorstw. Najbardziej skorzystały banki inwestycyjne i fundusze hedgingowe, które nagle znów miały z czego finansować swoje lewarowane spekulacje. Ożył też rynek fuzji i przejęć, dokonywanych najczęściej na kredyt. Zaś Amerykanie otrzymali najtańszy w historii kredyt hipoteczny (stałe oprocentowanie 4,7% na 15 lat). Tani kredyt pomógł w ratowaniu banków, a rządom zapewnił niską rentowność obligacji skarbowych, zachęcając do nieskrępowanego zadłużania podatników.

Lecz już jesienią czasy rekordowo taniego pieniądza powoli zaczęły się kończyć. Jako pierwszy z dużych krajów pierwsza stopy podniosła Australia. Bank Rezerw Australii nie poprzestał na jednej podwyżce i w trzech krokach podniósł koszty kredytu o 75 punktów bazowych. W Europie na zaostrzenie kursu w polityce monetarnej zdecydowała się tylko Norwegia (dwie podwyżki po 25 pb.), zaś swoją drogą poszli Czesi, ścinając cenę pieniądza z 1,50% do 1,25%. Od lata stopy mocno spadały także w Rosji, Islandii i na Węgrzech, które to kraje w czasie kryzysu zmuszone były utrzymywać wysokie oprocentowanie swych walut z powodu ich niskiej wiarygodności. Jednakże rozpoczęty jesienią trend jest wyraźny: stopy na całym świecie albo już rosną, albo wkrótce zaczną rosnąć.



Prognozowanie zmian w polityce monetarnej jest więc niemal równie łatwe jak rok temu – wiadomo, że w głównych gospodarkach świata (USA, Euroland, Japonia, Chiny) stopy niższe już nie będą. Zapewne we wszystkich tych krajach (może poza Japonią) czekają nas podwyżki, choć chyba jeszcze niezbyt drastyczne. Jak zwykle najwięcej emocji wśród finansistów rozpala Fed. I nie ma się czemu dziwić, ponieważ Stany Zjednoczone to wciąż największa gospodarka świata z największym i najpłynniejszym rynkiem finansowym, którego kręgosłupem jest wart 7,2 biliona dolarów rynek obligacji skarbowych. W grudniu rentowność amerykańskich 10-latek wzrosła z 3,2% do 3,8%. Tak duży spadek cen amerykańskich Treasuries oznacza, że rynek spodziewa się wyższej inflacji i wzrostu stóp procentowych. Reakcja ta zbiegła się z czasem opublikowania rządowych danych wskazujących na wyraźny wzrost cen - w listopadzie CPI podskoczył z –0,2% do 1,8% r/r. Notowania kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych jako termin pierwszej podwyżki obstawiają lipiec 2010, ale prognozy ekonomistów wskazują raczej na sierpień. W swojej tradycji Rezerwa Federalna zazwyczaj zwleka z pierwszą podwyżką do czasu zaobserwowania spadku stopy bezrobocia, co w USA ma nastąpić raczej w drugiej niż w pierwszej połowie roku. Tymczasem włodarze Fed-u już siedzą na tykającej bombie inflacyjnej, jaką stanowi wolna gotówka banków komercyjnych ulokowana na nieoprocentowych rachunkach w banku centralny. Na koniec 2009 roku było tego nieco ponad bilion dolarów, który teoretycznie w każdej chwili może trafić do gospodarki. Wówczas Ameryka zostałaby zalana kilkoma bilionami nowych dolarów (efekt mnożnika kreacji pieniądza), co stanowiłoby potężny impuls inflacyjny. Oczywiście taka gotówka raczej nie wypłynie z dnia na dzień i oczywiście Fed ma narzędzia, by jej wypływ powstrzymać (już w grudniu przeprowadzono próbne operacje repo). Pytanie tylko, czy Bernanke i spółka zdecydują się na bardzo niepopularne zaostrzenie polityki monetarnej na tyle wcześnie, by zatrzymać nakręcającą się już na naszych oczach spiralę inflacyjną.

Najprawdopodobniej jednak się nie zdecydują i obserwowane w drugiej połowie roku podwyżki kosztów kredytu w USA będą jedynie symboliczne, ze stopą funduszy federalnych rzędu 1% na koniec roku. Ze względu na kłopoty finansowe wielu państw Eurolandu (Grecja, Hiszpania, Irlandia) również podwyżki w EBC będą ostrożne i zapewne opóźnione względem działań Rezerwy Federalnej. Lecz za 12 miesięcy strefa euro zapewne utrzyma przewagę w wysokości stóp procentowych wobec Ameryki. Jak na razie jakiegokolwiek zaostrzenia kursu nie przewiduje Bank Anglii, który cały czas dzielnie drukuje nowe banknoty z podobizną Królowej. Dalecy od jakichkolwiek podwyżek są też Szwajcarzy, wciąż obawiający się nawrotu deflacji. Z tego samego powodu oraz za sprawą fatalnego stanu gospodarki na podwyżki nie ma co liczyć także w Japonii.

Ale cała reszta świata, zwłaszcza ta rozwijająca się, stopy podnieść po prostu będzie musiała. Zmusi ją do tego rosnąca inflacja oraz groźba przekredytowania coraz szybciej kręcącej się gospodarki. Najgroźniej sytuacja wygląda w Chinach, gdzie tempo ekspansji kredytowej chyba wymknęło się spod kontroli komunistycznych władz. Choć na razie 30-procentowej dynamice podaży pieniądza towarzyszy niemal zerowy CPI, to w do końca roku ceny mogą już rosnąć w dwucyfrowym tempie. Taki jest bowiem nieuchronny skutek podwojenia ilości gotówki krążącej w systemie. Inflacja może też przybrać formy bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości lub giełdzie w Szanghaju, której pęknięcie oznaczałoby poważny wstrząs dla całego finansowego świata.


W roku 2010 bankierzy centralni stają przed dylematem skoczka narciarskiego – z podwyżkami muszą idealnie trafić „w próg”, a ich skala powinna być dostosowana zarówno do kondycji gospodarki jak i ilości „awaryjnie” dodrukowanego pieniądza. Zbyt wczesna i zbyt gwałtowna zmiana kursu doprowadzi nas do wtórnej recesji, zaś za słaba i spóźniona reakcja będzie skutkowała niekontrolowanym wybuchem inflacji i utratą zaufania społeczeństwa do systemu wirtualno-bankowego pieniądza. Margines błędu jest minimalny, prędkość ogromna, a ryzyko pomyłki olbrzymie. Mimo, iż w to nie wierzę, to życzę sobie i nam wszystkim, by jednak Bernanke i Trichet, a w ślad za nimi Skrzypek i reszta bezbłędnie trafili stopami w próg.

Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Nowy wskaźnik kredytowy na horyzoncie. Banki dopiero szykują ofertę z POLSTR
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Firmowe konto i rachunek w euro. Te oferty wyróżniają się na rynku
Firmowe konto i rachunek w euro. Te oferty wyróżniają się na rynku

Komentarze (4)

dodaj komentarz
~piotr-naiwny leszcz
kominikacja publiczna, rowerek, pieszo ; bedziesz zdrowszy i bedziesz mial jasniejszy umysl a wtedy bedziesz wiecej widzial i rozumial ( np. po co byl wywolany kryzys); ewentualnie mozesz uznac ze jest ok. i przybrac postawe bierna i pozwolic sie wykorzystywac - Twoj wybor.
P.S. moje pisanie oczywiscie nic da bo jestem leszczem,
kominikacja publiczna, rowerek, pieszo ; bedziesz zdrowszy i bedziesz mial jasniejszy umysl a wtedy bedziesz wiecej widzial i rozumial ( np. po co byl wywolany kryzys); ewentualnie mozesz uznac ze jest ok. i przybrac postawe bierna i pozwolic sie wykorzystywac - Twoj wybor.
P.S. moje pisanie oczywiscie nic da bo jestem leszczem, ale daje wyraz swojemu nieadowoleniu, a jak takich swiadomych i niezadowolonych leszczy bedzie wiecej to moze cos bedzie mozna zmienic na lepsze :-)
pozdrawiam
~piotr-naiwny leszcz
rachunek bedzie slony; cale te stymulusy , plany Poulsona, Gaythnera to tylko przykrywka. Kolesie rozdali za darmo kase podatnikow roznym Goldmanomorganom i stad ta nibyhossa . Pomyskcie o tym zawsze, jak bedziecie przy tankowaniu na stacji benzynowej placic coraz wiecej, wlasnie wtedy skladacie sie na mega bonusy Goldmanomorganow,rachunek bedzie slony; cale te stymulusy , plany Poulsona, Gaythnera to tylko przykrywka. Kolesie rozdali za darmo kase podatnikow roznym Goldmanomorganom i stad ta nibyhossa . Pomyskcie o tym zawsze, jak bedziecie przy tankowaniu na stacji benzynowej placic coraz wiecej, wlasnie wtedy skladacie sie na mega bonusy Goldmanomorganow, ktorzy min. wypompowali cene ropy. Te stymulusy Obamy i jego przydupasow to jeden wielki pic i skok na kase; ciekawe kiedy tam ludzie sie skapuja ze sa dymani ?
~tdjn
to co mam do baku lać wodę ??
~Taurus
Dosyc przydlugawy artykul, ale sprawa jest jasna jak drut, to wszystko musi kiedys pierdyknąć, i to z wielkim hukiem !!! Bardzo wielkim hukiem ....

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki