Pan Zbigniew na innym forum tak to podsumował: „Przytoczony przeze mnie wywód o wyjęciu spod prawa "prywaciarzy" zaczerpnąłem z "Polactwa" Ziemkiewicza. Pisze on o drobnych przedsiębiorcach: "nikomu na tych ludziach nie zależało, nikt ich nie bronił, najwyżej czysto werbalnie, w praktyce na nich spadł cały ciężar utrzymania rozdętego socialu i wszystkich patologii postkomunizmu.(...) Tylko drobnych przedsiębiorców można gnoić ile wlezie przy sporej aprobacie polactwa po którym wieloletnia propaganda przeciw "prywaciarzom" wcale nie spłynęła jak woda po kaczce."
Nie ma co się łudzić, że w postkomunistycznej Polsce uda się dużo uzyskać na drodze sądowej. Kilka lat temu pamiętam, jak z oburzeniem komentowano wypowiedź szefa Urzędu Celnego pana Nogaja, który nałożył jakąś niezgodną z prawem daninę na importerów i tłumaczył się, że czyni to dla dobra państwa, gdyż "wie dobrze nie każdy będzie się odwoływał aż do NSA, a większość potulnie zapłaci".
Co do polskiego państwa nie ma co się łudzić. Sądy to "ruska szkoła prawnicza" - w Prusach, gdy ktoś się sądził z władzą o sprawiedliwość, mówiło się "są jeszcze sądy w Berlinie", a w Rosji w analogicznej sytuacji - "konstytucja na stole, a nahajka pod stołem".
Na sądy nie ma co liczyć jak dowodzą wyroki w sprawach reprywatyzacyjnych, czy obligacji przedwojennych. Nawet gdyby przypadkiem jakiś sąd wydał niekorzystny dla organów państwa wyrok to po pierwsze trwa to kilka lat i często sprawa staje się bezprzedmiotowa, bo np. spółki juz nie ma gdyż ogłosiła upadłość, więc strona "zniknęła", a po drugie wyrok może nie być respektowany, bo nie ma pieniędzy w budżecie lub strona sprawy (organ państwowy) zdążyła się przekształcić lub zniknąć jak np. poprzednie małe województwa. Ja tam nie mam złudzeń co do polskiego państwa”.