PRZYCHODY rzędu 7-8 mln zł przy kosztach centrali na poziomie 2-3 mln zł.
Teraz liczby stają się bardziej realne. 7 - 3 = 4 mln.
Ja tu kiedyś liczyłem, bardziej dokładnie niż dzisiaj i wyszło mi 2 mln. Powiedzmy przy takich domowych symulacjach liczby, choć dwukrotnie większe, to w zasadzie są te same, bo chodzi o skalę
Inwestorzy żyli wspomnieniami z 2009r, gdzie Bomi sypnęło 40mln zysku netto.
Oczywiście jest jeszcze Rabat. Tyle, że Rabat ogłosił upadłość.
Wracając do franczyzy. Przychody na poziomie 7mln to wciąż od 20 do 40% zysku brutto sklepów. Kto da się złapać w taką pułapkę. Tym bardziej, że PiP kusi, że wystarczy mieć 500.000PLN środków własnych. Nie wiem, to prawda, ile tam łyżek dziegciu jest w tej beczce miodu.
Zgadzam się umowy najmu na Bomi mogą być skuteczną metodą, aby franczyzobiorcom nie przychodziły do głowy głupie pomysły.
Cierpisz do sprawy może podchodzić emocjonalnie - Bomi to jednak jego dziecko. Jak czytałem wywiady z nim i bomidyr. d/s franczyzy, to zacząłem się zastanawiać, czy Cierpisz ma oprócz sentymentu również wizję dla tych sklepów.
W jednym z wywiadów Cierpisz mówi, że tylko w Bomi za jego czasów można było dostać chili w 4 smakach. W innym wywiadzie - Bomi ma swoją ofertę dostosowywać do lokalnych konsumentów. No to albo cnota, albo nylony. Albo chili w 4 smakach, albo lokalni konsumenci. Klif Gdynia, chyba najlepsza lokalizacja, a o Matarni nie mówiąc, tam nie ma lokalnych konsumentów.
Co dalej wiemy?
Dwie najlepsze (prawdopodobnie) lokalizacje w Olsztynie wzięte, ale o Wawie cisza. Samo Trójmiasto - de facto tylko Madison fizycznie wzięty.
Zresztą. Olsztyn. Zasada Pareto: było 15 sklepów jest 2 = 80% przychodów.
Sprawa nadal pozostaje otwarta. Jeśli Bomi te sklepy będzie tak doić franczyzą, to czy one przetrwają? I czy zachwyt wzbudzi u akcjonariuszy 3mln zysku.
Nie sprzeczam się. Franczyza to jedyna szansa.
Ale franczyza to nie jest sztandar zwycięstwa, lecz biała flaga. To prawda, że nie zawsze warto "umierać za Gdańsk" i wzniecać Powstanie Warszawskie.