2002-03-18 08:05 Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa
Życie: polskie wojsko w Afganistanie
Garstkę naszych żołnierzy wysyłamy do Afganistanu z takim przejęciem, jakbyśmy nie mieli za sobą historii polskiej, ale powiedzmy Wysp Owczych - pisze w dzienniku "Życie" Jan Wróbel.
Zdaniem Wróbla, w ciągu ostatnich stu lat mieliśmy rewolucje, wojny światowe, partyzantkę, groźby interwencji Układu Warszawskiego i prosta prawda, że chcąc mieć pokój, trzeba brać udział w wojnach, nie jest dla nas żadnym odkryciem. Przypomina on, że weszliśmy do NATO, chcąc współtworzyć nowy ład międzynarodowy, oparty na przewadze Ameryki nad resztą świata i na współdziałaniu większości państw demokratycznych.
Jan Wróbel zauważa, że jak w każdej wspólnocie, żeby coś z tego mieć, coś trzeba dać. Niestety - jak pisze mogliśmy dać mało. Na otarcie łez otrzymaliśmy więc propozycję symbolicznego udziału w operacji. "Uczciwie trzeba powiedzieć, że to uznanie polskiej słabości, a nie siły" - ocenia komentator dziennika. Ale nasza niemoc jest - jego zdaniem - do przezwyciężenia.
Nie ma więc co podnosić larum, że "nasi" pojechali do Afganistanu. Lepiej skupić się nad tym, dlaczego pojechało ich niewielu i późno. I robić jak najwięcej, by awansować w hierarchii sojuszników USA.
(Ż/gut/chod.)
Zdaniem Wróbla, w ciągu ostatnich stu lat mieliśmy rewolucje, wojny światowe, partyzantkę, groźby interwencji Układu Warszawskiego i prosta prawda, że chcąc mieć pokój, trzeba brać udział w wojnach, nie jest dla nas żadnym odkryciem. Przypomina on, że weszliśmy do NATO, chcąc współtworzyć nowy ład międzynarodowy, oparty na przewadze Ameryki nad resztą świata i na współdziałaniu większości państw demokratycznych.
Jan Wróbel zauważa, że jak w każdej wspólnocie, żeby coś z tego mieć, coś trzeba dać. Niestety - jak pisze mogliśmy dać mało. Na otarcie łez otrzymaliśmy więc propozycję symbolicznego udziału w operacji. "Uczciwie trzeba powiedzieć, że to uznanie polskiej słabości, a nie siły" - ocenia komentator dziennika. Ale nasza niemoc jest - jego zdaniem - do przezwyciężenia.
Nie ma więc co podnosić larum, że "nasi" pojechali do Afganistanu. Lepiej skupić się nad tym, dlaczego pojechało ich niewielu i późno. I robić jak najwięcej, by awansować w hierarchii sojuszników USA.
(Ż/gut/chod.)









Dodaj komentarz