Ze Starego Kontynentu nadchodziły same złe wiadomości. Kolejne dane statystyczne potwierdziły tezę, że Francja znalazła się w recesji. Oznacza to, że z dużych gospodarek strefy euro jedynie Niemcy i Holandia mają szansę utrzymać wzrost gospodarczy.
W trakcie weekendu rozmowy pomiędzy greckim rządem a przedstawicielami prywatnych wierzycieli zostały przerwane bez osiągnięcia porozumienia. Nieoficjalnie mówi się, że banki zgodziły się umorzyć 70% sumy pożyczek i zadowolą się obietnicą oddania pozostałych 30% za 30 lat (czyli zapewne nigdy). Ale podobno Grecy dodatkowo zażądali 10-letniej karencji odsetek i śmiesznie niskiego oprocentowania w późniejszym okresie.
Popłochu na giełdach nie wywołały też słowa szefowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Christine Lagarde ostrzegała, że sytuacja jest poważna i wymaga podjęcia wspólnych działań. W tym celu potrzebne jest zwiększenie zasobów MFW, który pożycza pieniądze krajom znajdującym się na skraju niewypłacalności.
Mimo tych negatywnych informacji Europa spisywała się bardzo dobrze. Rentowność włoskich obligacji 10-letnich dzięki interwencjom EBC spadła do 6,1%, choć jeszcze na początku roku przekraczała 7%. To utwierdzało Amerykanów, że strefa euro jest na właściwym „kursie i ścieżce”.
Lecz reakcja Wall Street tylko na pozór była optymistyczna. Tuż po otwarciu popyt podniósł indeks S&P500 o 0,5%, dzięki czemu osiągnął on najwyższy poziom od lipca i od kwietniowego szczytu hossy dzieliło go już niespełna 4%. Szarża byków została jednak szybko odparta i indeksy równie szybko znalazły się pod kreską. Następnie do końca sesji mieliśmy do czynienia ze stabilizacją na poziomie piątkowego zamknięcia.
W mojej ocenie nastroje i oczekiwania wielu inwestorów są w tym momencie przesadnie optymistyczne. Mimo względnie dobrych wyników amerykańskich spółek i poprawnych danych nadchodzących z gospodarki USA o powrót do hossy (czyli przełamanie zeszłorocznych maksimów) będzie niezmiernie trudno. Bardzo niskie obroty, pozytywny ton komentarzy i postępujące wykupienie rynku każą zachować ostrożność i zwiastują raczej powrót do spadków niż atak na szczyty.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































