Umocnienie polskiej waluty w dłuższym terminie jest pewne w związku z jastrzębimi wypowiedziami przedstawicieli RPP, którzy sugerują kolejne podwyżki stóp procentowych (wg M. Nogi następna będzie w kwietniu, a kolejne w II półroczu 2008 r.). Dobre fundamenty gospodarcze, które często nie maja wpływu na rynki akcji na rynku walutowym odgrywają pierwszorzędną rolę. Nie trzeba powtarzać, że perspektywy rozwoju dla Polski są na razie bardzo pomyślne i nie widać dużego zahamowania w gospodarce. Złoty będzie dalej zyskiwał na wartości. Skala aprecjacji będzie również zależała od siły euro, dolara, funta czy franka szwajcarskiego na rynku światowym. Kontynuacja słabości dolara będzie wywoływała dalsze gwałtowne spadki USD/PLN, aczkolwiek mniej raptowne mogą być zniżki EUR/PLN.
W krótkim okresie jest ważny sentyment na rynkach finansowych, doniesienia z USA i oczekiwania inwestorów w związku z dalszymi posunięciami FED-u i rozwojem sytuacji na rynku kredytów hipotecznych na świecie. Istotne będzie to, czy uczestnicy handlu uwierzą , że kryzys finansowy i hipoteczny ogarnął całą gospodarkę w Stanach Zjednoczonych. Wczorajsze gorsze wyniki firmy Oracle z sektora technologicznego mogły doprowadzić do takich smutnych wniosków. Giełdy w USA straciły, a obecnie sytuacja na parkietach w Europie jest bardzo zmienna.
Pary złotego czekają na silny impuls. O 11:30 EUR/PLN testuje 3,5263, a USD/PLN 2,2333. Kursy powinny poruszać się dzisiaj w przedziałach odpowiednio: 3,5100-3,5350 i 2,2100-2,2400, aczkolwiek przed danymi makro ruch na parach powinien być bardzo niewielki.
EUR/USD stabilizuje się powyżej 1,5700 z tendencją do lekkich spadków. To, co widzimy na parze można śmiało nazwać korekcyjnym umocnieniem dolara, do którego mogły zachęcić zgodne z oczekiwaniami dane o PKB w IV kwartale z USA i lepsza (niższa) od oczekiwań liczba zasiłków dla nowych bezrobotnych. Prawdopodobnie inwestorzy kumulują swoje siły przed kolejna falą wzrostów i dzisiejsze notowania, chociaż na razie spokojne, mogą nas doprowadzić do kolejnych szczytów. Jak do tej pory poznaliśmy dane makro z UK o spadających cenach domów (w marcu spadek wyniósł 0,6% ), mniejszym deficycie na rachunku obrotów bieżących (-8,45B) oraz zbliżonych do oczekiwań estymacjach PKB (0,6% miesiąc do miesiąca i 2,8% rok do roku). Natomiast o wzroście presji inflacyjnej w krajach Strefy Euro może świadczyć wyższy od prognoz wzrost cen importu o 1,1% w Niemczech.
Przed nami dane z USA: o wydatkach i dochodach Amerykanów w lutym o 13.30 i wskaźnik zaufania konsumentów opracowany przez Uniwersytet Michigan za marzec o 15.00. Poza tym będą wypowiadać się dziś przedstawiciele FED-u: Mishkin w Lexington i Rosengren w Seulu.
Najważniejszym nośnikiem informacji dla inwestorów będą dane o wydatkach i dochodach Amerykanów, które będą świadczyć o kondycji portfeli amerykańskich konsumentów i ich gotowości do wydawania pieniędzy. Jeżeli dane potwierdza kryzys zaufania u Amerykanów może to być negatywna wiadomość dla giełd i dolara, a pesymizm powróci na rynki. Jednakże Wskaźniki te zwykle zaskakiwały pozytywnie inwestorów swoimi czeto wyższymi od prognoz bądź zbliżonymi do prognoz odczytami. Są one jednak na tyle ważne, że ich wartość może dać jakieś wskazówki dotyczące przyszłych działań FED-u. Tym bardziej, że pojawiają się już opinie, że Rezerwa Federalna będzie zmuszona do obniżki kosztu pieniądza do poziomu 0%.
Informacje ze świata mogą, ale nie muszą wprowadzić pewien ruch na kursach walutowych. EUR/USD do danych powinien stabilizować się w przedziale 1,5720-5850. Trudno powiedzieć jednak, czy to dzisiejsze dane zadecydują o jakimś wyraźnym spadku lub wzroście kursu. W dłuższym terminie bardziej możliwe są wzrosty, aczkolwiek środowe wybicie w kierunku 1,5860 wywołało ukształtowanie się jeszcze nie potwierdzonej formacji niższego dołka, która w przypadku spadków poniżej 1,5660 może doprowadzić do dłuższej korekty, a to oznacza odsunięcie w czasie wzrostów na EUR/USD.































































