Wtorek przyniósł odwrócenie znanej od początku roku serii wydarzeń, kiedy to spadki na Wall Street doprowadzały do wyprzedaży na rynkach europejskich. Tym razem to nagła eksplozja optymizmu na Starym Kontynencie przełożyła się na wzrosty w Stanach Zjednoczonych. Po raporcie kwartalnym szwajcarskiego UBS wielu inwestorów pomyślało, że apogeum kryzysu finansowego już minęło i zabrali się za kupowanie mocno przecenionych akcji największych banków.
Podobne zachowanie ma też miejsce w Nowym Jorku, gdzie kurs Citigroup rośnie o 6,1%, akcje Bank of America zyskują na wartości 4,2%, a walory JP Morgan Chase dają jak na razie zarobić 4,5%.
Wsparciem dla giełdowych indeksów okazał się także marcowy wynik wskaźnika ISM mierzącego koniunkturę w amerykańskim przemyśle. Indeks ten wzrósł względem lutego o 0,3 pkt. i znalazł się na poziomie 48,6 pkt., czyli nieco powyżej oczekiwań analityków. Należy jednak zaznaczyć, że wskaźnik ten nadal pokazuje regres w przemyśle, a subindeks obrazujący wzrost cen zdecydowanie poszedł w górę, co rysuje ponury obraz stagflacji.
Niemniej jednak po pół godzinie handlu Dow Jones rósł o 1,8%, osiągając wartość 12.486,55 pkt. Indeks S&P500 zyskiwał 1,75%, notując wynik 1.345,82 pkt. Nasdaq zwyżkował o 1,9%, dochodząc do poziomu 2,321,45 pkt. K.K.































































