Od lat między wieloma państwami zachodzi proces określany mianem wojny handlowej. Zazwyczaj jedno państwo oskarża drugie o prowadzenie nieuczciwej polityki handlowej. Wydawać się może, że światowa polityka handlowa zawsze była niesprawiedliwa. Zaskakujące jest jednak to, że kiedy kraje biedne lub słabo rozwinięte zaczynają stosować nieetyczne narzędzia polityki eksportowej, jakimi są między innymi manipulowanie kursami walutowymi czy sprzedaż poniżej kosztów produkcji, międzynarodowe instytucje zaraz chcą je za to ukarać.
Napędowy eksport
Tymczasem siłą napędową wzrostu gospodarczego w Polsce jest eksport. Wzrost eksportu w naszym kraju nie wynika tylko z poprawy konkurencyjności gospodarczej. Nie pojawił się też na naszym rynku żaden potentat podbijający światowe rynki produkowanym w kraju produktem (jak np. Nokia w Finlandii). Wzrost eksportu jest głównie wynikiem radykalnego osłabienia złotego wobec euro.
Skoro zatem poziom kursu walutowego ma tak istotny wpływ na eksport, a wiemy doskonale, że z kolei eksport ma istotny wpływ na wzrost gospodarczy, a co za tym idzie także na wzbogacanie się społeczeństwa, zachodzi pokusa utrzymania kursu walutowego na odpowiednim poziomie. Tak aby eksport byłby opłacalny cały czas. Niestety, nie jest to takie proste, przede wszystkim dlatego, że większość krajów musi przystosować się do pewnych rygorów ustalanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Wbrew zasadom
Z manipulacją walutową mamy do czynienia, gdy bank centralny skupuje lub sprzedaje duże ilości waluty zagranicznej, aby utrzymać wartość waluty krajowej na niskim lub wysokim poziomie w celu poprawienia konkurencyjności gospodarki. Biorąc pod uwagę, że kurs walutowy w Polsce jest ustalany na podstawie mechanizmów rynkowych oznacza to, że NBP hipotetycznie mógłby skupować dolary i euro (w ten sposób wpuszczając na rynek więcej złotówek) w celu osłabienia złotówki. Przy osłabionym kursie złotego eksport dla Polski byłby jak najbardziej opłacalny. Należy jednak zaznaczyć, że takie działanie jest sprzeczne z zaleceniami MFW oraz Światowej Organizacji Handlu (WTO).
Problem polega na tym, że ostatnio nasila się zjawisko manipulowania walutami wśród wielu krajów celem poprawienia swojej pozycji eksportowej. Do tej grupy można zaliczyć większość Azjatyckich Tygrysów, a w szczególności Chiny, Koreę i Japonię. Stany Zjednoczone też dokonują manipulacji walutowych, co widać w chwili obecnej. Władze USA są zdania, że dolar amerykański ma być najważniejszą, a nie najsilniejszą walutą na świecie. USA uzasadnia swoje działania tym, że dążą do zmniejszenia bardzo dużego deficytu handlowego sięgającego nawet 550 mld USD.
Manipulacja walutowa jest sprzeczna z zasadami gospodarki rynkowej, ponieważ nie doprowadza do właściwej wyceny czynników produkcji w kraju i efekty gospodarki są nieklarowne. Potwierdza to przykład interwencji Japońskiego Banku Centralnego (BoJ) w maju 2003 roku. Otóż BoJ zakupił interwencyjnie 42,8 mld USD mając na celu zahamowanie wzrostu wartości jena wobec dolara. Oznacza to, że rynki uważają, iż jen jest niedowartościowany i w związku z tym na rynkach jest walutą mocną. Dla rządu japońskiego mocny jen stanowi przeszkodę dla ożywienia gospodarki, która właściwie oparta jest na masowym eksporcie do USA. W tym czasie rezerwy walutowe Japonii były na poziomie 523,8 mld USD - czyli prawie 1/4 części światowych rezerw walutowych. Jednakże pomimo tych zabiegów gospodarka japońska nadal tkwi w marazmie a ożywienia nie widać.
Inaczej w Chinach
Korea i Tajwan zakupiły łącznie ponad 9 mld USD. Rezerwy walutowe Korei osiągnęły poziom128 mld USD, podczas gdy Tajwanu już 175 mld USD. Działania te są kontynuowane, a w ostatnich 12 miesiącach kraje te zwiększyły swoje zasoby walutowe o ponad 54 mld USD. Wszystko to robione jest po to, aby waluty tych krajów nie aprecjonowały nadmiernie w stosunku do dolara. Z kolei Chiny systematycznie skupują dolary, mając na celu osłabienie pozycji lokalnej waluty - juana. Takie działania mają na celu utrzymanie przewagi konkurencyjnej nad Stanami Zjednoczonymi. W ciągu ostatnich 12 miesięcy Chiny zakupiły ponad 88 mld USD, zwiększając w ten sposób swoje rezerwy walutowe do poziomu 316 mld USD. W sumie te cztery czołowe kraje azjatyckie (Korea, Tajwan, Japonie i Chiny) zakumulowały ponad 1000 mld USD by utrzymać niską wartość swoich walut.
Analizując problemy manipulacji walutowych należy brać pod uwagę dwa aspekty. Po pierwsze, pewne interwencje na rynku są oznaką manipulacji walutowych. Według zaleceń MFW kraje mogą mieć jeden z trzech reżimów walutowych: stały, płynny, lub pewną kombinację pośrednią pomiędzy stałym a płynnym kursem. Jednocześnie kraje mają prawo interweniować na rynku walutowym, ale w celu przeciwdziałania pojawieniu się nieładu na rynku, który mógłby być niekorzystny. Aczkolwiek kraje są jednak zobowiązane do nie prowadzenia świadomych, zaplanowanych oraz utrzymujących się na większą skalę interwencji w jednym kierunku. Takie działania są przyjmowane jako dowód na to, że kraj manipuluje walutami, aby kurs utrzymywał się po „niewłaściwej” stronie. Tak dzieje się na przykład z chińskim juanem.
Po drugie, utrzymywanie stałego kursu przez pewien czas wcale nie oznacza, że dany kraj nie manipuluje walutami. Tym co liczy się w takich warunkach jest zachowanie realnego kursu (skorygowanego o inflację), stosowane w handlu zagranicznym na tle ogólnej sytuacji w bilansie płatniczym. Na przykład: minimalna wartość chińskiego juana utrzymuje się na stałym poziomie 8,3 wobec dolara przez ostatnie osiem lat. Wartość waluty amerykańskiej w tym czasie zmieniła się, więc w związku z tym realna wartość juana też spadała. Tak dzieje się w momencie, kiedy Chiny mają nadwyżkę handlową w bilansie płatniczym i coraz to większą ilość rezerw walutowych. Tymczasem zgodnie z teorią ekonomii, nadwyżka w bilansie płatniczym z jednoczesną akumulacją rezerw walutowych wymaga aprecjacji realnego kursu walutowego. W Chinach jest dokładnie odwrotnie.
Pasmo niezgody
W ostatnim czasie nasiliło się zjawisko manipulacji walutowych. Niestety, MFW nie dysponuje narzędziami, które pozwoliłyby ukarać kraje, które nie przestrzegają przepisów dotyczących manipulowania kursami walutowymi. Wzrasta więc zainteresowanie poszczególnych krajów stworzeniem prawa, które będzie stosowane przeciwko państwom, które stosują manipulację walutową do własnych celów. Obecnie najbardziej zaawansowane prace w tym zakresie prowadzone są w USA. Stany Zjednoczone zamierzają karać tych, którzy będą podejrzani o manipulowanie kursami walut. Zdaje się, że pierwszą ofiarą będą właśnie Chiny. Czy jednak z drugiej strony Stany mogą pozwolić sobie na zerwanie kontaktów handlowych z Chinami? Jaka będzie reakcja innych krajów, choćby krajów Unii, Japonii czy Grupy Krajów Rozwijających się z Brazylią, RPA i Malezją na czele?
Problem manipulacji walutowych może okazać się, niestety, kolejną kością niezgody między USA i resztą świata. Działania Światowej Organizacji Handlu na przestrzeni 12 lat (od momentu jej stworzenia w 1992 r.) są pasmem niezgody. Zeszłoroczna konferencja w Cancun dowodzi, że na świecie wiele spraw podąża w niewłaściwym kierunku i może dojść do konfrontacji gospodarczej. Źle będzie, jeśli okaże się że kolejnym problemem w gospodarce światowej będą finanse i działania MFW w tym kontekście.
Richard Mbewe
Warszawska Grupa Inwestycyjna S.A.





























































