

W piątek ceny ropy naftowej na giełach w Londynie i Nowym Jorku osiągnęły najwyższe poziomy od września 2013 roku. Przyczyną jest sytuacja w Iraku, gdzie armia rządowa nie potrafi powstrzymać natarcia islamistów.
O poranku za baryłkę ropy Brent płacono nawet 114 dolarów, a taka sama ilość amerykańskiego surowca z Teksasu kosztowała w porywach 107,67 USD. Po południu ceny nieco spadły, odpowiednio do 112,68 USD i 106,85 USD za baryłkę. Wciąż były to jednak stawki wyższe niż kiedykolwiek w tym roku.

Przyczyną skokowego wzrostu notowań ropy naftowej jest sytuacja w Iraku. W czwartek rebelianci z Islamskiego Państwa w Iraku i Lewancie (ISIL) zajęli Mosul, czyli drugie co do wielkości irackie miasto, i zaczęli posuwać się w stronę Bagdadu.
Rynek obawia się, że obalenie proamerykańskiego rządu mogłoby skutkować przynajmniej czasowym wstrzymaniem dostaw ropy z Iraku, który jest drugim największym producentem zrzeszonym w kartelu OPEC. W maju iracka produkcja wyniosła 3,3 mln baryłek dziennie, co stanowiło ponad 3% globalnego zapotrzebowania. Co więcej, Irak jest jedynym z dużych eksporterów ropy, który w najbliższych latach może znacząco zwiększyć produkcję.
K.K.






























































