W USA panowały niepewne nastroje. Dane makro były pozytywne. Zapasy w amerykańskich hurtowniach wzrosły w kwietniu wzrosły mocniej niż to prognozowano (o 0,8 proc. przy prognozie 0,4 proc.). Przede wszystkim jednak znacznie wzrosła sprzedaż (1,5 proc.) i był to największy wzrost od marca 2004, kiedy to wzrosły o 3,2 proc. To były dobre dane, które mogą zapowiadać poprawę PKB w drugim kwartale. Dzięki nim wzrosła nieco rentowność obligacji. Wydawało się, że coś wyklaruje publikacja raportu o tygodniowej zmianie zapasów paliw w USA, ale tak się nie stało. Zapasy ropy spadły, ale wyraźnie wzrosły zapasy paliwa dieslowskiego i oleju opałowego, co w połączeniu z obietnicami OPEC (znowu twierdzi, że zwiększy wydobycie) wywołało spadek ceny ropy. Taka sytuacja powinna pomagać akcjom i rzeczywiście z początku pomagała. Indeksom pomagał również wzrost ceny akcji General Motors po informacji o kupnie przez Kirka Kerkoriana mniejszej ilości akcji niż zamierzał kupić - rynek spodziewa
się, że miliarder jeszcze dokupi brakującą ilość akcji. Rósł też kurs Caterpillara, który zapowiedział zwiększenie dywidendy. Texas Instruments też przeszkadzał niedźwiedziom po tym jak wczoraj podniósł prognozę zysku.
Wszystko pomagało bykom, a rynek zachował się podobne jak we wtorek. Wpierw optymizm, a potem szybka wyprzedaż. Nie uzasadnia tego wcale podniesienie prognozy inflacji przez Biały Dom (z 2 na 2,9 proc.), bo prognozami administracji mało kto się zazwyczaj przejmuje. To był najwyżej pretekst do sprzedaży akcji. Wyraźnie widać, że inwestorzy bali się wystąpienia Alana Greenspana i woleli zrealizować zyski. Po wtorkowej "niedźwiedziej" sesji środowa potwierdziła, że niedźwiedzie zdobyły zdecydowaną przewagę. Potrzebny jest tylko impuls ze strony szefa Fed, żeby rynek zaczął się poważnie przeceniać.
W czwartek na rynkach finansowych powinna panować gorąca atmosfera. Najmniej ważnym elementem będzie publikacja w USA raportu o tygodniowej zmianie na rynku pracy. Jednak trzeba pamiętać, że generalnie im lepsze dane tym lepiej dla dolara i akcji. Pół godziny po rozpoczęciu sesji zacznie się najważniejsze wydarzenie: wystąpienie Alana Greenspana na forum połączonych komisji gospodarczych Kongresu. Podczas tego wystąpienia, co pół roku, szef Fed mówi o sytuacji w gospodarce amerykańskiej. Wydaje się, że w ocenie tej gospodarki nie powinno być zaskoczenia. Już we wtorek, podczas konferencji w Pekinie, Alan Greenspan dał znać, że nie uważa, że niskie stopy procentowe muszą sygnalizować duże spowolnienie gospodarcze. Skoro tak to pewnie będzie nadal podtrzymywał opinię o spokojnym, zrównoważonym wzroście z inflacją pod kontrolą. Może jednak wspomnieć o rosnących płacach i dać znać, że koniec cyklu podwyżek stóp nie nastąpi już w czerwcu. Jeśli mam rację i rynki źle
zinterpretowały jego wypowiedź o przedłużeniu dziwnej sytuacji na rynku obligacji, gdzie rentowność spada mimo wzrostu krótkoterminowych stóp procentowych, to tym bardziej będzie się starał sytuację wyjaśnić. Gdyby tak się stało to gracze na rynku akcji byliby bardzo zawiedzeni, a posiadacze dolarów zadowoleni. Oczywiście to nie jest jedyna możliwa wersja wypowiedzi szefa Fed. Jak zwykle w jego "greenspeaku" rynek może znaleźć różne rzeczy i to niekoniecznie takie, jakie chciałby przekazać, więc reakcje mogą być gwałtowne i całkiem nieoczekiwane. Osobnym tematem jest konferencja Intela, który po sesji w USA poinformuje jak wygląda sytuacja w firmie po połowie kwartału. To jednak będzie miało wpływ na rynek akcji dopiero w piątek.
Na rynku walutowym EUR/USD przebywa pod linią trzyletniego trendu. Przełamał też w dół poziom 1,2750 USD do euro tworząc podwójny szczyt z zakresem spadku przynajmniej do 1,19 USD. Opór jest na połowie czarnej świecy na 1,2390 USD. Rynek nadal jest wyprzedany, ale tworząca się flaga sygnalizuje, że bardzo prawdopodobny jest ruch do 1,20 USD.
Źródło:Informacja prasowa































































