Nie ma wątpliwości, twierdzi amerykański ekonomista, że globalna gospodarka znajduje się obecnie w środku kryzysu o podwójnym dnie. Pierwsze tąpnięcie mamy już za sobą, drugie wciąż przed nami. - Teraz pytanie brzmi tylko, czy będzie to poważne załamanie, czy łagodny dołek - powiedział Roubini w rozmowie z telewizją CNBC.
W jego ocenie, zdecyduje o tym to, jak dalej potoczą się losy eurolandu. - Jeśli w strefie euro będzie wciąż panował chaos, bądź któreś z państw zbankrutuje w sposób niekontrolowany, jeśli wciąż będzie niejasna sytuacja w sektorze bankowym, czy też któreś z państw opuści strefę euro, to szok będzie tak duży, jak po upadku Lehman Brothers, albo nawet większy - wyjaśnił. - Wszystko zależy od tego, czy Europa wypracuje porozumienie. Czas ucieka.
Pomoc i nadzór
„Strefa euro jest daleka od doskonałości, ale jej liderzy powinni ją naprawić, a nie pozwolić upaść i w rezultacie dopuścić do podkopania, albo nawet zniszczenia światowego systemu finansowego” - napisali George Soros oraz 95 innych przedstawicieli świata polityki, biznesu i nauki w liście do europejskich przywódców, który opublikował „Financial Times”.
Sygnatariusze listu wzywają przywódców krajów eurolandu, by stworzyli ogólnoeuropejską instytucję, która zapewniłaby płynność całej strefie euro oraz sprawowałaby nadzór nad rynkami finansowymi i budżetami państw członkowskich. W liście mowa jest także o konieczności stworzenia nowej strategii napędzania wzrostu gospodarczego, ponieważ bez wzrostu „problem zadłużenia nie może zostać rozwiązany”.
Zanim takie regulacje zostaną przez euroland wprowadzone, wzmocnione zostać powinny obecnie funkcjonujące mechanizmy i instytucje - Europejski Fundusz Stabilizacji Finansowej i Europejski Bank Centralny - argumentują sygnatariusze listu. Podkreślają też, że strefa euro potrzebuje rozwiązań ogólnoeuropejskich. „Próby rozwiązań narodowych mogą jedynie prowadzić do rozpadu strefy euro” - piszą.
List, oprócz Sorosa, podpisali m.in.: Hans Eichel (były minister finansów Niemiec), Bernard Kouchner (były minister spraw zagranicznych Francji), Pedro Solbes (były unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych) czy znani ekonomiści Charles Goodhart i Peter Bofinger.
Czy grozi nam tsunami?
O tym, że nie można wykluczyć drugiej fali światowego kryzysu przekonany jest też Międzynarodowy Fundusz Walutowy. - Liczymy wciąż na wzrost w 2012 roku, choćby bardzo skromny, ale może nastąpić spadek aktywności gospodarczej. Nie można wykluczyć ryzyka recesji - przyznał dyrektor MFW na Europę Antonio Borges podczas konferencji prasowej w Brukseli. - W konsekwencji musimy zmienić naszą politykę ekonomiczną - dodał.
![]() | Co się dzieje ze strefą euro? |
Jego zdaniem, obecnie jesteśmy w gorszej sytuacji niż wtedy, gdy uderzyła pierwsza fala kryzysu, ponieważ w tarapatach są obecnie nie tylko prywatne firmy, ale także państwa. - Gdy upadał Lehman Brothers, interwencje państw zatrzymały reakcję łańcuchową. Powstało wrażenie, że państwa mogą uratować ten świat. Okazało się, że to fikcja - stwierdził Bielecki. Przyznał także, że obecnie rządy państw strefy euro nie mają amunicji i instrumentów, by oddziaływać na europejską gospodarkę. Jego zdaniem, by udało się wyprowadzić świat z kryzysu, działania muszą pójść w dwóch kierunkach. - Z jednej strony zaciskanie pasa, powrót do równowagi, z drugiej strony nie można za mocno, sadystycznie zaciskać tej pętli, więc rozluźnia się politykę monetarną - powiedział. Pytany o sytuację w naszym kraju, odparł: - W Polsce nie jest ciężko. Mamy dobrą współpracę między Narodowym Bankiem Polskim, a resortem finansów. Rynek to widzi - przekonywał. Donald Tusk wie, jak rządzić i ma swoją ekipę oraz dobrego ministra finansów.
Kłania się Grek Zorba
Kluczowym punktem w tej łamigłówce jest sytuacja w Grecji. I to nie tylko z punktu widzenia Unii Europejskiej, ale także Stanów Zjednoczonych, czemu wyraz dał prezydent Barack Obama. - Grecki rząd ma dość pieniędzy, aby pokrywać swoje zobowiązania do połowy listopada - oświadczył minister finansów Ewangelos Wenizelos. Grecy liczą, że do tego czasu dostaną kolejną partię pomocy z UE, która umożliwi dalszą wypłacalność ich kraju. Powiedział też, że Grecja wyemituje obligacje wartości 880 mln euro jako zabezpieczenie dla Finlandii, która uzależnia od tego swoją zgodę na drugi pakiet ratunkowy dla Aten.
Pogrążona w kryzysie zadłużenia Grecja czeka na kolejną transzę (8 mld euro) międzynarodowego pakietu ratunkowego. Warunkiem przyznania tych środków jest realizacja zamierzeń oszczędnościowych, weryfikowana przez inspektorów tzw. trojki (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy). Ateny przyznały, że zaplanowana na ten rok redukcja deficytu budżetowego nie zostanie osiągnięta, mimo serii podwyżek podatków, cięć płac i emerytur oraz planu redukcji zatrudnienia w sektorze publicznym.
„Financial Times” napisał, że należy dopuścić do bankructwa Grecji, ale pod warunkiem, że przed jego skutkami z góry zabezpieczone zostaną inne zagrożone kraje. Gazeta uznała, że nawet jeśli Grecja nie będzie mogła honorować żadnych zobowiązań dłużnych, to i tak jej bankructwo nie musi wywołać zbyt dużych perturbacji, zwłaszcza jeśli EFSF (fundusz stabilizacji finansowej eurostrefy) i Europejski Bank Centralny z góry będą przygotowane na takie konsekwencje.
![]() | Świat wkracza w drugą falę kryzysu |
Czy więc czeka nas „piękna katastrofa” w stylu, jaki starsi czytelnicy pamiętają z filmu „Grek Zorba”. Czy może wszystko potoczy się według innego, jeszcze gorszego scenariusza.
Czesław Rychlewski































































