Od kilku dni zdesperowani sadownicy blokują zakłady przetwórstwa owoców w całym kraju, m.in. Hortex w Skierniewicach, Steinhauser w Warce, Dinter w Kozietułach. Przetwórnie płacą zaledwie 15-18 gr za kilogram jabłek. Wykorzystują sytuację, że w sadach jabłonie łamią się pod ciężarem owoców.
- Taka cena nie gwarantuje zwrotu nawet połowy kosztów produkcji - twierdzi Jan Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa.
Jak szacuje GUS, zbierzemy w tym roku ok. 2,4-2,5 mln ton owoców - dwa i pół raza więcej niż przed rokiem, kiedy z powodu przymrozków wymarzła większość zawiązek owocowych. W poprzednim sezonie połowa sadowników w ogóle nie miała co sprzedawać. Przetwórcy płacili sadownikom wówczas prawie 1 zł za jabłka, a wysokie ceny skupy wykorzystały jako pretekst do podwyżki cen przetworów owocowych. Soki, dżemy, kompoty zdrożały wówczas o 25 procent. Np. ceny soku jabłkowego wzrosły wówczas z 2,95 zł do ok. 3,5-4 zł za litr.
W tym roku, mimo że owoce są trzy razy tańsze, przetwórcy ani myślą obniżać ceny. - O cenie produktu decydują także inne koszty, np. energii, płace pracowników, paliw. A te wciąż rosną - tłumaczy Joanna Bancerowska z koncernu spółki Agros Nowa, do którego należą m.in. marki Fortuna, Łowicz, Tarczyn i Garden. Nie planuje obniżek cen soków także Coca-Cola, właściciel marki Cappy. Niestety, jabłka w sklepach też nie potaniały tak bardzo jak w skupie. W sklepach i supermarketach za kilogram trzeba zapłacić 2,5-3 zł. Zakupy najlepiej robić więc na bazarach i targowiskach, gdzie sadownicy sami przywożą swoje plony: tam kilogram jabłek można kupić już za 1,5-2 zł. Jeszcze taniej jest na giełdach: w Broniszach średnia cena jabłek wynosi 80 gr - 1 zł, na giełdzie zjazdowej w Łodzi - od 70 gr do 1,5 zł. Współpraca: MO
POLSKA Gazeta Opolska
Joanna Pieńczykowska


























































