W sobotę centralne regiony Chile nawiedziło trzęsienie ziemi o sile 8,8 stopni w skali Richtera. Kataklizm doprowadził do wstrzymania pracy w kopalniach należących do państwowego koncernu Codelco oraz notowanego na londyńskiej giełdzie Anglo-American. W reakcji na te informacje podczas elektronicznego handlu w Nowym Jorku miedź drożała nawet o 6,2%. Chile jest największym na świecie producentem rudy oraz koncentratu miedzi, odpowiadając za 36% globalnego wydobycia.
Ale już poniedziałek przyniósł uspokojenie nastrojów. Władze Codelco zapowiedziały, że wywiążą się ze swoich zobowiązań wobec odbiorców, zwiększając wydobycie w północnych regionach kraju, gdzie zlokalizowane są największe kopalnie. Zdaniem analityków trwałość dzisiejszej zwyżki będzie zależała od skali zniszczeń w chilijskich kopalniach.
Tymczasem o godzinie 12:50 cena miedzi w Londynie wynosiła 7.380 dolarów za tonę i była o 2,9% wyższa niż w poniedziałek. Jeszcze rano na Londyńskiej Giełdzie Metali w kontraktach z dostawą za trzy miesiące za tonę surowca płacono nawet 7.600$, a więc o 5,6% więcej niż przed weekendem.
Uczestnicy rynku martwią się też o stan portów w Valparaiso i San Antonio, przez które przechodzi znaczna część chilijskiego eksportu miedzi. Na razie oba porty nie przyjmują statków i dopiero po południu będzie wiadomo, kiedy sytuacja będzie mogła wrócić do normy.
Według danych z Barclays Capital w 2009 roku Chile wyprodukowały 5,4 ton miedzi, co stanowiło 29% globalnej podaży metalu. Kopalnie uszkodzone przez sobotnie trzęsienie ziemi odpowiadają za około 16% chilijskiego wydobycia tego surowca. Zapasy w składach LME wynoszą obecnie przeszło 551 tys. ton.
K.K.





























































