Jakub Borowski: Dzień dobry panu, dzień dobry państwu.
CS: Panie Jakubie, jest pan rozczarowany tym, że szczyt zarówno strefy euro jak i Unii Europejskiej w miniony weekend nie podjął żadnej konkretnej decyzji dotyczącej strefy euro i kryzysu szalejącego w strefie?
JB: Nie jestem rozczarowany, dlatego, że nie oczekiwałem takich znaczących decyzji w ten weekend. Już przed weekendem mięliśmy sygnały, że uzgodnienia, osiągnięcie tych uzgodnień będzie bardzo trudne, choć myślę, że jednak jedno uzgodnienie jest i myślę, że ono jest istotne, to znaczy na stole negocjacyjnym nie ma już propozycji przewidującej znaczące zwiększenie Europejskiego Banku Centralnego w tym procesie stabilizowania sytuacji w strefie euro. Nie ma już na stole tej opcji, która uwzględniała przekształcenie Europejskiego Funduszu Stabilności Finansowej w bank, co de facto oznaczało włączenie Europejskiego Banku Centralnego w proces stabilizowania sytuacji na rynkach długu.
CS: Ale z drugiej strony jest zatem na stole coraz to bardziej popularna propozycja, by w ratowanie strefy euro włączyły się europejskie banki. Mówi się o kwocie około 108mld złotych, które europejskie banki musiałyby wyłożyć, bądź też mówiąc inaczej, stracić na greckich obligacjach. To dobra droga?
JB: Nie ma innej drogi, te 108 mld wzięło się stąd, że około 40% długu greckiego jest właśnie w posiadaniu europejskich baków, nie greckich, poza greckimi. Jeżeli cięcie zobowiązań wyniesie około 50%, to oznacza, że dług grecki zmniejsza się o 20%, a więc o około 70-80 mld euro. 108 mld jest kwotą większą i to moim zdaniem wynika z faktu, że cześć banków będzie zobowiązana do tego żeby jeszcze poprawić swoją sytuację jeżeli chodzi o tak zwany współczynnik wypłacalności. Nie ma innej drogi, aczkolwiek uważam, że nawet, jeśli rynki przyjmą takie uzgodnienia, jeśli zapadną, bo to będzie niezwykle trudne, jeśli przyjmą to pozytywnie, to pamiętajmy, że zgodnie z symulacjami tej tak zwanej trójki, która zajmuje się Grecją, dług publiczny po takiej redukcji zadłużenia spadnie do 120% Greckiego PKB w 2020 roku. To oznacza, że Grecja przez najbliższych wiele lat nadal będzie miała bardzo wysoki dług, co będzie ciążyło rynkom finansowym.
CS: Z poziomu około 160% w chwili obecnej, to tak dla przypomnienia. Ale wracając do tego, jaką w cudzysłowie mówiąc oczywiście, jaką karę będą musiały ponieść europejskie banki za to co dzieje się w Grecji. Gdy wejdą na ową drogę i gdy dojdzie do wysupłania owych 108 mld złotych, banki przeżyją?
JB: Banki przeżyją, dlatego, że zostaną dokapitalizowane, jest tylko pytanie w jaki sposób to miałoby się odbyć. Banki europejski, te duże nie są w tej chwili chętne jeżeli chodzi o dokapitalizowanie ich, dlatego, że wycena banków jest niska, pozyskanie dużych kwot kapitału oznaczałoby zatem znaczne rozwodnienie tego kapitału. Trzeba by było pozyskać pewnie dużych znacznych akcjonariuszy, dlatego myślę, że część banków będzie wybierało drogę tak zwanego delewarowania, a więc obniżania akcji kredytowej, wyzbywania się części aktywów. Najciekawszym elementem, który do nas dotarł, jeśli chodzi o ustalenia tego szczytu, jest taki sygnał wskazujący, że nadzory mają w jakiś sposób, to jest bardzo ciekawe moim zdaniem, to jest zasadniczy temat, który trzeba rozstrzygnąć, wymusić na tych bankach żeby się dokapitalizowały, a nie ograniczały akcję kredytową, bo to uderzy w realną sferę gospodarki.
CS: No właśnie, wszyscy nie chcą powtórki z roku 2008, kiedy mięliśmy do czynienia, niemalże co dzień, z ograniczeniem akcji kredytowej, co w bezpośredni sposób przekładało się na zwykłych Kowalskich mieszkających w Unii, jak w takim razie można poradzić sobie z typ problemem, który został właśnie zasygnalizowany?
JB: Moim zdaniem to się tak skończy, akcja kredytowa będzie ograniczana przez duże banki, moim zdaniem trudno wymusić na dużych europejskich bankach podniesienie kapitału. Bardzo ciekawe dane zaprezentował Daniel Gross na piątkowej konferencji Narodowego Banku Włoskiego, pokazując, że to delewarowanie, czyli ograniczanie akcji kredytowej, ma już miejsce w Stanach Zjednoczonych, a nie ma jeszcze miejsca w strefie euro. Myślę, że to jest scenariusz, który nas czeka, a to oznacza, że nie możemy zakładać szybkiego powrotu gospodarki strefy euro i co za tym idzie, niestety również polskiej gospodarki, na ścieżkę szybkiego wzrostu, takiego wzrostu jaki obserwowaliśmy przed globalnym kryzysem.
CS: Czy w tle tego delewarowania również możemy mieć do czynienia z wysysaniem pieniędzy z polskiego sektora bankowego przez zagraniczne banki będące właśnie posiadaczami banków w Polsce?
JB: ja bym oczekiwał podobnej sytuacji, która miała miejsce na początku globalnego kryzysu. Spodziewam się, że Komisja Nadzoru Finansowego będzie podejmowała działania zmierzające do tego, żeby takich sytuacji, lata 2008-1009 pokazują, że taki scenariusz choć niewykluczony, jest mało prawdopodobny.
CS: Wracając jeszcze do posiedzenia przywódców krajów Unii Europejskiej, wczoraj w Brukseli, mówi się również o tym, by EFSFowi, czyli Europejskiemu Funduszowi Stabilności Finansowej pomagali również prywatni inwestorzy, tu pojawiają się nie tyle co nazwiska, ale pomysły, by wciągnąć inwestorów spoza Europy, czyli na przykład inwestorów arabskich lub też inwestorów chińskich, to takie marzenia ściętej głowy?
JB: Po pierwsze, prywatni inwestorzy już pomagają Europejskiemu Funduszowi Stabilności Finansowej, ponieważ kupują emitowane papiery przez ten fundusz, które mają najwyższy rating, więc taka pomoc już ma miejsce. Teraz jeżeli miałaby mieć ta pomoc przyjmować inną formę, czyli formę jakiegoś dokapitalizowania, to oczywiście trzeba przekonać inwestorów, że to będzie dobra inwestycja, że ostatecznie kraje strefy euro z tego kryzysu wyjdą, że jeżeli fundusz będzie skupował obligacje tych krajów, to nie poniesie na nich strat. Na razie obraz jaki się wyłania z tego szczytu, moim zdaniem nie wskazuje na taki scenariusz, to znaczy nie uda się na podstawie tych informacji, które mamy przekonać inwestorów, że sytuacja będzie ulegać systematycznej poprawie. Dlatego to będzie rozwiązanie niezwykle trudne i stąd spodziewam się, że właśnie problemy z EFSFem sprawią, że w najbliższych tygodniach na rynkach finansowych nie zobaczymy jakiejś wyraźnej poprawy w odpowiedzi na rezultaty tego szczytu.
CS: Panie Jakubie, w środę kolejny szczyt zarówno Unii Europejskiej, jak i krajów strefy euro. Jakich rozwiązań pan oczekuje o ile w ogóle oczekuje pan konkretnego rozwiązania?
JB: Myślę, że po pierwsze będzie już bardziej czytelny sygnał dotyczący jakiej skali obniżenia greckiego długu możemy się spodziewać, te 50%, o których była mowa, myślę, że to jest ta wielkość, która się pojawi i druga sprawa, to jest Europejski Fundusz Stabilności Finansowej, myślę, że zostanie zasygnalizowany jakiś kierunek zmian, ale to nie będą decyzje, które coś przesądzą, że obudzimy się w czwartek i powiemy „problem EFSF został rozwiązany, mamy skuteczną zaporę”. Ja jeszcze chciałem zwrócić uwagę na jedną rzecz, łączne potrzeby pożyczkowe w tym roku Włoch i Hiszpanii były szacowane na początku roku na ponad 500mld euro, tymczasem fundusz dysponuje kwotą 440mld euro i ona nie może być zwiększona, i z tego jeszcze znaczna część zostanie przeznaczona na dofinansowywanie pomocy dla Irlandii i Portugalii. Zatem jeżeli popatrzymy na te wszystkie elementy układanki, to ja nie widzę podstaw do tego, żeby rynki miały jakoś gwałtownie odbić w najbliższych tygodniach, uznając, że problemy zostały rozwiązane.
CS: Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku, dziękuję bardzo.
JB. Bardzo dziękuję.






























































