Jasiński: - My byliśmy mniej więcej normalnymi ludźmi.
Piwko?
- Tak, bywało
Koleżanki?
- To akurat z Jarosławem Kaczyńskim nie.
Wydawca "Wiadomości" Marzena Paczuszka kazała autorowi materiału Mikołajowi Kunicy wyciąć część o koleżankach. Uznała, że to "niesmaczne, nieetyczne". Kunica odmówił. Poparł go szef "Wiadomości" Robert Kozak. Ale wówczas zainterweniował Grzywaczewski - zdecydował, że w tej wersji materiał nie pójdzie na antenę. Ostatecznie "Wiadomości" pokazały tylko zdjęcia z Pałacu Prezydenckiego, gdy Jasiński odbiera nominację.
Sporny dialog w całości nadało m.in. Radio ZET, RMF FM i "Wydarzenia" Polsatu.
Grzywaczewski tłumaczy "Gazecie", dlaczego dobrze się stało, że materiał spadł z anteny: - Reporter zadał nie za mądre pytanie, bo była w nim dwuznaczność. A my, telewizja publiczna, nie puszczamy materiałów, które są insynuacyjne. I dlatego było to poniżej naszych standardów.
Kunica się broni: - Insynuacja jest ostatnią rzeczą, do której uprawniony jest reporter. Ale sprawy intymne są poza sferą moich zainteresowań. Chciałem tylko pokazać stopień długoletniej zażyłości ministra i prezesa PiS, co zrobiła większość komercyjnych mediów.
Przy okazji ujawnił się ostry spór kompetencyjny: kto może zdejmować materiały "Wiadomości"? Szefem dziennika jest Robert Kozak, ale o zdjęciu tego materiału zadecydował Grzywaczewski, który podkreśla, że jest redaktorem naczelnym i dlatego może ingerować w treść programu. Tymczasem Kozak twierdzi, że z Grzywaczewskim podpisał umowę gwarantującą mu niezależność w przygotowywaniu "Wiadomości". Dziś spór między nimi ma rozstrzygnąć prezes TVP Jan Dworak - podała "Gazeta Wyborcza".
Kunica poszedł na urlop w proteście przeciwko ingerencji szefa TVP 1 w treść "Wiadomości". - Bo dla mnie najważniejszy w tej sprawie jest fakt, że zadziałał stary mechanizm: decyzja przyszła z Woronicza.
Grzywaczewski na to: - Kunicy urlop się przyda na przemyślenie tego, co zrobił.






























































