Znowelizowana ustawa o zamówieniach publicznych wskazuje, że ofertę wybiera się na podstawie:
- ceny,
- ceny lub innych kryteriów.
Zdaniem PKPP Lewiatan przepis ten jest krzywdzący dla wielu firm, bowiem zamawiający sam może określić warunki zamówienia, w których ustali, kiedy wypowiedzieć umowę. Pracodawcy podkreślają, że może w nich zawrzeć wpisać błahe powody, które będą „hakiem" na wykonawców. Istnieje zatem ryzyko, że zamawiający, zamiast dobrze przygotowywać przetargi, będą chcieli swoje ewentualne błędy przerzucać na wykonawców.
Z drugiej strony PKPP Lewiatan zgadza się, że kryterium najniższej ceny nie może mieć zawsze charakteru decydującego. To chyba nie budzi zastrzeżeń – nie można jednak doprowadzić do sytuacji, że urzędnicy przy wyborze wykonawcy w ogóle nie będą się nią kierować. Gospodarowanie środkami publicznymi to trudna sztuka, która nie zawsze się udaje. Problem polega na tym, że nawet z pozoru droższa, solidna firma, może odstawić fuszerkę. W takim wypadku urzędnicy, którzy nie chcą narazić się na niegospodarność lub na podejrzenie o korupcję, asekuracyjnie zawsze wybiorą najtańszą firmę. Jak na tym wychodzimy, pokazują polskie drogi.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
Zobacz też:
» Sytuacja firm lepsza niż całej gospodarki
» Pawlak: Niska cena nie powinna być jedynym kryterium w przetargu
» 70% przedsiębiorców ze spokojem patrzy w przyszłość
» Sytuacja firm lepsza niż całej gospodarki
» Pawlak: Niska cena nie powinna być jedynym kryterium w przetargu
» 70% przedsiębiorców ze spokojem patrzy w przyszłość




























































