REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Syndrom najtańszej oferty

Łukasz Piechowiak2011-06-08 11:00główny ekonomista Bankier.pl
publikacja
2011-06-08 11:00
Zamówienia publiczne w Polsce oparte są głównie na zasadzie "wygrywa ten, kto zaoferuje najniższą cenę". Najtańszy nie oznacza najlepszy. Co więcej, biorąc pod uwagę inwestycje w infrastrukturę, ich jakość i termin realizacji – bubel w dłuższym okresie okazuje się być bardzo kosztowny.

Znowelizowana ustawa o zamówieniach publicznych wskazuje, że ofertę wybiera się na podstawie:
  • ceny,
  • ceny lub innych kryteriów.
Naturalnie cena zawsze musi być jednym z kryteriów, co wcale nie oznacza, że ma ona znaczenie decydujące. Co więcej, ustawodawca wprowadził również zapis, że zamawiający ma prawo do arbitralnego wykluczenia teoretycznie niesolidnego oferenta. Idea jest jak najbardziej słuszna – często się zdarza, że przetargi wygrywają te same firmy, których poprzednie inwestycje w regionie się przedłużały lub wymagały licznych poprawek. W gruncie rzeczy, chodzi o to, by promować sprawdzone, „markowe” przedsiębiorstwa, a te znane z "fuszerek" wykluczać.

Zdaniem PKPP Lewiatan przepis ten jest krzywdzący dla wielu firm, bowiem zamawiający sam może określić warunki zamówienia, w których ustali, kiedy wypowiedzieć umowę. Pracodawcy  podkreślają, że może w nich zawrzeć wpisać błahe powody, które będą „hakiem" na wykonawców. Istnieje zatem ryzyko, że zamawiający, zamiast dobrze przygotowywać przetargi, będą chcieli swoje ewentualne błędy przerzucać na wykonawców.

Z drugiej strony PKPP Lewiatan zgadza się, że kryterium najniższej ceny nie może mieć zawsze charakteru decydującego. To chyba nie budzi zastrzeżeń – nie można jednak doprowadzić do sytuacji, że urzędnicy przy wyborze wykonawcy w ogóle nie będą się nią kierować. Gospodarowanie środkami publicznymi to trudna sztuka, która nie zawsze się udaje. Problem polega na tym, że nawet z pozoru droższa, solidna firma, może odstawić fuszerkę. W takim wypadku urzędnicy, którzy nie chcą narazić się na niegospodarność lub na podejrzenie o korupcję, asekuracyjnie zawsze wybiorą najtańszą firmę. Jak na tym wychodzimy, pokazują polskie drogi.

Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl

Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki