Dokapitalizowanie drugi już raz w tym miesiącu zablokowali kontrolujący losy zakładu przedstawiciele Skarbu Państwa. Obrady przełożono na 8 marca. To ostatni dzień, w którym jest to możliwe. Mimo że nastroje w stoczni są minorowe, bo pieniędzy zaczyna brakować nawet na ubrania ochronne dla robotników, pełniący od piątku obowiązki prezesa zakładu Kazimierz Smoliński uspokaja. - Jestem przekonany, że Skarb Państwa podejmie decyzję o dokapitalizowaniu - mówi Smoliński. - Obrady NWZA przełożono jednak na 8 marca, bo stoczni potrzebnych jest więcej pieniędzy, niż zakładane w pierwotnym projekcie ponad sto milionów złotych. Mówi się obecnie o kwocie nawet 250 mln zł. Nową emisję akcji stoczni, które zostaną wydane wraz z dokapitalizowaniem, objąć ma właśnie głównie Skarb Państwa. Z procedury tej wyłączeni zostaną liczni, drobni akcjonariusze zakładu. - Umożliwi to szybki dopływ pieniędzy do stoczni, a bardzo zależy nam na czasie - mówi Smoliński. Mimo to sytuacją zaniepokojeni są przedstawiciele Związku Zawodowego "Stoczniowiec" Stoczni Gdynia SA.
- Pieniądze z dokapitalizowania są potrzebne zakładowi, niczym powietrze - mówi Leszek Świętczak, przewodniczący Stoczniowca, akcjonariusz stoczni. - Skarb Państwa ociąga się z decyzjami, tymczasem każdy dzień jest niezwykle cenny. W stoczni pracuje 5 tys. osób i zaczyna się tu robić naprawdę gorąco. Innego zdania jest Dariusz Adamski, przedstawiciel ,Solidarności" i jednocześnie członek rady nadzorczej firmy. - Ta dziesięciodniowa zwłoka, jeśli potwierdzą się informacje o dokapitalizowaniu w wyższej kwocie od dotychczas planowanej, nie wpłynie znacząco na sytuację stoczni - twierdzi Adamski.
Dziennik Bałtycki
Szymon Szadurski





























































