1. Czy modele zarządzania ryzykiem zawarte w Basel II są wystarczające?
Modele zarządzania ryzykiem wynikające z Bazylea II lub nowej umowy kapitałowej, idą zdecydowanie dalej, niż mechanizmy które były stosowane wcześniej. Otóż w wyniku nałożenia zasad z tych modeli otrzymamy prawdopodobnie w wielu instytucjach finansowych nieco niższe współczynniki, jeżeli chodzi o niektóre normy ostrożnościowe, mimo, że sytuacja się nie zmieni z punktu widzenia faktycznego. Oznacza to, że te same zjawiska i zdarzenia będą traktowane w niektórych przypadkach bardziej restrykcyjnie. Po tych szacunkach, które mamy, żadna instytucja finansowa nie przekroczy tych tzw. magicznych dolnych norm ostrożnościowych, ale na pewno wiele z nich obniży swoje współczynniki. I to jest jeden z powodów dla których zachęcamy, aby efekt zmiany systemu liczenia skompensować zwiększeniem kapitału własnego, który można osiągnąć na przykład poprzez zatrzymanie dywidendy.
2. Dlaczego sekurytyzacja aktywów banków przyczyniła się do kryzysu zamiast przed nim chronić?
Tutaj należy dokonać pewnego rozróżnienia semantycznego. Sekurytyzacja versus dobrze uporządkowana, przejrzysta sekurytyzacja. Otóż te mechanizmy sekurytyzacyjne, o których mowa, prawdopodobnie w nawiązaniu do wydarzeń w USA, gdzie poprzez mechanizmy sekurytyzacyjne można było pewne aktywa nie do końca zauważyć w bilansach i sprawozdaniach spółek. Można było dokonywać pewnych operacji w ten sposób, że kredyt mógł być finansowany kredytem, a pewnego rodzaju ryzyka były nie do końca wyceniane. Zdarzenia na rynkach finansowych sprawiają, że dzisiaj instrument finansowy jakim jest sekurytyzacja, która w Polsce jest mało znana i słabo regulacyjnie dopracowana - mając w tle tamte wydarzenia, można nad tym instrumentem popracować i stworzyć dla niego dobre, bezpieczne normy prawne. Właśnie do tego bym zachęcał.
3. Jak pogodzić stabilność systemu finansowego z kosztami zażegnywania kryzysu finansowego w postaci wzrostu inflacji?
Pytanie o stabilność w kontekście kryzysu na rynkach finansowych i przełożenie tego na politykę pieniężna jest dość przewrotne. Zwróćmy uwagę, że o ile w Stanach Zjednoczonych, gdzie kryzys jest największy, a przełożenie na parametry makroekonomiczne powinno być najbardziej niekorzystne z punktu widzenia inflacji, o tyle właśnie tam najbardziej poluzowano politykę pieniężną, a jednocześnie w ramach działań parainterwencyjnych, zwiększono płynność sektora, poprzez włożenie dodatkowych środków finansowych. Pytanie, czy w tym nie ma sprzeczności. Z jednej strony scenariusz makroekonomiczny, z drugiej strony scenariusz ostrożnościowy związany ze stabilnością rynków finansowych. Czy jest tu spójność? Wydaje mi się, że to pytanie należy rozbić na pewne części. Otóż jeżeli mamy do czynienia z sytuacją kryzysową, parakryzysową bądź zagrożeniem kryzysem, który może mieć swoje źródła w rynkach finansowych, dodatkowo jeżeli jest to w dużej mierze związane z kryzysem zaufania do rynków finansowych, wówczas ci którzy to zaufanie maja najwyższe lub swoje portfele maja najlepsze, mogą skuteczniej licytować o pieniądz. Z punktu widzenia akceleracji kryzysu, czyli jego zwiększenia się, zdecydowanie korzystniej jest takiemu bankowi centralnemu jak FED zasilić płynnościowo system i obniżyć stopy, gdyż nie jest to pieniądz za darmo, a zdecydowanie eliminuje efekt licytacji o pieniądz, który w średnim lub długim terminie być może przełożyłby się z kryzysu płynnościowego na kryzys wypłacalności. Wtedy mięlibyśmy dużo gorszą sytuację również makroekonomicznie. Wcale nie musielibyśmy przechodzić przez taką zmienną, przez taki parametr makroekonomiczny jakim są miary bądź indeksy cen, przysłowiowo inflacja, tylko miałoby to o wiele głębsze konsekwencje po stronie wyceny aktywów oraz różnego rodzaju czynników sprzyjających procesom realnym.
4. Czy w Polsce występują podobne ryzyka jak w USA? Jakie działania ostrożnościowe należy wprowadzić do polskiego systemu finansowego, aby uniknąć podobnych, jak w USA wydarzeń?
Bardzo ważne jest tu słowo „podobnych”, czyli wynikających z podobnych uwarunkowań albo wynikających z podobnych instrumentów. Jedno i drugie w Polsce nie miało miejsca i miejsca mieć nie może, więc z tego punktu widzenia nie ma żadnego zagrożenia. Trzeba zrozumieć na czym polegają te różnice, a później czy są inne zagrożenia wynikające ze wspomnianego wcześniej podobieństwa. Po pierwsze w Polsce nie ma takich instrumentów jak instrumenty sekurytyzacyjne. Po drugie u nas nie finansowano pieniądza długiego, pieniądzem krótkim, tak jak to miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. Nie mamy również do czynienia z tak rozwiniętym rynkiem instrumentów strukturyzowanych i z rynkiem instrumentów, w oparciu o które powstał ten kryzys. Inaczej w Polsce wygląda kwestia koncentracji ryzyka, zarówno w kontekście podmiotowym jak i w kontekście rynkowym. W przypadku Polski mamy zmienne stopy procentowe, inaczej niż na rynku amerykańskich kredytów hipotecznych, gdzie w większości są one stałe. Dzięki temu w Polsce ryzyko jest bardziej rozproszone i spoczywa na świadomym wyborze klienta usługi finansowej. W Stanach ryzyko spoczywało na tym, który udzielał kredytu. Następnie ryzyko stało się przedmiotem handlu, pod postacią tzw. nowoczesnych instrumentów finansowych. W Polsce w tym sensie takich ryzyk nie ma.
Następnie mamy kwestię związaną z pośrednictwem, a więc rozproszeniem ryzyk w sensie cross-sektorowym, jeszcze na poziomie profesjonalnym, a nie odbiorców usług. Zwróćmy uwagę na to, że w Stanach Zjednoczonych pośrednik finansowy mógł brać na siebie część ryzyka związaną ze sprzedażą nieruchomości. W Polsce w zasadzie pośrednicy finansowi nawet jeżeli gdzieś reklamują, lub sprzedają produkty bankowe, to oni jedynie „przyprowadzają klienta do banku”. Nie obliczają jego ryzyka finansowego, ani nie udzielają kredytu. Mamy więc do czynienia z innym modelem. Poza tym jeżeli przyjrzymy się zasadom rachunkowości: w Polsce są one zdecydowanie czytelniejsze, niż w Stanach Zjednoczonych. Po bankructwie Enronu były co prawda wprowadzone nowe regulacje, mimo to po stronie sprawozdawczości i rachunkowości banków oraz sektora finansowego, dużo nieczytelności pozostało.
Kolejną istotną kwestią jest sprawa nadzoru nad rynkiem. W Polsce mamy zintegrowany nadzór nad rynkiem finansowym, który może reagować w sposób natychmiastowy. W Stanach mamy do czynienia z przeszło setką instytucji nadzorczych. W zasadzie pewnego rodzaju lobbing sektorowy, który był silny, uniemożliwił w pewnych okresach historycznych konsolidację nadzoru. Raporty dotyczące obecnej sytuacji Stanów Zjednoczonych pokazują, że integracja nadzoru nad rynkami staje się koniecznością. Jeśli do niej dojdzie, będzie najprawdopodobniej wzorowana na modelu brytyjskim. Polska również wielokrotnie wskazywała na różnego rodzaju korzyści, które mogłyby wyniknąć z wprowadzania rozwiązań funkcjonujących w brytyjskim systemie FSA.
Wracając do pytania czy są podobne ryzyka, można stwierdzić, że takie nie występują. Natomiast, jeśli na świecie występuje gdzieś sytuacja kryzysowa, występuje coś takiego jak przenoszenie kryzysu, poprzez tzw. globalizację rynków finansowych i ich uczestników. Istnieje fala pierwotna i fale wtórne wynikające z sytuacji kryzysowej. Mimo, że Polska nie ma podobnych ryzyk, może jednak w jakimś stopniu odczuwać sytuacje kryzysowe poprzez efekt przenoszenia kryzysu. Należy tu wymienić efekty pierwszego, drugiego i trzeciego rzędu. Efekty pierwszego rzędu są zawsze dostrzegane, jednak najczęściej są one najmniej istotne z punktu widzenia stabilności całego systemu. Przenoszą się one najczęściej przez wycenę aktywów na rynkach finansowych. Spadły ceny akcji na rynku amerykańskim, następnie europejskim i azjatyckim. W Polsce również doświadczyliśmy w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy przeceny na giełdzie. Spadki po części wynikają z naszej sytuacji wewnętrznej, preferencji inwestorów, uwarunkowań makroekonomicznych, szczególnie dyskontowania przyszłości, ale nie można zapominać, że jedną z głównych przyczyn spadków cen na giełdzie w Warszawie jest korelacja, z niewielkim opóźnieniem, z innymi rynkami finansowymi. Są to efekty pierwszej rundy, których Polska doświadczyła. Efekty pierwszej rundy przekładają się na wyniki instytucji finansowych, W dużej mierze dotyczy to banków i ubezpieczycieli. Instytucje finansowe posiadają tzw. portfele inwestycyjne, w których znajdują się również akcje. Robiąc analizę dla polskiego sektora bankowego i ubezpieczeniowego dostrzegamy, że w stosunku do tzw. poziomów referencyjnych dla kapitałów własnych, bądź poziomu aktywów, te efekty były statystycznie nieistotne. To znaczy, że nie zagrażały w żaden sposób stabilności, a z punktu widzenia wyceny nie były istotnym czynnikiem zamian wyceny wartości tych podmiotów. Efekty drugiej i trzeciej rundy są to efekty, które przekładają się poprzez obecność grup finansowych. Są to bardzo złożone zjawiska, które mają charakter pośredni. Niemal na pewno każdy rynek odczuje tego skutki. Czym jednak dany rynek ma silniejszy i bardziej zintegrowany nadzór, tym możliwość reagowania jest po pierwsze szybsza, po drugie precyzyjniejsza i dokładniejsza, a zatem z punktu widzenia ekonomicznego i społecznego, są większe szanse na minimalizację kosztów związanych z kryzysem.
5. Czy architektura stabilnego systemu finansowego powinna sprzyjać stabilnemu wzrostowi cen na rynku nieruchomości?
To pytanie jest stosunkowo złożone ponieważ dotyka dwóch kwestii, dwóch rynków, dwóch mechanizmów, które należy w kategoriach analizy jakościowej i ilościowej nazwać, że są rozdzielne lub jeżeli używamy analizy statystycznej są słabo rozdzielne w obrębie tzw. homotetycznej funkcji agregatu, a więc zdecydowanie należałoby je rozłączyć. można nazwać, że są rozdzielne Jeżeli chodzi o kwestie rynku nieruchomości to jest on ze względu na koszty finansowania bądź tzw. alternatywę dla korzyści inwestycyjnych lub ekonomicznych związany z procesami demograficznymi oraz z koniunktura gospodarcza związana z podnoszeniem komfortu życia. Sektor finansowy gdzieś oczywiście ta korelację posiada. Ale z punktu widzenia tych dwóch efektów są to sprawy zdecydowanie rozłączne. Dlatego ja bym tu odciął ta kwestie związana z rynkiem nieruchomości, a z punktu widzenia takiej globalnej stabilności rynków finansowych odniósł się do takiej wewnętrznej stabilności rynków finansowych globalnie. Dzisiaj można powiedzieć, że istnieje coraz większy udział, coraz większe znaczenie na tzw. globalnym rynku grup finansowych, które można nazwać międzynarodowe, ponadsektorowe które posiadają w sobie wszystkie możliwe typy ryzyk ale je równomiernie sprawnie rozpraszają. Grupy te działają na wielu obszarach różnych państw, z których każde posiada inne systemy instytucjonalne i regulacyjne. Otóż te grupy wykorzystują mechanizmy tzw. arbitrażu nadzorczego na poziomie różnych krajów, narodowym. Dziś można powiedzieć, że jest to pewne zagrożenie, pewna światowa słabość o charakterze globalnym, że nie istnieje sprawny mechanizm nadzoru tych grup, które wykraczają ponad nadzory krajowe, są grupami międzynarodowymi, a co za tym idzie system gwarantowania ich depozytów, ich zobowiązań w kontekście tego ze działają na innych rynkach ich ryzyka są dalece odmienne niż graczy krajowych i regionalnych.





























































