REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Srebra i rupiecie

2008-09-17 12:34
publikacja
2008-09-17 12:34
Przychody brutto z prywatyzacji po lipcu 2008 roku wyniosły 378,7 mln zł, co daje 16,47 proc. planu – poinformowało Ministerstwo Skarbu Państwa. Nie jest to wynik imponujący. Skończyło się już bowiem sprzedawanie tak zwanych sreber rodowych, czyli najbardziej dochodowych przedsiębiorstw, banków czy firm ubezpieczeniowych

Za rządów AWS-UW do kasy państwa wpływało rocznie z prywatyzacji ponad 20 mld zł. Teraz trzeba się mocno napracować, żeby znaleźć inwestorów dla energetyki, górnictwa czy stoczni. Część z tych firm to nie są żadne srebra, tylko rupiecie. Gdy koalicja PO-PSL objęła władzę, do sprywatyzowania pozostało jeszcze 740 przedsiębiorstw. Resort skarbu obiecał, że wszystkie z nich, które nie mają charakteru strategicznego (na przykład sieci przesyłowe), zostaną sprzedane za kadencji tego Sejmu. Wymagałoby to szaleńczego tempa, na co się nie zanosi.

Najlepiej idzie rządowi sprzedaż tak zwanych resztówek, czyli małych (do 10 proc.) pakietów akcji, które posiada w około stu sześćdziesięciu przedsiębiorstwach. Chce się ich pozbyć do końca 2009 roku. Pożytek z nich bowiem żaden, bo mniejszościowy akcjonariusz nie ma wpływu na zarządzanie firmą, a musi ponieść koszty obsługi pakietu, uczestnicząc na przykład w walnych zgromadzeniach spółek. Trochę pieniędzy do kasy wpłynie. Zasadnicze ruchy prywatyzacyjne nie będą jednak tak łatwe.

Stocznie na pochylni

Branża stoczniowa znalazła się w sytuacji dramatycznej. Pisząc ten tekst, nie wiem jeszcze, jak zakończą się negocjacje z Komisją Europejską, która postawiła twarde warunki. Stocznie nie mogą żyć z dotacji państwowych. Muszą znaleźć nowych właścicieli i odzyskać rentowność. KE podejmie ostateczne decyzje w sprawie naszego przemysłu okrętowego 12 września bieżącego roku. Jeżeli nie zaakceptuje planów restrukturyzacyjnych, stocznie będą musiały zwrócić pomoc publiczną, którą szacuje się na 7 mld zł. Będzie to równoznaczne z ich upadkiem. Opóźnianie prywatyzacji tych firm oraz złe nimi zarządzanie to główne powody kryzysu sektora stoczniowego w Polsce – ocenili eksperci w wypowiedziach dla Polskiej Agencji Prasowej.

Komisja Europejska żądała już rok temu, żeby polskie stocznie, które otrzymały pomoc z kasy państwa, zostały sprywatyzowane, ale także zredukowały swoje moce produkcyjne. Takie są wymogi konkurencji. Firmy dofinansowane z pieniędzy publicznych, gdyby nie zmniejszyły produkcji, znalazłyby się w sytuacji uprzywilejowanej w stosunku do innych podmiotów gospodarczych, które na wszystko muszą zarobić same.

KE wykazała mnóstwo cierpliwości wobec „reformatorów“ polskiego przemysłu stoczniowego. „Solidarność“ z Gdańska postanowiła zachęcić ją do kolejnych ustępstw. W rocznicę podpisania porozumień sierpniowych (31.08.2007) związkowcy pikietowali przed siedzibą Komisji Europejskiej. Na transparentach pojawiły się hasła w języku angielskim: „Unia tak, korupcja unijna nie“ oraz „Mała pomoc, duże restrykcje“.

– Unia oszukać się nie da – powiedział wówczas Bogusław Liberadzki, poseł SLD do Parlamentu Europejskiego. – Wszystko musi być zgodne z jej polityką wobec przemysłu stoczniowego. Wizyta związkowców w Brukseli jest natomiast czymś normalnym i wielokrotnie praktykowanym, ale niekoniecznie skutecznym – dodał.

Rząd Jarosława Kaczyńskiego grał na zwłokę. Rząd Donalda Tuska też nie wykazał się energicznym działaniem w tej sprawie. Efekt jest taki, że teraz szuka się pospiesznie inwestorów, gdyż miarka się przebrała.

Wiceminister skarbu Zdzisław Gawlik spodziewał się, że większość ofert na zakup stoczni Gdynia i Szczecin, które wpłyną do resortu, będzie pochodziła od inwestorów zagranicznych. Okazało się to jednak pobożnym życzeniem. Kilka tygodni później dowiedzieliśmy się, że inwestorzy, którzy wcześniej deklarowali zainteresowanie restrukturyzacją polskich stoczni, nie złożyli żadnej nowej oferty. Trwały więc rozmowy z dotychczasowymi oferentami – poinformował rzecznik MSP Maciej Wewiór. Na placu pozostała ukraińska spółka ISD Polska (Związek Przemysłowy Donbasu), która jest już właścicielem Stoczni Gdańsk. Być może zechce ona wchłonąć także Stocznię Gdynia. Natomiast konsorcjum Mostostalu Chojnice być może obejmie Stocznię Szczecińską Nowa. Podobno są jeszcze jacyś inni chętni, ale nic dziwnego, że nie kwapią się do negocjacji, bo teraz oni rozdają karty i być może wejdą do gry, gdy stocznie zbankrutują. Resort czekał jednak na ich plany restrukturyzacyjne, a minister skarbu Aleksander Grad zapewniał publicznie, że stocznie uda się sprywatyzować w wymaganym przez Komisję Europejską terminie.

Na ratunek

Pilnych przekształceń własnościowych wymagają też górnictwo węgla kamiennego i energetyka. Obydwie branże są poważnie niedoinwestowane. Jeżeli nie zostaną uruchomione nowe ściany wydobywcze, w Polsce może zabraknąć węgla. Na brak kapitału inwestycyjnego cierpi też dotkliwie energetyka.

Resort skarbu planował, że spółki z tych sektorów będą prywatyzowane przede wszystkim poprzez giełdę. Obecnie na parkiecie panuje jednak bessa i trudno sprzedać akcje po dobrej cenie. Wiceminister skarbu Krzysztof Żuk twierdzi jednak, że jeszcze w tym roku upublicznione będą – koncern energetyczny Enea oraz kopalnia Bogdanka. – Prawdą jest – powiedział – że mamy nową sytuację na giełdzie, ale Skarb Państwa musi optymalizować decyzje. Premier Donald Tusk podczas wizyty u lubelskich górników w Bogdance powiedział natomiast: – Ta kopalnia może stać się pewnym wzorem na skalę większą niż skala polska. Mam nadzieję, że to będzie nęcący przykład dla innych przedsiębiorstw z tej branży, dla innych kopalni.

Przekształceniom własnościowym w energetyce sprzyjać będzie uwolnienie cen prądu od 1 stycznia 2009 roku. Inwestorzy omijali dotąd tę branżę, bo zatwierdzanie taryf przez Urząd Regulacji Energetyki uniemożliwiało przeprowadzenie kalkulacji biznesowych. Wkrótce o rentowności przedsięwzięć będzie decydował rynek. Przy dobrze funkcjonującym sektorze energetycznym pożywi się też górnictwo węglowe. W Polsce mają być uruchomione technologie czystego spalania węgla, które hojnie dofinansuje Unia Europejska. Jest to dodatkowy bodziec do wykorzystania naszego węgla, którego mamy pod dostatkiem, do wytwarzania prądu.

Przestawienie naszej energetyki na inne paliwo jest mrzonką. Odnawialne źródła energii dopiero za kilkanaście lat zapewnią pokrycie co najwyżej 20 proc. zapotrzebowania na prąd. Tyle samo mniej więcej trzeba będzie czekać na elektrownię atomową. Prywatyzacja jest więc jedynym ratunkiem dla energetyki i górnictwa, o czym wiedzą także załogi tych firm.

Obserwujemy obecnie całkiem nowe zjawisko. O ile jeszcze kilka lat temu pracownicy odnosili się nieufnie do sprzedaży ich przedsiębiorstw, o tyle teraz krytykują rząd za zbytnią opieszałość w tej dziedzinie. Minister skarbu Aleksander Grad jest na przykład krytykowany przez energetyków za to, że nie wydał jeszcze rozporządzeń, dotyczących przejmowania akcji przez załogi przedsiębiorstw.

Zmiany własnościowe obejmują też sektor wielkiej syntezy chemicznej. Na pierwszy ogień poszły tarnowskie Azoty. Była to jednak dziwna prywatyzacja, bo akcje wykupiły spółki Skarbu Państwa. Zdaniem posła PiS Zbigniewa Wassermanna, organy ścigania powinny wyjaśnić, czy minister Grad, decydując o debiucie tarnowskich Azotów, działał na szkodę tej firmy i czy inne spółki Skarbu Państwa – Ciech oraz Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo – dobrowolnie zainwestowały w akcje innego państwowego przedsiębiorstwa. Warto dodać, że na otwarciu papiery Azotów straciły na wartości kilkanaście procent. Mimo to na giełdę mają byś skierowane jeszcze w tym roku Zakłady Azotowe Kędzierzyn. Natomiast prywatyzacja Ciechu, planowana na rok 2010, ma być przyspieszona.

Jak pies ogrodnika

Minister Grad zapowiedział, że przygotuje czarną księgę zaniedbań prywatyzacyjnych. Nie może być tak – twierdzi – żeby urzędnicy państwowi doprowadzili na przykład branżę stoczniową na skraj przepaści i nie wiadomo, kto za to odpowiada. Przejrzystość prywatyzacyjna ma być znakiem rozpoznawczym tego rządu. Każda firma, wystawiona na sprzedaż, będzie miała swoją kartę, a w niej zapisy o poszczególnych działaniach i osobach, które je podejmowały. To wszystko będzie można obejrzeć w Internecie.

Prawo i Sprawiedliwość atakuje natomiast z innej flanki, zachowując się przy tym jak pies ogrodnika, który sam nie zje, ale innemu też nie da. Za rządów PiS prywatyzacja została praktycznie zablokowana, co wynikało z pobudek ideologicznych i podejrzeń, że kryją się za tym nieczyste interesy. Teraz Platforma jest krytykowana za zbyt pospieszną prywatyzację, czyli wyprzedaż majątku narodowego. Posłowie PiS, Aleksandra Natalli-Świat i Marek Suski, zorganizowali w Sejmie specjalną konferencję prasową, podczas której nie szczędzili słów krytyki między innymi ministrowi Gradowi. Ich zdaniem, trzeba poczekać dwa trzy lata, aż spółki, przeznaczone na sprzedaż nabiorą wartości. Nie przychodzi im do głów, że wówczas tych firm może już nie być.

Czesław Rychlewski
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Energetyka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki