2009-01-02 13:00 Źródło: Gazeta Bankowa
Skrzypek: Unikałbym mówienia "kryzys" w odniesieniu do Polski
W debacie "Gazety Bankowej" wzięli udział: Sławomir Skrzypek, prezes Narodowego Banku Polskiego, Adam Łącki, Prezes Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, Mateusz Morawiecki, prezes Banku Zachodniego WBK, Włodzimierz Kiciński, prezes banku Nordea oraz Rafał Juszczak, prezes First Ukrainian International Bank i były prezes banku PKO BP.
Debatę prowadzili Andrzej Gelberg, zastępca redaktora naczelnego "Gazety Bankowej" i Paweł Pietkun, dziennikarz "Gazety Bankowej".
Andrzej Gelberg: – Kryzys finansowy wywołany swoistą dezynwolturą amerykańskich banków, zapoczątkowany „tąpnięciem” w USA, zaczął – jak tsunami – rozchodzić się po świecie. Do Polski – trzymając się tego porównania – fala tsunami dotarła bardzo wygaszona i, na szczęście, jak dotąd przyniosła ograniczone negatywne skutki.
Sławomir Skrzypek: – Dziękuję za możliwość spotkania z przedstawicielami sektora finansowego w Polsce, przede wszystkim banków. Zawsze staram się korzystać z okazji, aby wysłuchać opinii przedstawicieli sektora bankowego, którzy bezpośrednio obserwują rozwój sytuacji na rynku finansowym i na bieżąco podejmują związane z tym działania. Jest to dla mnie szczególnie ważne teraz, kiedy jesteśmy praktycznie pozbawieni instrumentów nadzorczych, którymi dysponował Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego – zlikwidowany i przeniesiony do Komisji Nadzoru Finansowego. W grudniu 2007 r. starałem się bronić ustawy wstrzymującej likwidację GINB i jednocześnie proponującej powołanie Komitetu Stabilności Finansowej – instytucji, która stanowiłaby platformę współpracy między podmiotami odgrywającymi kluczową rolę w tym obszarze, czyli pomiędzy Narodowym Bankiem Polskim, Ministerstwem Finansów i Komisją Nadzoru Finansowego. Sejm odrzucił ten projekt – bez żadnej dyskusji nad nim. Dzisiaj, obserwując światowe trendy w zakresie konsolidacji działań nadzorczych przy bankach centralnych, mogę z cierpką satysfakcją stwierdzić, że zaproponowane przed rokiem rozwiązania okazały się słuszne.
Paweł Pietkun: – Czy możemy już mówić o kryzysie w Polsce?
Sławomir Skrzypek: – Unikałbym sformułowania „kryzys” w odniesieniu do Polski. Gdybyśmy przykładali właściwą miarę do tego słowa, to w Polsce kryzysu nie ma. Nie oznacza to, że mamy powody do zadowolenia i spokoju. Zaburzenia, które rozpoczęły się w ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych, a w tym roku przeniosły się na obszar Europy kontynentalnej, nie pozostają bez wpływu na nasz region. Trzeba jednak stwierdzić, że w tych warunkach Polska radzi sobie wyjątkowo dobrze. Na każdym spotkaniu na szczeblu międzynarodowym podkreślam, że Polska jest wprawdzie jeszcze zaliczana do rynków rozwijających się, to trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej.
Nasza sytuacja jest więc inna i dużo lepsza. Jeśli porównamy podstawowe wskaźniki makroekonomiczne z innymi krajami zaliczanymi do emerging markets, to można śmiało powiedzieć, że wypadamy bardzo korzystnie. W najnowszych projekcjach makroekonomicznych dotyczących 2009 r., wzrost gospodarczy jest prognozowany na poziomie, o którym mogłyby marzyć najważniejsze gospodarki europejskie w okresie prosperity. Obserwując podstawowe tendencje wskaźników makro, w tym inflacji, za której poziom odpowiada Narodowy Bank Polski, to zmiany dokonują się w kierunku bardzo dla nas pozytywnym. Spowolnienie gospodarcze, które jest nieuniknione, będzie miało wpływ na zmniejszenie presji inflacyjnej, co nie oznacza, że zjawisko to działa uspokajająco na bank centralny. Należy jednak stwierdzić, że w porównaniu z innymi krajami, Polska ma korzystniejsze warunki by sprawnie i skutecznie poradzić sobie ze spowolnieniem gospodarczym, które tak naprawdę jest importowane z zewnątrz. I choć nie powoduje ono jeszcze kryzysu, to w sektorze bankowym już wywołało pewne problemy. Dlatego NBP zaproponował Pakiet Zaufania.
W procesie tworzenia tego Pakietu braliśmy pod uwagę główne kanały mogące wpływać na sytuację kryzysową w naszym kraju: kapitałowy, złych aktywów i płynnościowy. Dwa pierwsze nie stanowią jeszcze poważnego zagrożenia. Sektor bankowy nie posiada bowiem „toksycznych” aktywów, a kapitalizacja banków i wartość współczynnika wypłacalności kształtują się na bezpiecznym poziomie. Ponadto sektor bankowy jako całość wciąż charakteryzuje się nadpłynnością. Jednocześnie jednak pojawiają się jednostkowe problemy w skali mikro, ze względu na spadek wzajemnego zaufania pomiędzy bankami i ograniczenie transakcji na rynku międzybankowym.
Andrzej Gelberg: – Czy Pakiet Zaufania wystarczy do obrony przed kryzysem?
Sławomir Skrzypek: – Jako bank centralny zdajemy sobie sprawę, że to może nie być wystarczające instrumentarium, ale bankom komercyjnym daje pewien komfort w zarządzaniu płynnością. Niepokój związany z groźbą chwilowej utraty płynności, który przed wprowadzeniem Pakietu Zaufania był bardzo realny, już nie spędza snu z oczu prezesów banków. Teraz musimy wspólnie pracować nad przywracaniem spokoju i wzajemnego zaufania pomiędzy bankami – tutaj kompetencje banku centralnego są już jednak dużo mniejsze. W tym zakresie współpracujemy z Ministerstwem Finansów oraz z Komisją Nadzoru Finansowego i mam nadzieję, że uda nam się wypracować pewne mechanizmy. Jednak musimy pamiętać, że muszą one sprzyjać poprawie współpracy pomiędzy bankami, natomiast nie mogą stać się rozwiązaniem trwałym.
Banki są dla nas bardzo istotnym źródłem wiedzy i informacji odnośnie stanu i perspektyw gospodarki. Dzisiaj możemy potwierdzić spowolnienie procesów inwestycyjnych w gospodarce – banki widzą to wcześniej obserwując popyt na kredyt inwestycyjny. Nowych projektów inwestycyjnych jest zdecydowanie mniej, wobec czego pojawia się zagrożenie, że kiedy zakończą się te już realizowane, dynamika inwestycji może być ujemna. Z kolei od strony popytu konsumpcyjnego banki są w stanie odpowiednio wcześnie zaobserwować zmiany tendencji patrząc na sprzedaż kredytów detalicznych. Dzisiejsze spotkanie może się stać cennym źródłem wiedzy dla NBP odnośnie stanu oraz perspektyw gospodarki polskiej i być pomocne w kształtowaniu poglądów na bieżącą sytuację gospodarczą i podejmowane decyzje.
Paweł Pietkun: – Jest wśród nas prezes Krajowego Rejestru Długów, który jest probierzem tego, co się dzieje obecnie. Panie prezesie – mamy kryzys, czy go nie mamy?
Adam Łącki: – Z punktu widzenia Krajowego Rejestru Długów powiedziałbym, że obserwujemy raczej kryzys psychologiczny niż rzeczywiście ekonomiczny. W jaki sposób się on objawia? Można powiedzieć, że zbyt krótko funkcjonujemy jako Biuro Informacji Gospodarczej, by móc tutaj wysuwać jakieś jasne opinie czy stosować porównania. Natomiast zauważyliśmy, że we wrześniu bardzo wzrosła liczba raportów o potencjalnych klientach, pobieranych z Krajowego Rejestru Długów przez wszystkich przedsiębiorców, w tym także z sektora bankowego. Ale już w październiku zauważyliśmy pewne uspokojenie. Nadal jednak liczba raportów zapytań przekraczała średnią z poprzednich miesięcy, czyli 320 tys.
Paweł Pietkun: – Firmy takie jak KRD właściwie powinny być zadowolone z kryzysu. To mogą być dla was złote żniwa…
Adam Łącki: – Przede wszystkim nie możemy jednoznacznie stwierdzić, jak ta sytuacja rozwinie się dalej. Lepsza ściągalność długów jest charakterystyczna dla okresu prosperity, ale także dla pierwszego etapu kryzysu finansowego. Wierzyciele, którzy rygorystycznie pilnują terminów płatności mogą ściągać część długów bardzo szybko, bo jeszcze są pieniądze na rynku. Gdy jednak pieniądze się skończą, to pilnowanie terminów spłat i tak nic nie da, bo dłużnicy nie będą mieli czym płacić.
Wszyscy wiemy, że kryzys zbliża się do nas dużymi krokami, więc przedsiębiorcy wykazują więcej troski o swoje pieniądze. Zaczęli bardziej kontrolować swoich kontrahentów, jednocześnie gromadząc większe sumy na swoich kontach i nie spiesząc się z płatnościami wobec innych. Obserwujemy wydłużenie terminu płatności przede wszystkim w branży budowlanej, transportowej i spożywczej. Jeżeli jesienią ub. r. jedna piąta przedsiębiorców nie płaciła na czas, to w trzecim kwartale tego roku już jedna trzecia nie wywiązuje się z terminów płatności albo przedłuża je o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt dni.
Rafał Juszczak: – Chyba że to banki prowokują taką sytuację. Przynajmniej w gospodarce. Ograniczają finansowanie bieżące, więc przedsiębiorcy finansują się kontrahentem.
Włodzimierz Kiciński: – Uważam, że jeszcze za wcześnie na takie wnioski.
Adam Łącki: – Sprawdziłem, jak wygląda sytuacja kredytowa na rynku konsumenckim i rynku przedsiębiorców. W trzecim kwartale zmalał udział kredytów zagrożonych z 7,23 do 6,25 proc. ogółu kredytów udzielanych przez banki przedsiębiorcom prywatnym. Zmalały też kwoty zagrożonych kredytów w tym segmencie z 13,6 do 12,5 mld zł. Ale zwiększyła się liczba firm, które mają kłopoty z płaceniem oraz zmniejsza suma depozytów, które są przez przedsiębiorców wpłacane do banków. Trochę inaczej wygląda to na rynku konsumenckim – w III kwartale odsetek kredytów trudnych zmalał z 4,24 do 4,04 proc., ale kwotowo wzrósł z 10,3 do ponad 10,8 mld zł. To efekt prowadzonej sprzedaży kredytowej przez banki. To są kredyty gotówkowe i kredyty z kart kredytowych. Natomiast oczywiście zmalał udział kredytów hipotecznych, które są wstrzymane, albo w każdym razie znacznie trudniejsze w otrzymaniu. Myślę tu m.in. o wycofywaniu się banków nawet z umów przedwstępnych.
Włodzimierz Kiciński: – W jakim znaczeniu kredyty hipoteczne są wstrzymane?
Adam Łącki: – Pojawiły się dodatkowe wymogi udziału własnego o różnym procencie, a także inne obostrzenia. Widzimy więc, że rynek tych kredytów poważnie spowolnił, co nie pozostanie bez wpływu na rozwój gospodarczy. A wolniejsze tempo rozwoju gospodarczego może odbić się na zwiększeniu grona osób, które będą miały kłopot z uregulowaniem zobowiązań. I to w pierwszej kolejności nie tych bankowych – to są spłaty o najwyższym priorytecie – ale zobowiązań wobec operatorów sieci komórkowych, dostawców internetu, telewizji cyfrowej czy spółdzielni mieszkaniowych.
Ponieważ to są te świadczenia, które płacimy najmniej chętnie i na których najpierw zaczynamy „oszczędzać”. Z czasem może się to jednak odbić również na gorszej obsłudze kredytów bankowych. Nic więc dziwnego, że rośnie znaczenie takich baz danych jak nasza, gromadzących informacje o dłużnikach ze wszystkich sektorów gospodarki. Zwiększone zainteresowanie banków naszymi raportami zauważyliśmy pod koniec 2006 r., kiedy banki odkryły, że można zarobić na kredytach dla małych i średnich przedsiębiorstw. Dla banków w takim wypadku ważna jest informacja, czy ich potencjalny klient płaci regularnie stałe zobowiązania – czynsz, rachunki za prąd, gaz, telefon itd.
Zwłaszcza że z naszych badań wynika, że zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy mają określone priorytety spłat, tzn. jedne należności regulują bardziej obowiązkowo, inne z mniejszym zapałem lub wcale. To efekt w dużej mierze tego, że jedne należności łatwiej wyegzekwować, inne trudniej. Te, których można długo nie płacić, nie płaci się, albo przestaje się je regulować jako pierwsze w momencie pojawienia się kłopotów z płynnością finansową.
Paweł Pietkun: – Wrzucił pan kamyk do ogródka panów prezesów banków. Zacznę od kredytów hipotecznych – panowie prezesi, wstrzymaliście je, czy nie wstrzymaliście?
Włodzimierz Kiciński: – Rzeczywiście niektóre banki reagują już na sygnały o pogarszającej się koniunkturze i są wśród nich takie, które podejmują bardziej radykalne decyzje odnośnie wymagań wobec …..
Debatę prowadzili Andrzej Gelberg, zastępca redaktora naczelnego "Gazety Bankowej" i Paweł Pietkun, dziennikarz "Gazety Bankowej".
![]() FOT. IZABELA BEK |
Andrzej Gelberg: – Kryzys finansowy wywołany swoistą dezynwolturą amerykańskich banków, zapoczątkowany „tąpnięciem” w USA, zaczął – jak tsunami – rozchodzić się po świecie. Do Polski – trzymając się tego porównania – fala tsunami dotarła bardzo wygaszona i, na szczęście, jak dotąd przyniosła ograniczone negatywne skutki.
Sławomir Skrzypek: – Dziękuję za możliwość spotkania z przedstawicielami sektora finansowego w Polsce, przede wszystkim banków. Zawsze staram się korzystać z okazji, aby wysłuchać opinii przedstawicieli sektora bankowego, którzy bezpośrednio obserwują rozwój sytuacji na rynku finansowym i na bieżąco podejmują związane z tym działania. Jest to dla mnie szczególnie ważne teraz, kiedy jesteśmy praktycznie pozbawieni instrumentów nadzorczych, którymi dysponował Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego – zlikwidowany i przeniesiony do Komisji Nadzoru Finansowego. W grudniu 2007 r. starałem się bronić ustawy wstrzymującej likwidację GINB i jednocześnie proponującej powołanie Komitetu Stabilności Finansowej – instytucji, która stanowiłaby platformę współpracy między podmiotami odgrywającymi kluczową rolę w tym obszarze, czyli pomiędzy Narodowym Bankiem Polskim, Ministerstwem Finansów i Komisją Nadzoru Finansowego. Sejm odrzucił ten projekt – bez żadnej dyskusji nad nim. Dzisiaj, obserwując światowe trendy w zakresie konsolidacji działań nadzorczych przy bankach centralnych, mogę z cierpką satysfakcją stwierdzić, że zaproponowane przed rokiem rozwiązania okazały się słuszne.
Paweł Pietkun: – Czy możemy już mówić o kryzysie w Polsce?
Sławomir Skrzypek: – Unikałbym sformułowania „kryzys” w odniesieniu do Polski. Gdybyśmy przykładali właściwą miarę do tego słowa, to w Polsce kryzysu nie ma. Nie oznacza to, że mamy powody do zadowolenia i spokoju. Zaburzenia, które rozpoczęły się w ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych, a w tym roku przeniosły się na obszar Europy kontynentalnej, nie pozostają bez wpływu na nasz region. Trzeba jednak stwierdzić, że w tych warunkach Polska radzi sobie wyjątkowo dobrze. Na każdym spotkaniu na szczeblu międzynarodowym podkreślam, że Polska jest wprawdzie jeszcze zaliczana do rynków rozwijających się, to trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy członkiem Unii Europejskiej.
Nasza sytuacja jest więc inna i dużo lepsza. Jeśli porównamy podstawowe wskaźniki makroekonomiczne z innymi krajami zaliczanymi do emerging markets, to można śmiało powiedzieć, że wypadamy bardzo korzystnie. W najnowszych projekcjach makroekonomicznych dotyczących 2009 r., wzrost gospodarczy jest prognozowany na poziomie, o którym mogłyby marzyć najważniejsze gospodarki europejskie w okresie prosperity. Obserwując podstawowe tendencje wskaźników makro, w tym inflacji, za której poziom odpowiada Narodowy Bank Polski, to zmiany dokonują się w kierunku bardzo dla nas pozytywnym. Spowolnienie gospodarcze, które jest nieuniknione, będzie miało wpływ na zmniejszenie presji inflacyjnej, co nie oznacza, że zjawisko to działa uspokajająco na bank centralny. Należy jednak stwierdzić, że w porównaniu z innymi krajami, Polska ma korzystniejsze warunki by sprawnie i skutecznie poradzić sobie ze spowolnieniem gospodarczym, które tak naprawdę jest importowane z zewnątrz. I choć nie powoduje ono jeszcze kryzysu, to w sektorze bankowym już wywołało pewne problemy. Dlatego NBP zaproponował Pakiet Zaufania.
W procesie tworzenia tego Pakietu braliśmy pod uwagę główne kanały mogące wpływać na sytuację kryzysową w naszym kraju: kapitałowy, złych aktywów i płynnościowy. Dwa pierwsze nie stanowią jeszcze poważnego zagrożenia. Sektor bankowy nie posiada bowiem „toksycznych” aktywów, a kapitalizacja banków i wartość współczynnika wypłacalności kształtują się na bezpiecznym poziomie. Ponadto sektor bankowy jako całość wciąż charakteryzuje się nadpłynnością. Jednocześnie jednak pojawiają się jednostkowe problemy w skali mikro, ze względu na spadek wzajemnego zaufania pomiędzy bankami i ograniczenie transakcji na rynku międzybankowym.
![]() FOT. IZABELA BEK |
Andrzej Gelberg: – Czy Pakiet Zaufania wystarczy do obrony przed kryzysem?
Sławomir Skrzypek: – Jako bank centralny zdajemy sobie sprawę, że to może nie być wystarczające instrumentarium, ale bankom komercyjnym daje pewien komfort w zarządzaniu płynnością. Niepokój związany z groźbą chwilowej utraty płynności, który przed wprowadzeniem Pakietu Zaufania był bardzo realny, już nie spędza snu z oczu prezesów banków. Teraz musimy wspólnie pracować nad przywracaniem spokoju i wzajemnego zaufania pomiędzy bankami – tutaj kompetencje banku centralnego są już jednak dużo mniejsze. W tym zakresie współpracujemy z Ministerstwem Finansów oraz z Komisją Nadzoru Finansowego i mam nadzieję, że uda nam się wypracować pewne mechanizmy. Jednak musimy pamiętać, że muszą one sprzyjać poprawie współpracy pomiędzy bankami, natomiast nie mogą stać się rozwiązaniem trwałym.
Banki są dla nas bardzo istotnym źródłem wiedzy i informacji odnośnie stanu i perspektyw gospodarki. Dzisiaj możemy potwierdzić spowolnienie procesów inwestycyjnych w gospodarce – banki widzą to wcześniej obserwując popyt na kredyt inwestycyjny. Nowych projektów inwestycyjnych jest zdecydowanie mniej, wobec czego pojawia się zagrożenie, że kiedy zakończą się te już realizowane, dynamika inwestycji może być ujemna. Z kolei od strony popytu konsumpcyjnego banki są w stanie odpowiednio wcześnie zaobserwować zmiany tendencji patrząc na sprzedaż kredytów detalicznych. Dzisiejsze spotkanie może się stać cennym źródłem wiedzy dla NBP odnośnie stanu oraz perspektyw gospodarki polskiej i być pomocne w kształtowaniu poglądów na bieżącą sytuację gospodarczą i podejmowane decyzje.
Paweł Pietkun: – Jest wśród nas prezes Krajowego Rejestru Długów, który jest probierzem tego, co się dzieje obecnie. Panie prezesie – mamy kryzys, czy go nie mamy?
Adam Łącki: – Z punktu widzenia Krajowego Rejestru Długów powiedziałbym, że obserwujemy raczej kryzys psychologiczny niż rzeczywiście ekonomiczny. W jaki sposób się on objawia? Można powiedzieć, że zbyt krótko funkcjonujemy jako Biuro Informacji Gospodarczej, by móc tutaj wysuwać jakieś jasne opinie czy stosować porównania. Natomiast zauważyliśmy, że we wrześniu bardzo wzrosła liczba raportów o potencjalnych klientach, pobieranych z Krajowego Rejestru Długów przez wszystkich przedsiębiorców, w tym także z sektora bankowego. Ale już w październiku zauważyliśmy pewne uspokojenie. Nadal jednak liczba raportów zapytań przekraczała średnią z poprzednich miesięcy, czyli 320 tys.
Paweł Pietkun: – Firmy takie jak KRD właściwie powinny być zadowolone z kryzysu. To mogą być dla was złote żniwa…
Adam Łącki: – Przede wszystkim nie możemy jednoznacznie stwierdzić, jak ta sytuacja rozwinie się dalej. Lepsza ściągalność długów jest charakterystyczna dla okresu prosperity, ale także dla pierwszego etapu kryzysu finansowego. Wierzyciele, którzy rygorystycznie pilnują terminów płatności mogą ściągać część długów bardzo szybko, bo jeszcze są pieniądze na rynku. Gdy jednak pieniądze się skończą, to pilnowanie terminów spłat i tak nic nie da, bo dłużnicy nie będą mieli czym płacić.
Wszyscy wiemy, że kryzys zbliża się do nas dużymi krokami, więc przedsiębiorcy wykazują więcej troski o swoje pieniądze. Zaczęli bardziej kontrolować swoich kontrahentów, jednocześnie gromadząc większe sumy na swoich kontach i nie spiesząc się z płatnościami wobec innych. Obserwujemy wydłużenie terminu płatności przede wszystkim w branży budowlanej, transportowej i spożywczej. Jeżeli jesienią ub. r. jedna piąta przedsiębiorców nie płaciła na czas, to w trzecim kwartale tego roku już jedna trzecia nie wywiązuje się z terminów płatności albo przedłuża je o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt dni.
![]() FOT. IZABELA BEK |
Rafał Juszczak: – Chyba że to banki prowokują taką sytuację. Przynajmniej w gospodarce. Ograniczają finansowanie bieżące, więc przedsiębiorcy finansują się kontrahentem.
Włodzimierz Kiciński: – Uważam, że jeszcze za wcześnie na takie wnioski.
Adam Łącki: – Sprawdziłem, jak wygląda sytuacja kredytowa na rynku konsumenckim i rynku przedsiębiorców. W trzecim kwartale zmalał udział kredytów zagrożonych z 7,23 do 6,25 proc. ogółu kredytów udzielanych przez banki przedsiębiorcom prywatnym. Zmalały też kwoty zagrożonych kredytów w tym segmencie z 13,6 do 12,5 mld zł. Ale zwiększyła się liczba firm, które mają kłopoty z płaceniem oraz zmniejsza suma depozytów, które są przez przedsiębiorców wpłacane do banków. Trochę inaczej wygląda to na rynku konsumenckim – w III kwartale odsetek kredytów trudnych zmalał z 4,24 do 4,04 proc., ale kwotowo wzrósł z 10,3 do ponad 10,8 mld zł. To efekt prowadzonej sprzedaży kredytowej przez banki. To są kredyty gotówkowe i kredyty z kart kredytowych. Natomiast oczywiście zmalał udział kredytów hipotecznych, które są wstrzymane, albo w każdym razie znacznie trudniejsze w otrzymaniu. Myślę tu m.in. o wycofywaniu się banków nawet z umów przedwstępnych.
Włodzimierz Kiciński: – W jakim znaczeniu kredyty hipoteczne są wstrzymane?
Adam Łącki: – Pojawiły się dodatkowe wymogi udziału własnego o różnym procencie, a także inne obostrzenia. Widzimy więc, że rynek tych kredytów poważnie spowolnił, co nie pozostanie bez wpływu na rozwój gospodarczy. A wolniejsze tempo rozwoju gospodarczego może odbić się na zwiększeniu grona osób, które będą miały kłopot z uregulowaniem zobowiązań. I to w pierwszej kolejności nie tych bankowych – to są spłaty o najwyższym priorytecie – ale zobowiązań wobec operatorów sieci komórkowych, dostawców internetu, telewizji cyfrowej czy spółdzielni mieszkaniowych.
Ponieważ to są te świadczenia, które płacimy najmniej chętnie i na których najpierw zaczynamy „oszczędzać”. Z czasem może się to jednak odbić również na gorszej obsłudze kredytów bankowych. Nic więc dziwnego, że rośnie znaczenie takich baz danych jak nasza, gromadzących informacje o dłużnikach ze wszystkich sektorów gospodarki. Zwiększone zainteresowanie banków naszymi raportami zauważyliśmy pod koniec 2006 r., kiedy banki odkryły, że można zarobić na kredytach dla małych i średnich przedsiębiorstw. Dla banków w takim wypadku ważna jest informacja, czy ich potencjalny klient płaci regularnie stałe zobowiązania – czynsz, rachunki za prąd, gaz, telefon itd.
Zwłaszcza że z naszych badań wynika, że zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy mają określone priorytety spłat, tzn. jedne należności regulują bardziej obowiązkowo, inne z mniejszym zapałem lub wcale. To efekt w dużej mierze tego, że jedne należności łatwiej wyegzekwować, inne trudniej. Te, których można długo nie płacić, nie płaci się, albo przestaje się je regulować jako pierwsze w momencie pojawienia się kłopotów z płynnością finansową.
Paweł Pietkun: – Wrzucił pan kamyk do ogródka panów prezesów banków. Zacznę od kredytów hipotecznych – panowie prezesi, wstrzymaliście je, czy nie wstrzymaliście?
Włodzimierz Kiciński: – Rzeczywiście niektóre banki reagują już na sygnały o pogarszającej się koniunkturze i są wśród nich takie, które podejmują bardziej radykalne decyzje odnośnie wymagań wobec …..






Dodaj komentarz