Poniedziałkowa sesja przyniosła umiarkowane spadki na nowojorskich giełdach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że S&P500 od miesiąca nie potrafi wypracować dwóch wzrostowych sesji z rzędu. To sytuacja charakterystyczna dla okresu bessy lub korekty.


Na dość nietypowe zachowanie amerykańskiego rynku akcji zwrócił uwagę Micheal Harris, wydawca Price Aciotn Lab Blog. Pan Harris zaobserwował, że od 23 dni S&P500 ani razu nie zanotował dwóch z rzędu wzrostowych sesji. Rzadko zdarza się tak długa seria bez dwudniowej zwyżki indeksu Taka spadkowo-wzrostowa przemienność może świadczyć o niezdecydowaniu inwestorów, którzy w swej masie jednego dnia kupują, a następnego sprzedają.
SP500 od 23 dni nie potrafi wypracować 2 wzrostowych sesji z rzędu. Czy to idzie bessa? pic.twitter.com/oHvUcxxO6O
— Krzysztof Kolany (@kkolany) grudzień 7, 2015
Przez minione 16 lat przytrafiło się tylko 9 takich „przemiennych” serii trwających przynajmniej 20 sesji. Z tego dwie pojawiły się w 2015 roku. Cztery takie przypadki odnotowano podczas bessy po pęknięciu bańki internetowej, dwa w czasie bessy 2007-08 i jeden podczas ostrej korekty w 2010 r.
Od roku 1999 ani jedna taka seria nie przydarzyła się w czasie hossy. Możliwości są jak zwykle tylko dwie: albo to będzie ten pierwszy raz i obserwacja Harrisa okaże się tylko kolejnym straszakiem, jak np. spektakularne, ale na ogół mylące „omeny Hindenburga” (notabene ostatni OH na NYSE pojawił się 11 czerwca 2015 r. - niespełna miesiąc po szczycie wszech czasów S&P500 i na dwa miesiące przed sierpniowym załamaniem).
Jeśli jednak ta rzadko spotykana giełdowa naprzemienność zachowa swój „niedźwiedzi” wydźwięk, to w 2016 roku może nas czekać coś, czego na Wall Street nie widziano od prawie 7 lat: czyli prawdziwa, cykliczna i okrutna bessa obniżająca ceny akcji o kilkadziesiąt procent.

Coś może być na rzeczy, ponieważ od początku roku S&P500 zachowuje się słabo, zasadniczo oscylując wokół zeszłorocznego zamknięcia (2.058,90 pkt.). Po dwóch latach szalonych wzrostów taki odpoczynek nie dziwi, ale obserwowane od lutego niezbyt udane próby trwałego przełamania 2.100 pkt (historyczny rekord – 2.134,72 pkt. - padł w maju) wyglądają na klasyczną dystrybucję przy szczycie hossy. Amerykański rynek jest „wygrzany” i przewartościowany, a przez ostatnie 12 miesięcy podążał w bok przy indeksach podtrzymywanych przez coraz mniejszą liczbę spółek.






























































