Na Wall Street bez zmian – tą parafrazą można by zakończyć podsumowanie piątkowej sesji na nowojorskich parkietach. Dow Jones stracił symbolicznie, ale była to czwarta spadkowa sesja z rzędu. S&P500 nieznacznie zyskał po trzech dniach spadków.


Amerykański rynek akcji nadal tkwi pogrążony w Nirvanie c/z powyżej 25 i nikomu to zdaje się nie przeszkadzać. W piątek główne indeksy utrzymały się w zasięgu ustanowionych w poniedziałek rekordów wszech czasów.
Tylko Dow Jones nie zdołał utrzymać się nad kreską, tracąc humorystyczne 0,01% i odnotowując czwartą spadkową sesję z rzędu. S&P500 po trzech dniach kosmetycznych spadków tym razem zyskał 0,16%. Jakikolwiek ruch był tylko na Nasdaqu, który poszedł w górę o 0,47%.
W centrum uwagi inwestorów nadal znajdował się rynek ropy naftowej, który od początku roku zalicza przecenę o 20% - dla „czarnego złota” to najgorsze pierwsze półrocze od 1997 roku. Rzecz jasna to szkodzi wycenom spółek naftowych, ale z drugiej strony cieszy amerykańskich (i nie tylko) konsumentów. Inwestorzy mają zatem mieszane uczucia.

Jak zwykle sprzeczne sygnały napłynęły z Rezerwy Federalnej. James Bullard – szef Fedu z St. Louis – uznał, że należy poczekać z dalszymi podwyżkami stóp procentowych do czasu, aż inflacja w „wiarygodny sposób” nie osiągnie poziomu 2%. Za to pani Loretta Mester (Fed z Cleveland) powiedziała, że brak podwyżek stóp może skutkować przestrzeleniem celu banku centralnego.
Krzysztof Kolany


























































