REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na Giełdzie

    Rynek polski

    Piotr Kuczyński2002-02-16 12:50główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion
    publikacja
    2002-02-16 12:50

    Rynek polski

    Ten tydzień był dramatyczny zarówno dla inwestorów jak i komentatorów rynku. I to wcale nie dlatego, że rynek spadał (WIG-20 nawet zyskał niecałe 2 pkt.), ale ze względu na nieznośną nudę na wszystkich sesjach. Brak aktywności pokazuje również obrót – żenująco niski. Zupełnie podobnie sytuacja wyglądała na rynku walutowym. Właściwie można powiedzieć, że tego tygodnia nie było i zacząć się zastanawiać, dlaczego to tak właśnie wyglądało.

        Szansą na stanie się wydarzeniami mogły być wyniki kwartalne spółek i przyjęcie budżetu państwa. Nie były. Owszem, jeśli chodzi o wyniki kwartalne to sam pisałem, że tak właśnie będzie. Wszystko jest już od dawna w cenach, bo kto miał wiedzieć to wiedział z dużym przybliżeniem jakie będą (stąd takie prognozy zbliżone do rzeczywistości). Nawet niespodzianki (KGHM czy Agora) niespecjalnie zmieniły kursy spółek. W przypadku KGHM nawet podniosły, bo inwestorzy doszli do wniosku, że wszystkie problematyczne pozycje znalazły się już w rezerwach i nic już spółce nie grozi w bieżącym roku (o ile rewelacje przewodniczącego związku zawodowego o braku płynności nie okażą się jednak być zgodne z prawdą). Wszyscy poza tym byli przygotowani na to, że wyniki będą złe (i były) i większość ma nadzieję, że teraz będzie lepiej (niekoniecznie). W każdym razie czekaniem na wyniki spółek nie tłumaczyłbym tego bezruchu.

        Budżet państwa został w piątek przyjęty zgodnie zresztą z oczekiwaniami i bez specjalnych emocji. Wyraźnie brakowało napięcia i dyskusji z zeszłego i poprzednich lat, kiedy uchwalano wirtualne budżety. Teraz nawet opozycja wydawał się być znudzona i głosowała przeciw niejako z obowiązku. Posłowie mają w końcu poważniejsze sprawy na głowie niż gospodarka i budżet państwa (np. lustracja czy termin wyborów samorządowych) – tam emocje sięgają zenitu. Czekaniem na budżet też więc marazmu wytłumaczyć nie można.

        Przy okazji przez prasę przetoczyła się za to fala krytyki tzw. niezależnych ekonomistów - dotyczyła oczywiście programu rządu. Myślę, że znakomitym i lapidarnym podsumowaniem tej krytyki (ciekawe, że nikt ze specjalistów nie zaproponował jakiegoś innego, porywającego programu) jest to, co powiedział Wojciech Misiąg w czasie konferencji IBnGR. Cytuję: „Odnosimy wrażenie, że rządowy program gospodarczy jest niespójny, gdyż nie ma w nim wystarczających środków na realizację zapisanych planów”. Ale jak informują serwisy dodał również, że „aby potwierdzić owe obawy, konieczne jest przeprowadzenie dokładnych wyliczeń, czego jeszcze Instytut nie zrobił” (sic!). Tak wygląda, w dużym skrócie, merytoryczna krytyka programu. Nie widziałem jeszcze żadnego, alternatywnego programu ani ze strony opozycji, a nie żadnego innego ośrodka myśli ekonomicznej. Mamy taki program, jaki mamy, a zapisane w nim cele są niewątpliwie ambitne i godne pochwały. Zamiast krytyki dla krytyki i obniżania wartości tego programu w oczach zarówno naszych jak i zagranicznych kół finansowych warto byłoby skupić się na pokazywaniu rozwiązań (realnych a nie akademickich) dla osiągnięcia celu, którym jest wyprowadzenie gospodarki z zapaści.

        Dane o naszej spadającej inflacji pokazują, że w dalszym ciągu nie ma w gospodarce śladu ożywienia i nie oczekiwałbym go jeszcze długo. Przypuszczam, że wtorkowy raport o dynamice produkcji przemysłowej potwierdzi to, co już i tak wiemy: gospodarka ledwo zipie. Jeśli liczymy na ożywienie w Europie to możemy się bardzo zawieść. Nie ma żadnych szans na ożywienie w naszej części świata bez ruszenia gospodarki amerykańskiej, a tam nie będzie dobrze. Widać już nawet we Francji, której gospodarka na tle krajów euro prezentuje się bardzo dobrze, że nie jest lepiej, bo produkcja przemysłowa w grudniu spadła o dużo więcej niż oczekiwano. A co dopiero mówić o Niemczech – tam Izba Handlu i Przemysłu (DIHK) ocenia, że PKB w Niemczech w tym roku nie wzrośnie więcej niż o 0,5%.

        Obraz techniczny indeksów ważonych nie zmienił się ani trochę od ostatniego tygodnia. Indeks cenowy otworzył jednak następne okno bessy na wykresie tygodniowym, co jest zdecydowania złym sygnałem. Mało tego: na wykresach wielu spółek powstają formacje flag – niezwykle niebezpieczne w trendach spadkowych. Wyjście z nich dołem oznacza spadki w wielu przypadkach przekraczające 10%. Taka flaga widoczna jest również na WIG. Przełamanie na znaczącym obrocie poziomu 15.300 pkt. powinno dać przecenę o 1000 pkt. Jednak po pokonaniu 15.500 na również znaczącym obrocie przestałbym się o tę możliwość obawiać. Dokładnie tak samo jest na WIG-20. Przełamanie 1350 to spadek o dalsze 100 pkt. Zamknięcie okna bessy na 1400 pkt. traktowałbym jako sygnał, że ten pesymistyczny scenariusz giełdzie nie grozi. Jednak dopiero pokonanie 1430 (drugie okno bessy) daje nadzieję na kontynuację wzrostów, a 1490 generuje sygnał zajęcia pozycji. TRIN (nieco zmodyfikowane średnie pod specyfikę naszego rynku) nie daje sygnału sprzedaży, ale jest już blisko.

        Parę słów o spółkach. Agora ciągle przy wsparciu na 58 zł. Rysująca się flaga powoduje, że wyjście dołem będzie niezwykle bolesne (spadek do 49 zł.). BRE dalej nad linią trendu, ale wzrost zatrzymał znowu poziom 138 zł. Przełamanie otwiera drogę do 145 i więcej. Pokonanie 125 zł. to spadek przynajmniej do 112 zł. Computerland już wyszedł dołem z flagi i naruszył wsparcie na 120 zł. Jeśli szybko nad nie powróci to możliwy spadek do 107 zł. Elektrim też rysuje flagę. Zejście poniżej 8,90 to spadek przynajmniej do 7,50. Przełamanie 9,50 otwiera drogę wzrostom. KGHM broni się na wsparciu 15,20. Oporem jest linia trendu (15,80) a potem 17,50. Przełamanie wsparcia to spadek przynajmniej do 14,50. PKN i znowu ta sama formacja. Pokonanie 21,70 otwiera drogę do 23,30., alternatywą jest spadek do 19 zł. Na Pekao ciągle jeszcze nie wiadomo czy podwójny szczyt zadziała. Kurs trzyma się blisko linii szyi a podaż nie pozwala na wzrosty. Wyraźny powrót nad 99 zł. umożliwi wzrosty. Oddalenie się od tego poziomu to potwierdzenie formacji i spadek przynajmniej do 94 zł. Prokom jest bardzo mocny i nie widać na nim niebezpiecznej formacji. Oczywiście o ile nie przełamie 123 zł. bo wtedy spadek przynajmniej do 106. Opór to 140 zł. Ale już Softbank rysuje flagę. Zejście poniżej 28 zł. grozi spadkiem do 24,50. Zamknięcie okna bessy na 30 zł. pozwoli na wzrost do 33,50. TPSA też z flagą. Pokonanie 14,70 to spadek przynajmniej do 12,70.

        Wróćmy do naszego marazmu i możliwości wyjścia z niego. Gołym okiem widać, że im bliżej poziomu 1350 pkt. na WIG-20 tym bardziej podaż zamiera. Taka sytuacja sugerowałaby, że rynek chce wzrastać. Dlaczego jednak nie skorzystano ze wzrostów na świecie, żeby podnieść kursy i indeksy? Szczerze powiem, że nie wiem. Może to po prostu brak kapitału, a może przezorność i niewiara (słuszna zresztą) w trwałość wzrostów? Jasne jest, że im dłużej trwa taki marazm tym poważniejszy będzie ruch po tym jak z niego wyjdziemy. Mało tego pewne jest, że ten moment się zbliża i że na giełdzie, na której inwestuje się poważniejsze środki jedynie w kilkanaście płynnych spółek taki wyjście będzie z całą pewnością bardzo mocne i nie do przewidzenia, co do terminu.

        W takiej sytuacji wyprzedzanie rynku przez zajmowanie pozycji przed sygnałem kupna/sprzedaży jest postępowaniem wybitnie ryzykownym. Wygląd indeksów i wykresy kursów spółek sugerują duże spadki i takie jest generalne nastawienie większej części uczestników rynku. I to jest jedyna optymistyczna informacja, która nie pozwala zamykać posiadanych pozycji: większość często się myli, a sygnały są zbyt oczywiste.
    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane:

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki