REKLAMA
Początek gorący, a to dopiero rozgrzewka! Ruszyły Wakacje na Giełdzie

    Rynek polski

    Piotr Kuczyński2001-06-30 15:32główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion
    publikacja
    2001-06-30 15:32

    Rynek polski

    Wydarzeniem było oczywiście obniżenie stóp przez RPP, która uległa naciskom (cokolwiek by nie mówiła). W ten sposób nastąpiło całkowite ośmieszenie tej instytucji. Wtedy, kiedy należało obniżać stopy nic nie robiono motywując to niepewną sytuacją budżetu państwa i obawą o inflację. W momencie, kiedy okazało się, że budżet jest w dramatycznej sytuacji, a inflacja zaczyna rosnąć RPP stopy obniża i to jest największa z 3 tegorocznych obniżek. Aberracja! Oczywiście uzasadnienia się znalazły, ale radziłbym o nich szybko zapomnieć. Ta obniżka to za mało i za późno i to jest fakt. Poza tym RPP postawiła kropkę nad i: po wyborach ustawa o NBP będzie na 100% znowelizowana. Nie szukałbym tu winy w następnym Sejmie. RPP jest sama sobie winna.
    Po obniżce stóp złoty nawet się wzmocnił. Widać, do czego prowadzi nierozsądna polityka RPP, ale nie tylko RPP. Problemy z silną złotówką są już dokładnie omówione, więc nie będę powtarzał, dlaczego ta sytuacja jest taka groźna. Można jednak z tej sytuacji wyciągnąć wniosek, że w Polsce nikt nie panuje nad sytuacją i nie wie prawica, co czyni lewica. Jak można było uniknąć takiego wzmocnienia złotówki (a przynajmniej mocno je ograniczyć)? Przecież to banalnie proste. Oczywiście nie należało utrzymywać tak wysokich stóp procentowych. To wiedzą wszyscy (za wyjątkiem RPP). Należało zapowiedzieć, że wpływy z prywatyzacji będą przyjmowane (częściowo?) w dewizach – takie rozwiązanie było już stosowane. Należało wypłacać niemieckie odszkodowania w markach. Czy takie posunięcia spowodowałyby osłabienie złotówki? Z całą pewnością – szczególnie w tych warunkach ekonomicznych. W końcu istnieje jeszcze możliwość interwencji lub, chociaż zagrożenia interwencją, na rynku walutowym. Nikt nic nie robi, a wszyscy narzekają. Czy ktoś nad tym chociaż próbuje zapanować?
    A sytuacja robi się nieciekawa. Złotówka to bomba z opóźnionym zapłonem. Ponieważ nikt nie usiłował walczyć z jej siłą (oprócz bzdurnej walki na słowa) to doprowadzono do jej krańcowego przewartościowania. Skuszeni zarobkiem inwestorzy z całego świata widząc, że nic nie powoduje osłabienia polskiej waluty przestali się bać. Taka sytuacja jest klasyczna dla kursu spółki, który rośnie wbrew wszelkim złym rekomendacjom. A złe rekomendacje mnożą się. W zeszły piątek była taka w „The Economist”. W tym tygodniu Economist Intelligence Unit (EIU) ostrzegł przed znacznym zwiększeniem ryzyka dla polskiej złotówki i meksykańskiego peso. Rekomendacje nie działają, więc złoty rośnie. Jednak, jeśli tylko zacznie spadać to wszyscy natychmiast przypominają sobie te rekomendacje i kurs spada przynajmniej tak szybko jak rósł. Duży spadek złotego jest pewny – tyle, że nie wiadoma dokładnie, kiedy się zacznie. Wszyscy mówią, że w czwartym kwartale, ale jak już pisałem, jeśli wszyscy tak mówią tzn., że osłabienia nie będzie, albo będzie dużo wcześniej. Powstaje pytanie: czym się tu niepokoić? Przecież chodzi właśnie o to, żeby złoty osłabł. Tak, chodziło o to, żeby był słabszy w całym 2001, a nie tylko w jego końcówce. Osłabienie systematyczne i spokojne nie byłoby groźne. To, co nas czeka to jednak (wg mnie) wcale nie 10% osłabienia tylko dużo, dużo więcej. A to będzie ostro wpływało na inflację.
    Piątkowe dane o deficycie obrotów bieżących były niepokojące i spowodowały lekkie osłabienie złotówki. Czy to już początek? Niekoniecznie, ale z pewnością sygnał ostrzegawczy. Fakt, że deficyt był gorszy od oczekiwań przede wszystkim ze względu na duży wzrost importu (eksport spadł nieznacznie). Jednak może to zostać odczytane jako początek zmiany trendu i rynek zacznie być nerwowy. Wykres złotówki wyszedł górą z klina, co jest sygnałem sprzedaży. Dla pewności należałoby zobaczyć, co zrobi w okolicach 4,02. Gdyby nie udało się pokonać tego oporu to oznaczałoby, że jest jeszcze możliwe dalsze wzmocnienie. Pokonanie 4,02 to ruch do 4,15, gdzie jest prawdziwy, duży opór. Przełamanie 4,15 to ruch przynajmniej do 4,40. W tej sytuacji należy jedynie żałować, że kontrakty walutowe na WGPW mają tak małą płynność.
    To, że eksport będzie słabł jest oczywiste. Pytanie, dlaczego rośnie import? Wydaje się, że odpowiedź jest dosyć prosta. W całej fachowej prasie pisze się o możliwym osłabieniu złotówki. Te spółki, które mają płynność finansową kupują na zapas materiały zaopatrzeniowe za granicą po to, żeby za parę miesięcy nie musieć płacić dużo więcej. Poza tym możliwe jest, że producenci w coraz większym stopniu zaopatrują się za granicami kraju, bo wyroby krajowe są za drogie. To ostatnie byłoby gwoździem do trumny wielu krajowych producentów.
    Dostaliśmy również dane o PKB w pierwszym kwartale (+2,3%). To zły wynik. Szczególnie, jeśli spojrzy się na takie same dane w Czechach (+3,8%). Ciekawe, że Czechy i Węgry nie mają takich problemów jak my, prawda? Jak w tym świetle wygląda tłumaczenie sterników gospodarki, że nasze problemy to wynik sytuacji gospodarczej na świecie? Uważam, że twierdzenie, iż tak mały wzrost nie jest tak ważny, bo spadły zapasy, co może dać ożywienie w trzecim kwartale jest nieporozumieniem. To, że spadają zapasy nie oznacza wcale, że firmy więcej produkują, a z pewnością nie świadczy o tym, że będą więcej produkowały. Popyt wewnętrzny jest bardzo słaby i nie zanosi się, żeby coś się szybko zmieniło.
    Prognozy odnośnie PKB w tym roku są bardzo złe. Warto wspomnieć o wypowiedzi min. J.Bauca (Reuters). Co prawda leżącego się nie kopie, ale ... Zaczyna wyglądać tak, jakby pan minister od niedawna zaczął czytać moje „Subiektywne oceny...”:). PKB w drugim kwartale minister prognozuje teraz na 0,7-1,3% i, niestety, tym razem zapewne ma rację. Nie wierzy również we wzrost w ciągu roku o 3,5% i mówi o 2% - też niestety słusznie, chociaż nie wykluczone, że tym razem przesadził w drugą stronę. Z prognozami pana ministra (nie tylko) jest tak jak w powiedzeniu: „Chcesz Boga rozśmieszyć to powiedz Mu o swoich planach (prognozach)”. Najważniejsze, co mówi minister to: "Chcę by decyzja oznaczająca podwyższenie deficytu została podjęta w tym roku tylko raz (...) Jest możliwe, że rząd przygotuje rewizję budżetu i może dojść do tego, że zaakceptuje ją przyszły parlament". Jednym słowem będziemy czekali, a gospodarka będzie się degenerowała. To się już zresztą dzieje, jako że rząd w okolicach połowy lipca coś postanowi (może), ale zastrzega, że nie oznacza to nowelizacji przygotowanej pod obrady Sejmu. Pozostaje jeszcze raz zacytować ministra: “To jest koszmar”. Gdyby to nie było tak dramatyczne w skutkach to byłoby bardzo śmieszne. Jeśli ktoś pamięta jeszcze rządy króla Maciusia I (to tylko do starszego pokolenia pamiętającego jeszcze książkę J.Korczaka) to ten rząd nie bardzo odbiega od pierwowzoru. Nie ma sensu przypominać tego, co w ciągu tygodnia powiedziano o budżecie i konieczności jego nowelizacji – wystarczy powiedzieć, że jest bardzo źle. W budżecie może zabraknąć tyle pieniędzy, że może to zagrozić rynkowi papierów dłużnych – to całkiem realna możliwość.
    Na giełdzie tylko poniedziałek był dobry (ale na małym obrocie). Potem było już tylko gorzej. Bardzo dużym ostrzeżeniem był sesja środowa. Dobre informacje nie podziałały np. na KGHM (nie było niekorzystnej zmiany statutu, większa dywidenda). Kursy były nieco wyższe od wtorkowego, złego, zamknięcia jedynie przez 30 minut. Poczym rynek zaczął się osuwać, ale można to było jeszcze złożyć na karb oczekiwania na decyzje RPP i Fed. Potem sygnały były coraz gorsze. RPP obniżyła stopy (tego oczekiwałem) i to o 150 pkt. Zdecydowanie złym sygnałem była bardzo ospała i niepewna reakcja rynku. Właściwie tylko 3 spółki mocniej wzrosły: Elektrim, PKO S.A. i TPSA. Oczywiście nie spodziewam się, że ta obniżka cos szybko da giełdzie – przyjdzie poczekać przynajmniej pół roku. Niepokojące było to, że nie było próby podgrzania rynku – w końcu większość analityków podobno nie oczekiwała obniżki, a z pewnością nie 150 pkt. Była więc szansa na wykreowanie wzrostu, a nie było nawet próby zaś na spółkach, na których była zjawiła się taka podaż, że zepchnęła znowu kursy w dół. To już nakazywało największą ostrożność. Następnym złym sygnałem była reakcja (właściwie prawie jej brak) na kolejny przeciek z Elektrimu. To oczywiście też nie jest wydarzenia, ale normalnie byłoby wykorzystane do wywołania sporego wzrostu. To wszystko kazało zachować najwyższą ostrożność. Następne sesje, a szczególnie piątkowa potwierdziło, że sytuacja jest bardzo nieciekawa. Zgadzam się oczywiście, że sytuacja makro jest bardzo zła, że zyski spółek będą fatalne do końca roku, ale żeby nie było nawet klasycznego „windows dressing” na koniec półrocza i to po tak dużych spadkach? Do tego stopnia, żeby zamieniło się to w „windows stripping”? Wygląda tak jakby wszyscy wielcy grali w jedną grę: ma być dużo taniej. Fakt, że będzie, ale powinniśmy mieć chociaż klasyczne trzecią, wzrostową falkę korekty spadków, a na razie się na to nie zanosi. To, że będzie taniej jest, jak uważam, świadomym działaniem funduszy (różnych). Jedne po prostu sprzedają licząc, że odkupią akcje dużo taniej w końcu roku. Drudzy stosują krótką sprzedaż. Następni sprzedają i zamieniają na waluty. A najlepiej zapewne wyjdą na tym ci, którzy będą stosowali krótką sprzedaż i zamieniali na waluty. Przy dużym spadku WIG-20 (1000 lub niżej) zyskają na krótkiej sprzedaży, po osłabieniu złotówki zyskają następne 10-30% i wtedy zaczną akumulować. Bardzo kusząca perspektywa. To może tłumaczyć fakt, że podaż nie pozwala na wzrosty. A, że w wielu przypadkach chodzi o to, żeby nie pozwolić na wzrost kursu widać gołym okiem. Dlaczego nie było „windows dressing”? Może dlatego, że wszystkich te kursy zadawalały (wątpliwe), albo dlatego, że wszyscy się siebie nawzajem boją (bardzo prawdopodobne).
    W analizie technicznej ciekawie. Warto tym razem rzucić okiem na wykresy XETRA DAX i CAC – 40. DAX dotarł właśnie do krótkoterminowego oporu, a niewiele wyżej jest opór średnioterminowy (6200). Przełamanie 6050 to atakowanie 6200 i tam zadecyduje się czy dalej jest trend spadkowy (bardziej prawdopodobne) czy początek wzrostu. Ciekawie wygląda CAC, który pokonał linie trendu spadkowego i może wzrastać przynajmniej do 5400 pkt. Gdyby to korelowało z rosnącymi do górnych ograniczeń indeksami w USA to moglibyśmy mieć całkiem przyjemny tydzień, jeśli chodzi o atmosferę na świecie.
    U nas indeks cenowy bez wielkich zmian. W trendzie spadkowym, ale możliwa trzecia falka wzrostu jako korekta spadków. Nawet, jeśli tak będzie to potem duży spadek. WIG nie może powrócić nad linię szyi formacji RGR (i nie powróci wg mnie). Wyraźniejsze przebicie 14.000 pkt. otwiera przepaść. Ten poziom zostanie pokonany, ale czy w tym tygodniu? Mam pewne wątpliwości, ale o tym dalej. WIG-20 w horyzoncie 1260 –1320 pkt. Przełamanie 1260 to wejście w dalsze spadki z możliwym zatrzymaniem na poziomie 1200-1220 pkt. Możliwe jest pokonanie 1320 pkt. (lub testowanie tego poziomu) w ramach zygzaka korygującego spadki. Rynek jest tak słaby, że nie powinienem nawet rozważać wzrostu, jedynie spadki. Jednak, jeśli spojrzę na wskaźnik Armsa to widzę tam klasyczny sygnał kupna. To nie automat – na naszej giełdzie nie sprawdza się tak dobrze jak w USA, ale każe zachować ostrożność.
    Trochę o spółkach. Agora w trendzie bocznym 53 – 58 zł. BRE zdecydowanie oddaliło się od wsparcia i dąży do 50 zł. Opór 105 zł. Computerland w drodze do 70 zł. Pierwsze wsparcie 70 zł. Opór 90. Elektrim po wyjściu dołem z trendu horyzontalnego nie może wrócić nad opór 26,50. Jeśli szybko tego nie zrobi to spadek przynajmniej do 18 zł. KGHM w ostrym trendzie spadkowym. Wsparcie 16 zł. Pierwszy opór 18, drugi i nieprzekraczalny 19 zł. Optimus w trendzie bocznym 46 – 52 zł. Przełamanie 52 zł. może dać wzrost nawet do 70 zł., ale bardzo bym się dziwił, gdyby to nastąpiło. Przełamanie 46 to spadek do 36 zł. PKN przełamał wsparcie na 17,85. Jeśli szybko nad nie powróci to testowanie 17 zł. Zbliża się 7.07 i wejście darmowych akcji. Prokom w drodze do 90 zł. Opór 102. Softbank przełamał wsparcie na 30 zł. Następne to 26,50. W przypadku szybkiego powrotu nad 30 zł. oporem jest 35 zł. TPSA ciągle w trendzie spadkowym. Opór to 19 zł. dół kanału leży w okolicach 15 zł.
    Uważam, że docelowo będziemy oczywiście spadali i to dużo, ale jeśli sytuacja w Eurolandzie i USA będzie w tym tygodniu tak dobra jak sugeruje to analiza techniczna to możliwe jest wykreowanie ostatniej falki wzrostowej do poziomu maksymalnie 1360 pkt. Jeśli nawet taki ruch wystąpi to trzeba pamiętać, że jest uzasadniony jedynie względami technicznymi. Nie ma żadnego uzasadnienia fundamentalnego i wzrost może załamać się każdego dnia. Gdyby taki wzrost się zaczął to pojawiłyby się opinie, że rynek zdyskontował już wszystkie złe informacje i może wzrastać. Ja w to nie wierzę – jeszcze dużo bardzo złych informacji przed nami, których inwestorzy nie przewidują.
    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (0)

    dodaj komentarz

    Powiązane:

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki