Po spadkach z ubiegłego tygodnia dziś w nocy rynek miedzi dostał nowy impuls do wzrostów. Okazało się bowiem, że wskaźnik PMI dla chińskiego przemysłu wzrósł do 55,4 pkt. wobec 55,0 pkt. odnotowanego we wrześniu. Oznacza to, że chiński sektor wytwórczy zasilany rządowymi kredytami kręci się na coraz wyższych obrotach, co pozwala oczekiwać silnego popytu na surowce z Państwa Środka.
W rezultacie o godzinie 13:20 w Londynie za tonę miedzi płacono 6.480 dolarów, czyli o 0,6% więcej niż przed weekendem. Czerwony metal wciąż jest aż o 112% droższy niż na początku roku i brakuje mu tylko 250$ do tegorocznego maksimum.
Jednakże pomimo niemałego zapotrzebowania na miedź zgłaszanego przez kupców z Chin nadal nikt nie chce kupować metalu zgromadzonego w składach londyńskiej giełdy. W rozsianych po całym świecie magazynach LME zalega już 372.200 ton miedzi. To o 45% więcej niż w lipcu i najwięcej od blisko sześciu miesięcy.
Równocześnie w piątek do wydania przeznaczono zaledwie 3.650 ton rafinowanego metalu. To najmniej od stycznia tego roku, gdy giełdowe rezerwy szybko rosły, poprawiając wieloletnie maksima. Tak więc realny popyt na miedź pomimo pewnego ożywienia w światowej gospodarce pozostaje bardzo słaby.
K.K.


























































