Wczorajszy rządowy raport o amerykańskich zapasach paliw po raz kolejny zaskoczył analityków: przyrost rezerw surowej ropy wyniósł zaledwie 176 tys. baryłek (oczekiwano wzrostu o 2,25 mln), a z magazynów benzyny ubyło 1,7 mln baryłek (oczekiwano nieznacznego wzrostu). Jednakże tym razem dla handlujących ropą najważniejsze okazały się rezerwy pozostałych destylatów (czyli przede wszystkim oleju napędowego i opałowego), które zwiększyły się o 1,3 mln baryłek, podczas gdy prognozowano przyrost rzędu 1 mln.
Amerykańskie rafinerie w ubiegłym tygodniu zwiększyły produkcję benzyny, a stopień wykorzystania mocy produkcyjnych wzrósł o 1,6 pkt. proc., osiągając poziom 86,6%. Natomiast całkowite zużycie ropy w Stanach Zjednoczonych wyniosło 20,3 mln baryłek i było o 2,7% niższe niż przed rokiem.
Jednakże notowania ropy nadal znajdują wsparcie w postaci wiadomości z Iranu, który nalega, aby kraje OPEC ograniczyły produkcję. Według informacji agencji Bloomberga sam Iran ogranicza swój eksport, a na tankowcach czeka na wywóz aż 20 mln baryłek surowca.
Dlatego też w czwartek o godzinie 9:40 baryłka ropy marki Brent drożała o 1,90 dolara, osiągając kurs 123,47$ za baryłkę. W tym czasie surowiec gatunku Light Crude kosztował 124,58$ i był o 36 centów droższy niż na wczorajszym zamknięciu notowań.
Tymczasem nowe rekordy odnotowano na amerykańskich stacjach benzynowych: na Alasce galon (3,785 litra) benzyny kosztuje już ponad 4$, zaś średnio Amerykanie płacą za paliwo 3,758 dolara za galon, co również jest nowym rekordem wszech czasów.
K.K.






























































