Wczoraj notowania kontraktów na ropę poszły w górę o ponad 3% i po drodze wspięły się na nowy szczyt na wysokości 120,36 dolarów za baryłkę. Tak wysokie ceny uzasadniano niepewnością dostaw z Nigerii oraz Bliskiego Wschodu, a także zaskakującą poprawą koniunktury w amerykańskim sektorze usług.
Natomiast we wtorek handlujący ropą kupują surowiec z myślą o letnim szczycie popytu. Już za trzy, cztery tygodnie w Stanach Zjednoczonych rozpoczyna się sezon urlopowy, w czasie którego Amerykanie preferują długie samochodowe wyjazdy, co zdecydowanie zwiększa zapotrzebowanie na paliwa. Dlatego oczekuje się, że już teraz amerykańskie rafinerie zwiększą produkcję, by sprostać rosnącemu popytowi. Zwłaszcza że ostatnie dane z gospodarki świadczą, że spowolnienie wzrostu w USA może nie być tak silne, jak się tego obawiano.
Analitycy zwracają też uwagę na sierpniowe igrzyska Olimpijskie w Pekinie, które dodatkowo mają zwiększyć i tak szybko rosnący chiński popyt na ropę. Tylko w tym miesiącu China Petroleum uruchamia nową rafinerię, która ma przerabiać 10 mln ton ropy rocznie. W rezultacie pojawiają się obawy, że „czarnego złota” na świecie może po prostu zabraknąć i wielu ludzi woli się zabezpieczyć na ten wypadek poprzez zajęcie długich pozycji na rynku giełdowym.
O godzinie 9:20 baryłka ropy spod dna Morza Północnego kosztowała 118,25$ i była o 10 centów droższa niż w poniedziałek. Za baryłkę gatunku Light Crude płacono 119,89 dolarów, czyli o 8 centów mniej niż na wczorajszym zamknięciu notowań.
Warto też odnotować, że ostatnie wzrosty kursu ropy mają miejsce przy umacniającym się dolarze, który dodatkowo czyni surowce droższymi dla kupujących dysponujących innymi walutami.
K.K.




























































