Co do poziomu dzisiejszych
notowań to
chyba nikt nie ma złudzeń. Po tak słabym zakończeniu sesji w USA
oraz w Tokio
nie należy spodziewać się niczego innego niż spadków. Otwarcie
w Europie także
nie zapowiada się na optymistyczne. Kontrakty na indeksy
amerykańskie „chodzą na
minusach”. Choć w tym przypadku wartość prognostyczna jest
oczywiście
ograniczona. Dokąd te spadki mogą nas zaprowadzić? Sądzę, że
jakimś najbliższym
wsparciem jest poziom 1630 pkt. Tutaj można się spodziewać ataku
byków. Czy
będzie on skuteczny to już zupełnie inna bajka ale można
przyjąć, że tak. Co do
otwarcia (bo ono jest na razie dla nas ważniejsze) to spodziewane jest
na
poziomie niższym od wczorajszego zamknięcia. Wobec faktu, że
łapacze dołków
ciągle są aktywni ta różnica nie musi być duża. W przypadku
słabego otwarcia
notowań na rynku europejskim nie powinno być ono wyższe niż 1662
(wczorajsze
minimum). Gdyby jednak otwarcie rynków europejskich miało być
optymistyczne
(tylko co taką sytuacje miałoby spowodować?) to kontrakty mogą
się otworzyć w
okolicy wczorajszego zamknięcia ale mimo wszystko niżej.
KJ.