REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Prezesi spółek energetycznych: ustawa wiatrakowa nie zaszkodzi

2016-03-30 19:30
publikacja
2016-03-30 19:30
Dodaj Bankier.pl w Google

Tzw. ustawa wiatrakowa nie zaszkodzi inwestycjom spółek energetycznych w energetykę wiatrową - wynika z wypowiedzi prezesów największych takich spółek podczas środowego posiedzenia sejmowej komisji ds. energii i skarbu państwa.

fot. / / YAY Foto

Prezesi największych spółek energetycznych - PGE, Enei, Energi i Tauronu - wzięli w środę udział w posiedzeniu sejmowej komisji ds. energii i skarbu państwa. Mieli przedstawić plany inwestycyjne swoich spółek, zwłaszcza w kontekście energetyki wiatrowej.

Przedstawiciele rządu - wiceminister skarbu Mikołaj Wild (którego resort sprawuje nadzór właścicielski nad spółkami energetycznymi do końca marca) oraz wiceminister energii Andrzej Piotrowski (którego resort przejmuje ten nadzór od kwietnia) podkreślali podczas obrad komisji, że cztery spółki energetyczne eksploatują farmy wiatrowe o szacunkowej wartości 5 mld zł i mają 19-procentowy udział w rynku wytwarzania elektrowni wiatrowych.

Wild zauważył, że w ostatnich latach był "gigantyczny wzrost" inwestycji w energetykę wiatrową, bo w samym 2015 roku oddano do użytku farmy wiatrowe o łącznej mocy ponad 1,3 GW. "Trzeba mieć świadomość długiej kapitałochłonności tego segmentu i relatywnie długiego okresu zwrotu przeprowadzanych inwestycji. Dlatego też istotne zmiany regulacyjne mogą wpływać na rentowność i w konsekwencji naruszać zasadę ochrony praw nabytych i uzasadnionych oczekiwań inwestora" - przyznał.

Wiceminister Piotrowski informował, że PGE na koniec 2015 roku dysponowała mocą 529 MW w 12 farmach wiatrowych, grupa Energa posiadała w tym samym momencie 5 farm wiatrowych o łącznej mocy 211 MW, grupa Tauron miała 4 farmy o łącznej mocy 201 MW, a Enea trzy farmy o mocy 70 MW.

Wakacje na giełdzie

Wiceprezes PGE Ryszard Wasiłek przyznał, że inwestycje w energetykę wiatrową są elementem strategii inwestycyjnej firmy. Obecnie elektrownie wiatrowe stanowią ok. 5 proc. możliwości energetycznych całej grupy (529 MW wobec 12770 MW całej produkcji). Jednocześnie, dodał, spółka do 2020 roku chce zwiększyć moc uzyskiwaną z energetyki wiatrowej o dalsze 421 MW. Zapewnił jednocześnie, że nowa ustawa nie powinna mieć wielkiego znaczenia dla interesów całej grupy.

Prezes Enei Mirosław Kowalik zaznaczył, że jego firma jest na etapie weryfikacji dotychczasowych strategii inwestycyjnych, a w przypadku OZE raczej planuje kupno istniejących podmiotów niż tworzenie nowych. Zapewniał też, że ewentualne wejście w życie nowej ustawy wiatrakowej nie zaszkodzi inwestycjom spółki.

Prezes Energi Dariusz Kaśków zapowiedział, że jego spółka nie planuje na razie dalszych inwestycji w energetykę wiatrową, a w segmencie OZE będzie raczej stawiać na biospalarnie. O tym, że energetyka wiatrowa nie będzie istotnym elementem inwestycji spółki mówił także wiceprezes Tauronu Piotr Zawistowski.

Posłanka Jolanta Hibner (PO) dopytywała jednak prezesów, czy rozpatrywany w Sejmie projekt ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych na pewno nie wpłynie na ich inwestycje w energetykę wiatrową. Projekt zakłada m.in. że nowe wiatraki nie będą mogły powstawać w odległości mniejszej od zabudować mieszkalnych niż 10-krotność ich wysokości wraz z turbiną.

Szef komisji Marek Suski (PiS) zwrócił uwagę, że prezesi nie mogą na razie szczegółowo na to pytanie odpowiadać, bo nad projektem wciąż trwają prace i nie wiadomo, jaki będzie miał on ostatecznie kształt.

Wiceminister Piotrowski ogólnie odpowiadał, że projekt nie powinien zaszkodzić inwestycjom w energetykę wiatrową, bo "prawo nie działa wstecz" i nie będzie się demontować istniejących instalacji. Jednocześnie zwracał uwagę, iż źródła OZE wciąż nie są samowystarczalne energetycznie i korzystają z pomocy państwa.

Jak dodał, źródła OZE, takie jak wiatraki czy panele fotowoltaiczne produkują prąd tylko wtedy, gdy wieje wiatr lub świeci słońce, a gdy to nie ma miejsca, trzeba energię dostarczać ze "źródeł dyspozycyjnych", takich jak np. energetyka węglowa.

Zapowiedział jednocześnie, że elementem strategii energetycznej obecnego rządu będzie stawianie na rozproszone źródła energii. Dla rządu istotne też będzie, by inwestycje energetyczne zawierały istotny aspekt społeczny, np. dawały nowe miejsca pracy.

Komisja pozostawia w projekcie zapis dot. odległości wiatraków od zabudowań

Sejmowa komisja infrastruktury opowiedziała się w środę za utrzymaniem w projekcie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych zapisu, by wiatrak można było postawić w odległości nie mniejszej niż 10 krotność jego wysokości od zabudowań mieszkalnych czy terenów chronionych.

Posłowie przyjęli w środę sprawozdanie nadzwyczajnej podkomisji, która zajmowała się projektem tzw. ustawy wiatrakowej. Zgodnie z projektem autorstwa PiS, farmy wiatrowe nie będą mogły powstawać w mniejszej odległości od budynków mieszkalnych, niż wynosi dziesięciokrotność ich wysokości wraz z wirnikiem i łopatami. W praktyce oznacza to 1,5-2 km.

Taka sama odległość miałaby być zachowana przy budowie nowych wiatraków przy granicach parków narodowych, rezerwatów, parków krajobrazowych, obszarów Natura 2000 i Leśnych Kompleksów Promocyjnych. Istniejące wiatraki, które nie spełniają kryterium odległości, nie mogłyby być rozbudowywane, dopuszczalny ma być jedynie ich remont i prace potrzebne do normalnej eksploatacji.

Sprawozdawcą komisji podczas drugiego czytania projektu ustawy w Sejmie będzie jej przewodniczący Grzegorz Schreiber (PiS).

Posłowie odrzucili wniosek wiceszefa komisji Pawła Olszewskiego (PO), który chciał odrzucenia sprawozdania nadzwyczajnej podkomisji. Według niego podkomisja przyjęła większość rozwiązań, które "wydają wyrok śmierci na elektrownie wiatrowe". "Ten projekt jest zabójstwem dla firm i dla ludzi, którzy w nich pracują" - podkreślił Olszewski.

Projekt określa zasady uzyskiwania zezwoleń na eksploatację wiatraków - mają być one ważne maksymalnie dwa lata od uzyskania. Eksploatacja wiatraka bez tego zezwolenia ma być zagrożona nawet dwoma latami więzienia. Posłowie chcą też, by sprzedaż energii z wiatru była możliwa wyłącznie z inwestycji, która ma zezwolenie na eksploatację.

Przewodnicząca podkomisji Anna Paluch (PiS) zwróciła uwagę, że Olszewski nie pracował w podkomisji, a użyte przez niego sformułowania są zbyt "radykalne" i "jawnie nieprawdziwe".

Olszewski chciał też, by komisja podjęła uchwałę o przeprowadzenie wysłuchania publicznego, ze względu na - jak argumentował - konsekwencje ustawy. Biuro Legislacyjne nie podzieliło jednak jego interpretacji zapisów regulaminu Sejmu i uznało, że na tym etapie procedowania nie ma takiej możliwości. Olszewski złożył więc wniosek o przerwanie posiedzenia komisji do czasu gdy opinię wyda Biuro Analiz Sejmowych. Większość członków komisji odrzuciła jednak i ten wniosek.

Przepadł również wniosek o przerwanie obrad innego posła PO Stanisława Żmijana, który zauważył, że podczas prac podkomisji na jej obradach nie było przedstawicieli strony społecznej.

Paluch ripostowała, że jej decyzja o rezygnacji z udziału przedstawicieli strony społecznej w pracach podkomisji była zgodna z regulaminem. Wyjaśniła, że ustawa jest "bardzo ważna" i prace nad nią wymagają spokoju. Przypomniała, że przedstawiciele zainteresowanych stron uczestniczyli w pierwszym czytaniu ustawy. Poza tym, dodała, posłowie otrzymali ich opinie.

Posłanka zapewniła, że w trakcie prac podkomisji, jej członkowie starali się doprowadzić projekt do "takiego stanu, który równoważy prawa i obowiązki stron. Przypomniała, że kwestia lokalizacji wiatraków budzi "ogromny rezonans" społeczny.

Obecni na posiedzeniu komisji przedstawiciele środowisk związanych z energią wiatrową oraz posłowie opozycji zwracali uwagę, że zapis o tym, iż farmy wiatrowe nie będą mogły powstawać w mniejszej odległości od budynków mieszkalnych, czy terenów chronionych niż wynosi dziesięciokrotność ich wysokości wraz z wirnikiem i łopatami, czyli 1,5 - 2 km. oznacza problemy nie tylko dla samej branży.

Jak dowodziła Gabriela Lenartowicz z PO, w przypadku gminy, w której mieszka, a w której powstaje farma składająca się z 17 wiatraków, będą miejsca, w których "ograniczenie zabudowy mieszkalnej wyniesie 100 proc.", czyli nie będzie tam można zbudować ani jednego domu, nawet na działkach budowlanych.

"Kto będzie ponosił konsekwencje finansowe dla właścicieli działek z prawomocnie wydanymi decyzjami na realizcję budów? - pytała. Jej zdaniem, w Polsce całe gminy zostaną wyłączone z możliwości zabudowy mieszkaniowej.

Remedium na takie niebezpieczeństwa ma być przyjęta w środę poprawka podkomisji, która umożliwia budowę domów mieszkalnych, jeśli są uwzględnione w obowiązujących planach zagospodarowania przestrzennego.

Jeśli takich planów nie ma, gminy będą miały 12 miesięcy na ich napisanie i uwzględnienie w nich, na dotychczasowych zasadach, budownictwa mieszkaniowego. tym Proponowany zapis daje też możliwość właścicielom czy użytkownikom wieczystym nieruchomości znajdujących się na obszarze oddziaływania wiatraka, na zaskarżenia planu miejscowego do Sądu Administracyjnego.

Komisja nie przychyliła się do poprawek posłów opozycji by vacatio legis ustawy wydłużyć do 12 miesięcy. Pozostawiono zapis, że ustawa ma wejść w Zycie po 14 dniach od ogłoszenia.

Projekt ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych autorstwa grupy posłów PiS budzi sprzeciw zarówno środowisk związanych z energetyką wiatrowa jak i części samorządów.

Zdaniem prezesa Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW) Wojciecha Cetnarskiego proponowana ustawa to rzecz "bezprecedensowa w skali świata". Oznacza bowiem - jak zauważył - wyrzucenie z kraju najtańszej, najbardziej perspektywicznej i innowacyjnej branży. Jeśli ustawa wejdzie w życie, to z możliwości lokalizowania nowoczesnych elektrowni wiatrowych wykluczone zostanie ponad 99 proc. powierzchni Polski - ocenił.

Podczas środowej konferencji Edward Trojanowski ze Związku Gmin Wiejskich RP wskazał, że obecnie ok. 1/3 gmin w Polsce inwestuje w rozwój energetyki odnawialną. OZE powstaje często w byłych, biednych po PGR-owskich samorządach, dla których m.in. siłownie wiatrowe stanowią istotny element budżetu tych samorządów.

Wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej Tomasz Podganiak podkreślał z kolei, że w uzasadnieniu do projektu oceniono, że dochody podatkowe dla gmin po wprowadzeniu nowych przepisów wzrosną. "To jest oczywiście nie prawda, bo skutek będzie zupełnie odwrotny" - zaznaczył.

Z kolei prezesi największych spółek energetycznych - PGE, Enei, Energi i Tauronu - podczas środowego posiedzenia sejmowej komisji ds. energii i skarbu państwa ocenili, że tzw. ustawa wiatrakowa nie zaszkodzi inwestycjom spółek energetycznych w energetykę wiatrową.(PAP)

drag/ par/ pś

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (5)

dodaj komentarz
~qwerty
Panstwo nie chce wspierac OZE, ok niech nie wspiera. Tylko niech zrobia dokladnie to samo ze wszystkimi nierentownymi kopalniami.

"produkują prąd tylko wtedy, gdy wieje wiatr lub świeci słońce, a gdy to nie ma miejsca, trzeba energię dostarczać ze "źródeł dyspozycyjnych", takich jak np. energetyka węglowa."

A
Panstwo nie chce wspierac OZE, ok niech nie wspiera. Tylko niech zrobia dokladnie to samo ze wszystkimi nierentownymi kopalniami.

"produkują prąd tylko wtedy, gdy wieje wiatr lub świeci słońce, a gdy to nie ma miejsca, trzeba energię dostarczać ze "źródeł dyspozycyjnych", takich jak np. energetyka węglowa."

A kopalnie SP dzialaja tylko wtedy gdy doplaca do nich podatnicy.

Tyle ile absurdow sie przewija przy tej ustawie (jak kazdej innej) to glowa mala
~Popieramustawę
Wiatraki to śmierć dla ptaków, krajobrazu i właścicieli posesji przy których są budowane - wie to doskonale każdy wieśniak. Jak najdalej od domów!!!!!!!!!!!!
~BBBplus
OK. Zakładom energetycznym w to graj, bo w łatwy sposób mocno ustawa utrudnia rozwój małych firm i małych producentów.
Ważne jest przy takich inwestycjach koszty podłączenia, poniesione na starcie, które potem mają się zwrócić.
W środku lasu i na pełnym morzu żeby ciągnąć łącza i stawiać wiatraki stać będzie tylko wielkie
OK. Zakładom energetycznym w to graj, bo w łatwy sposób mocno ustawa utrudnia rozwój małych firm i małych producentów.
Ważne jest przy takich inwestycjach koszty podłączenia, poniesione na starcie, które potem mają się zwrócić.
W środku lasu i na pełnym morzu żeby ciągnąć łącza i stawiać wiatraki stać będzie tylko wielkie koncerny stąd w łatwy sposób mały kapitał, który mógłby mieć wzrost jest z rynku eliminowany, a w to miejsce łatwiej wejść ze swoimi MW nowej energii wielkim koncernom, któe mają szczytny cel - DIFINANSOWANIE WĘGLA.
Stąd muszą być przygotowane na maskowanie i pudrowanie nieefektywności - poprzez pogorszenie/uniemożliwienie konkurencji z nimi.
~Dżejms
Ja tam jestem za oze pod jednym warunkiem - gwarancja ciągłości dostaw energii. Co to za oferta - sprzedam jak świeci, sprzedam jak wieje. Jak nie wieję to se prąd wyłączcie. To nie wiem - elektrownie szczytowo pompowe to kto ma w taki razie wykładać kasę? A ty cwaniakujesz - wieje to sprzedaję a jak nie wieje to wyłączcie pralki Ja tam jestem za oze pod jednym warunkiem - gwarancja ciągłości dostaw energii. Co to za oferta - sprzedam jak świeci, sprzedam jak wieje. Jak nie wieję to se prąd wyłączcie. To nie wiem - elektrownie szczytowo pompowe to kto ma w taki razie wykładać kasę? A ty cwaniakujesz - wieje to sprzedaję a jak nie wieje to wyłączcie pralki i komputery. A elektrownie konwencjonalne mają ograniczać moc bo Ty łaskawie postanowiłeś przez kilka godzin dostarczać prąd. Bardzo fajne tylko jakby miał konwencjonalną elektrownię to bym był średnio zadowolony.
~MacGawer odpowiada ~Dżejms
Powiem jeszcze raz - ciągłość dostaw to mit. NOrmalnie zapotrzebowanie na moc waha się w granicach od ok. 20 GW w dzień do poniżej 15 GW w nocy. Wszystkie wiatraki w Polsce mają 5 GW mocy zainstalowanej co oznacza, że gdyby w CAŁEJ Polsce wiało >12m/2 (nierealne) to dopiero wtedy ich moc wyrównałaby w/w wahania popytu. Moc dostarczana Powiem jeszcze raz - ciągłość dostaw to mit. NOrmalnie zapotrzebowanie na moc waha się w granicach od ok. 20 GW w dzień do poniżej 15 GW w nocy. Wszystkie wiatraki w Polsce mają 5 GW mocy zainstalowanej co oznacza, że gdyby w CAŁEJ Polsce wiało >12m/2 (nierealne) to dopiero wtedy ich moc wyrównałaby w/w wahania popytu. Moc dostarczana pzrez wiatrak jest krzywą dzwonową, najczęściej występuje średnia wartość, a brak mocy jest tak samo mało prawdopodobny jak 100%. W przypadku dużego kraju jak Polska ta krzywa dla wielu wiatraków w różnych miejscach jest dodatkowo wygładzona i prawdopodobieństwo wystąpienia 0% i 100% mocy jest bez mała zerowe.

Z drugiej strony jest cała masa urządzeń elektryczych jak bojlery ktore moga zdejmować nadmiar mocy i nie obciążać systemu gdy mocy brakuje. Do tego wystarczy bardzo prosta automatyka. W domu mam zegar ktory załącza takie urządzenia w nocy by wykorzystać tani prąd na II-giej taryfie. Nie widzę żadnych pzreszkód by zastąpić go automatem ktory włączy bojler gdy jest "za dużo pradu". Tym bardziej, że kilka m-cy temu wstawiono mi licznik pozwalajacy na zdalny odczyt czyli przystosowany do dynamicznych taryf. Jak mawiał Adam Smith wszystko jest kwestia ceny: wysoka=niski popyt, niska=wysoki popyt. Jak mi dadzą niską cenę pradu gdy wieje to d... nie ruszę by napalić w kominku bo mi się nie będzie opłacało. Dom ogrzeję prądem :)

Powiązane: Rząd Beaty Szydło

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki