2010-02-07 20:58 Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa
Polskie firmy uciekają z Ukrainy
Polskie firmy zainwestowały na Ukrainie 850 milionów dolarów w ciągu ostatnich 10 lat. Jednak - jak podaje "Wprost" - większość tych korporacji wycofuje się dziś z prowadzenia interesów w tym kraju.
Polskie firmy zamykają swoje filie na Ukrainie, nękane przez kryzys i tamtejsze władze. Na rynku pozostają jedynie najwytrwalsi oraz zakłady, którym ukraińska skarbówka jest winna 40 milionów dolarów z tytułu samych zwrotów VAT - czytamy w artykule.
Władze w Kijowie przyznały, że ledwo udało się zapobiec bankructwu kraju. W wyniku kryzysu Ukraina stała się zależna od funduszy zagranicznych. Przez recesję skończyły się też zamówienia na ukraińską stal i surowce. Tymczasem budżet państwa w dużej mierze uzależniony był właśnie od podatków płaconych przez gigantyczne kombinaty górniczo-przemysłowe - zauważa tygodnik. W tej sytuacji tamtejszy fiskus próbuje wycisnąć ile się da od zagranicznych inwestorów. Ewentualny opór biznesmenów jest zmniejszany groźbą uruchomienia państwowych służb kontrolnych - pisze "Wprost". Z pustej kasy państwa nie jest zwracany firmom nadpłacony VAT. Zaległości wynoszą już 400 milionów dolarów. Mniej więcej jedna dziesiąta tej kwoty to pieniądze należne polskim firmom.
Tuż przed nowym rokiem swoje udziały w biznesie na Ukrainie zdecydowali się zatem sprzedać szefowie giełdowej spółki Grupy Action - jednego z największych dystrybutorów sprzętu komputerowego w Polsce.
Tymczasem dla Michała Sołowowa - właściciela Cersanitu i Barlinka - Ukraina ze swym perspektywicznym i chłonnym rynkiem nadal jest ciekawa, ale decyzje o dalszych inwestycjach w tym kraju uzależnia właśnie od wspomnianego zwrotu VAT.
"Wprost"/Informacyjna Agencja radiowa (IAR)/Marcin Nowak/Siekaj
Polskie firmy zamykają swoje filie na Ukrainie, nękane przez kryzys i tamtejsze władze. Na rynku pozostają jedynie najwytrwalsi oraz zakłady, którym ukraińska skarbówka jest winna 40 milionów dolarów z tytułu samych zwrotów VAT - czytamy w artykule.
Władze w Kijowie przyznały, że ledwo udało się zapobiec bankructwu kraju. W wyniku kryzysu Ukraina stała się zależna od funduszy zagranicznych. Przez recesję skończyły się też zamówienia na ukraińską stal i surowce. Tymczasem budżet państwa w dużej mierze uzależniony był właśnie od podatków płaconych przez gigantyczne kombinaty górniczo-przemysłowe - zauważa tygodnik. W tej sytuacji tamtejszy fiskus próbuje wycisnąć ile się da od zagranicznych inwestorów. Ewentualny opór biznesmenów jest zmniejszany groźbą uruchomienia państwowych służb kontrolnych - pisze "Wprost". Z pustej kasy państwa nie jest zwracany firmom nadpłacony VAT. Zaległości wynoszą już 400 milionów dolarów. Mniej więcej jedna dziesiąta tej kwoty to pieniądze należne polskim firmom.
Tuż przed nowym rokiem swoje udziały w biznesie na Ukrainie zdecydowali się zatem sprzedać szefowie giełdowej spółki Grupy Action - jednego z największych dystrybutorów sprzętu komputerowego w Polsce.
Tymczasem dla Michała Sołowowa - właściciela Cersanitu i Barlinka - Ukraina ze swym perspektywicznym i chłonnym rynkiem nadal jest ciekawa, ale decyzje o dalszych inwestycjach w tym kraju uzależnia właśnie od wspomnianego zwrotu VAT.
"Wprost"/Informacyjna Agencja radiowa (IAR)/Marcin Nowak/Siekaj









Dodaj komentarz