Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi

Znajdź profil

podaj symbol, ticker lub nazwę waloru

szukaj
więcej narzędzi...

Bankier poleca

Serwis depesz rynkowych Serwis depesz rynkowych

Każdego dnia Dział Analiz Bankier.pl dostarcza informacji z najważniejszych rynków na świecie. Analizy Bankier.pl to pewne i szybkie źródło informacji rynkowej dedykowane dla profesjonalnych inwestorów.

Ranking spółek giełdowych Bankier.pl Ranking spółek giełdowych Bankier.pl

Aktualizowany na żywo ranking najpopularniejszych spółek giełdowych. Sprawdź, które spółki znajdują się obecnie w centrum uwagi inwestorów, jaką mają płynność oraz jaką popularnością cieszą się na forum.

Księgarnia Bankier.pl: książka z dostawą do domu Księgarnia Bankier.pl: książka z dostawą do domu

Kilkaset książek na temat biznesu i inwestowania. Pozycje uznanych autorów, rynkowe bestsellery i pozycje specjalistyczne. Wybierz tytuł, przeczytaj fragment on-line i zamów książkę do domu. To prosty, wygodny i nowoczesny sposób na inwestycję w wiedzę.

eMAKLER: rachunek bankowy i maklerski w jednym eMAKLER: rachunek bankowy i maklerski w jednym

Chcesz online kupować i sprzedawać akcje, obligacje i inne papiery wartościowe oraz mieć dostęp do rachunku maklerskiego 24h na dobę? Skorzystaj z usługi eMAKLER!

Wybierz brokera i inwestuj na giełdzie Wybierz brokera i inwestuj na giełdzie

Porównaj oferty rachunków inwestycyjnych w domach maklerskich działających na Forex i GPW. Wybierz najlepsze i skontaktuj się z maklerem.

Inwestuj: znajdź najlepszy fundusz Inwestuj: znajdź najlepszy fundusz

Określ najważniejsze cechy jakie musi spełniać szukany fundusz inwestycyjny, a wyszukiwarka wybierze najlepsze oferty z rynku TFI.

Aktualne i archiwalne kursy walut NBP Aktualne i archiwalne kursy walut NBP

Sprawdź najnowsze notowania walut NBP. Zobacz czy Twój kredyt walutowy będzie droższy czy tańszy.

Statystyka sesji

Statystyka sesji 2012-02-10 17:34:58
Wolumen: 310 393 208 akcji
Obrót: 2 079 153 352 zł

Akcje: 102 wzrosło, 254 spadło, 56 bez zmian.

Największe wzrosty:
OEG6.0030.4%
PRO0.1318.2%
BCM7.3016.4%
SWD0.8710.1%
ENE4.445.5%
Największe spadki:
ATL1.72-21.5%
JHM1.17-16.4%
HER5.20-12.6%
PCG1.45-9.9%
KOM9.52-9.8%
Najwyższe wolumeny:
BRS0.8434895897
BIO0.1134558605
MDS1.1019447950
PRO0.1317803629
PGN3.724930153
Najwyższe obroty:
KGH135.60332683478
PZU336.50181869192
PKO35.45151328334
PEO157.00126359250
PKN37.1099150190

2010-04-30 06:00 Źródło: Miesięcznik Bank

Miesięcznik Bank

Polskie banki powinny wejść do Chin


Rozmowa z Jarosławem Dąbrowskim, szefem firmy Dąbrowski Finance Sp. z o.o.

Dlaczego zajął się pan Chinami?

– Bo Chiny to nie tylko teraźniejszość, ale przede wszystkim duża przyszłość dla świata. Często zapominamy, że przez ostatnie 150 lat Chiny były w okresie trudnym. Miały historię jeszcze bardziej skomplikowaną niż Polska. Niemniej, na 20–30 lat przed pierwszą wojną opiumową (1839–42) wytwarzały prawie 30 proc. światowego PKB. W XVI i XVII w. były wyraźnie największym mocarstwem kontynentalnym w skali świata, wprawdzie skierowanym bardziej na siebie niż na zewnątrz. Nim jednak z różnych przyczyn nie zablokowano kontaktów zagranicznych, chińscy kupcy i admirałowie pływali do Indii, a nawet do Afryki. Stałą wymianę z Europą zapewniał Jedwabny Szlak.

Dziś Chińczycy nie spierają się już o to, czy być częścią świata, lecz o miejsce, jakie powinni w nim zająć. Jak to w chińskiej historii, są zwolennicy selektywnego otwarcia, ale przeważają tacy, którzy mówią: „rośnijmy, inwestujmy, wejdźmy w globalną wymianę handlową”. Przystąpienie Chin do Światowej Organizacji Handlu tylko potwierdziło, że na otwarciu wszyscy zyskują. Działania promocyjne, takie jak olimpiada w Pekinie czy rozpoczynające się niedługo Expo w Szanghaju, to także elementy, które przekładają się na wzbogacenie świata przez Państwo Środka. Po 150 latach Chiny wracają na swoje stare miejsce na gospodarczej mapie globu.

Niektórzy twierdzą jednak, że to wcale nie jest przesądzone.

– Wszystko wskazuje na to, że im się uda. Trudny zeszły rok był dla Chin gospodarczo bardzo udany, pakiet stymulacyjny zadziałał. Ten rok będzie nakierowany na chłodzenie gospodarki, budowanie równowagi finansowej i makroekonomicznej, osłabianie presji inflacyjnej. Drugim elementem jest zachowanie stabilizacji w rozwoju sektora bankowego, który w zeszłym roku urósł aż o 32 proc. Nie ma takiego kraju, w którym ten wzrost był tak wielki – oficjalne statystyki mówią, że osiągnął blisko 9 proc. W pewnych obszarach, np. w kredytach konsumenckich czy kredytach inwestycyjnych dla firm, wzrost był jeszcze większy i wniósł powyżej 40 proc.

Nic dziwnego, że podniesiono stopy procentowe, a chińskie władze robią wszystko, by nie dopuścić do pęknięcia baniek kredytowych, co miało miejsce na całym świecie i przy splocie negatywnych czynników może również powstać w Chinach.

Dotknęliśmy ważnego problemu. Czy pan wierzy w chińskie statystyki?

– Nie mamy powodu, by je kwestionować. Nie widziałem merytorycznych, krytycznych uwag ze strony instytucji, które analizują sytuację makroekonomiczną, jak m.in. WTO czy OECD. Oczywiście, każdy kraj ma swoją specyfikę i być może pewne metody statystyczne w Chinach różnią się od zachodnich. Niemniej nie widziałem, by ktoś diametralnie negował chińskie wyniki, albo żeby przedstawił naukowe dowody na to, że są one zawyżane. Zresztą, nawet jeśli wzrost wynosi mniej niż 9 proc., to i tak jest to imponujący rezultat.

Był pan w Chinach?

– Tak, odwiedziłem Szanghaj i Pekin, a następnym razem planuję wybrać się do Kantonu i Hongkongu. Pekin wygląda jakby nie było kryzysu, powstają duże osiedla mieszkaniowe, hotele i lotniska, rozwija się infrastrukturę drogową. Szanghaj to jeden wielki plac budowy, bo miasto szykuje się do Expo 2010.

Na własne oczy przekonałem się, że entuzjastyczne doniesienia o rozwoju tego kraju nie są wyssane z palca. Autostrady, nowe linie kolejowe czy wieżowce powstają w błyskawicznym tempie.

Oczywiście, przy takim wzroście sektor nieruchomości, jak też sektor powiązany z giełdą – istnieją dwa parkiety, w Szanghaju i Shenzhen – narażone są na ryzyko przegrzania koniunktury. Niemniej widać także ogromny rozwój sektora konsumenckiego. Pojawiają się nowe samochody, nowe mieszkania, ludzie dostają kredyty hipoteczne. Powstaje cała rzesza nowych obywateli-konsumentów. To zmieni oblicze Chin.

Rozmawiałem z chińskim bankowcami, z przedstawicielami zagranicznych banków oraz firm, także z Polski. I muszę stwierdzić, że szybki rozwój Chin to nie fałsz, za którym kryje się stagnacja. Chiny już są duże i będą jeszcze większe, a realizowana stabilizacja jest niezbędna, by wzrost utrzymać.

Zaprenumeruj miesięcznik finansowy BANK
Co więcej, chińskie rezerwy walutowe, które sięgają 3,4 biliona dolarów i powiększały się dotychczas w tempie blisko 30 proc. rocznie, to gigantyczny bufor, który posłuży do naprawy systemu ekonomicznego. Rozsądek władz chińskich jest bezsprzeczny, bo nie czekają na kłopoty, tylko próbują im przeciwdziałać. Jeżeli Chiny będą szły obecnym kursem i wykluczymy nieprzewidziane czynniki, to nie widzę istotnych ograniczeń dalszego, dynamicznego wzrostu.

No dobrze, ale co to oznacza dla Polski? My głównie importujemy z Chin, a jako eksporter nie radzimy tam sobie najlepiej.

– Jeśli dziś polska firma ma ambicje być firmą regionalną, to musi mieć swój punkt widzenia na Chiny. Nawet jeśli tam nie robi interesów. Kiedyś trzeba było koniecznie być w Stanach albo w Londynie, by aspirować do miana firmy międzynarodowej. Dziś, jeśli ktoś nie rozumie Chin, to nie rozumie świata. Dlatego właśnie staram się o nich dużo czytać, korzystam z usług doradców i w końcu uznałem, że muszę tam pojechać.

Wszystkie większe polskie firmy powinny mieć rozpracowany temat chiński, wiedzieć, co tam mogą osiągnąć i co się tam dzieje. To rynek ogromny i wymagający. Trzeba naprawdę dużo zainwestować, by wyjść na swoje. Jest to zatem rynek raczej dla dużych niż dla małych. Rozpoczynając biznes w Chinach, niewielkie firmy mogą kierować się wyczuciem, intuicją, ale to będzie loteria, a nie wielki biznes.

Firma średniej czy dużej wielkości, która chce zacząć biznes w Chinach, powinna mieć szczegółowo opracowaną strategię i nie zaczynać działań na miejscu bez jej dopracowania, bez kilku misji, a być może i bez chińskiego partnera, co było do tej pory normą.

Chińskie władze prawnie wymuszały taką współpracę?

– Teraz jest już inaczej. Władze doszły do wniosku, że zagraniczni inwestorzy mogą budować własne firmy, spółki według chińskiego prawa ze 100-proc. udziałem własnym. Niemniej, ten kraj ma inną specyfikę prawną, inne zasady księgowe i kulturę biznesu, dlatego trzeba mieć doradcę, który się na tym zna. Moja firma chciałaby świadczyć taką właśnie pomoc od strony finansowej.

W tej chwili swoje przedstawicielstwa lub spółki w Chinach ma co najmniej kilka dużych polskich firm. Wszystko wskazuje na to, że będzie ich więcej. Trwają przygotowania. Świetnym przykładem przemyślanej inwestycji w Chinach jest firma Selena, która zakończyła niedaleko Szanghaju pierwszy etap inwestycji. To producent materiałów budowlanych – klejów, uszczelniaczy, pianek, który bazuje na kilku latach doświadczeń za Wielkim Murem.

Pośpiech w Chinach jest złym doradcą. Ten rynek wymaga cierpliwości, dobrego przygotowania, podjęcia rozważnej decyzji, czy stawiamy na joint venture, czy też na własną działalność, poprzedzoną biurem przedstawicielskim. Jest wielu ludzi, którzy wyjechali z Polski na placówki dyplomatyczne i już tam zostali. Polska kolonia w Chinach się rozrasta. I to dobrze, bo należy mieć kogoś, kto wytłumaczy Chiny. Trzeba znaleźć chińskich prawników, dobry chiński bank – czy to jeden z kilku największych banków ogólnokrajowych, czy też któryś z banków regionalnych. Jednym słowem, należy budować infrastrukturę do dobrej i skutecznej decyzji. Za Wielkim Murem pojawiają się również silniej niż dotychczas globalne banki zagraniczne obecne w Polsce, np. Citibank oraz HSBC Bank. Inwestują w chińskie banki, tworzą swoje oddziały, wchodzą również w bankowość detaliczną. Jak do tej pory nie ma tam żadnego polskiego banku. A szkoda.

A powinny tam wejść?

– Jeśli PKO BP jest jednym z kilku największych banków w Europie Środkowej, a Polska generuje blisko 40 proc. chińskich obrotów w handlu z naszym regionem, to proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy tam nie ma miejsca dla jakiegoś niewielkiego oddziału polskiego banku. Nawet jeśli miałoby to być wspólne przedstawicielstwo kilku instytucji. Tę lukę wypełniają banki europejskie obecne w Polsce, także te, w których sam pracowałem – Raiffeisen i DnB NORD. Każdy większy bank europejski o ambicjach regionalnych ma swoje przedstawicielstwo lub oddział w Chinach.

Nie sądzi pan, że polska gospodarka jest po prostu zapóźniona wobec Zachodu jeśli chodzi o zainteresowanie Chinami? Niemieckie czy francuskie firmy pojawiły się tam 5–10 lat przed polskimi i wycięły dla siebie najlepsze kawałki tortu.

– W jakimś sensie tak jest. Pierwszy etap rozwoju międzynarodowej gospodarki w Chinach faktycznie się zamknął. To były na ogół wielkie firmy, które traktowały Chiny jako miejsce, w którym po prostu trzeba być mimo strat, albo jako bazę dla tańszej produkcji czy też budowę udziału w wielkim rozwijającym się rynku.

Niemniej, polskie firmy też na tym etapie korzystały, jak producenci butów, odzieży, zabawek czy ozdób, którzy pod polskim brandem sprzedawali wyroby made in China. Te firmy potrafią import spiąć logistycznie, mają certyfikaty i wychodzą na swoje. Ale to margines w skali Chin. W Szanghaju jest 10 tys. Niemców i tylko kilkuset Polaków.

Rynek chiński nadal stwarza wielką okazję na biznes. Ludzie, z którymi tam rozmawiałem, byli bardzo entuzjastyczni. Jest w Polsce kilkadziesiąt dynamicznych firm prywatnych, które intensywnie eksploatują rynek chiński w sensie jego potencjału. Na razie na biznes w Chinach odważyło się tylko kilka, kilkanaście przedsiębiorstw, ale inni też mogą pójść tą drogą. Modelowym przykładem jest dla mnie właśnie Selena: najpierw przedstawicielstwo, aktywne rozpoznawanie rynku, w końcu własna fabryka za kilkadziesiąt milionów dolarów.

Jakie branże mają w Chinach największe szanse biznesowe? Kilka lat temu mówiło się o górnictwie.

– Myślę, że branża maszyn górniczych nadal stoi przed wielką szansą. Zresztą polskie firmy (Fasing, Famur, Kopex) już z niej korzystają. Polskie maszyny górnicze mają tam niezłą markę, są wysoko notowane. To przykład branży, która w Polsce jest w stagnacji, a w Chinach przeżywa boom, bo do 2020 r. planuje się tam dynamiczny wzrost wydobycia węgla kamiennego i brunatnego. Chinom potrzeba energii elektrycznej, nie tylko ropy i surowców.

Moim zdaniem, ogólnie rzecz biorąc, szansą dla polskich firm, niezależnie od branży, jest szukanie nisz produktowych i technologicznych. Wiele naszych przedsiębiorstw ma unikalne know-how, eksploatowane tylko na skalę polską. A przecież w porównaniu z Chinami to skala jednej dużej metropolii.

Przed szansą stają także firmy z branży IT. To paradoks, można wręcz zapytać, czy jest sens inwestować w branżę, która właśnie w Chinach przeżywa taką niesamowitą dynamikę rozwoju. Mimo to chiński rynek jest tak chłonny, że potrzeby pojawiają się w zasadzie na każdym obszarze. To może być automatyka przemysłowa, logistyka – może nie całe systemy zarządzania, ale jakieś elementy, części oprogramowania. To, co ważne, to wysoka jakość, dobre referencje i elastyczny system finansowania.

Wśród biznesmenów krążą legendy – wyszło nawet kilka książek – o tym, jak cwani Chińczycy oszukują zagranicznych partnerów...

– Trzeba się po prostu dobrze przygotowywać. Nie można tego robić na chybcika, ulegając modzie czy też mirażowi gigantycznego rynku. Trzeba profesjonalnie badać, planować i wdrażać, a tego nie robi się z dnia na dzień. Być może przydatny w tej sprawie byłby jakiś polski bank, który otworzyłby oddział, np. w Szanghaju. Takie przedstawicielstwo dostarczałoby bezpośredniego wsparcia. To jest moim zdaniem ewidentna luka.

A czy nie jest tak, że Chińczycy via Polska chcą wprowadzić swoje przedsiębiorstwa z Państwa Środka do Europy.

– Chiny właśnie uświadomiły sobie, że są potęgą gospodarczą, której kryzys nie powstrzymał. W efekcie zaczynają inwestować na świecie już nie tylko w surowce, ale i w przedsięwzięcia technologiczne, przemysłowe oraz finansowe. Po zakupie takich spektakularnych marek, jak Volvo musi powstać model korporacyjnego zarządzania jednostkami poza Chinami. Tamtejsze koncerny muszą okrzepnąć. To wymaga czasu.

To także duża szansa dla Polski, bo mamy duży rynek wewnętrzny i jesteśmy w Unii. Jest to największy kraj w Europie Środkowej, wytwarzający ponad 30 proc. PKB. Polska to kraj, w którym naprawdę warto coś zbudować, by stąd ruszyć dalej.

Mam nadzieję, że liczne polskie projekty infrastrukturalne – od kolei, przez porty, drogi i lotniska – które czekają na realizację, będą dla chińskich firm atrakcyjne. Jednocześnie Chińczycy muszą zrozumieć zasady prowadzenia biznesu w Europie, bo na ogół są to projekty z elementami dofinansowania z Unii. To także będzie wymuszało budowanie konsorcjów, partnerstwo. I to również jest szansa dla polskich firm, które niekoniecznie muszą ruszać do Azji, żeby czerpać zyski z chińskiego wzrostu. Spotykałem się chińskimi przedsiębiorcami i wiem, że się Polską interesują. W ciągu najbliższych miesięcy kilka dużych chińskich firm będzie aktywnie penetrować możliwości na naszym rynku.

Drugim obszarem jest technologia i telekomunikacja. W Polsce świetnie sobie radzi np. Huawei, chiński gigant telekomunikacyjny, który ma tutaj centralę na wiele krajów europejskich. Polska to naprawdę dobre miejsce, widać to po wszechobecnych urządzeniach Huawei w ofercie polskich operatorów telefonii komórkowej.

Z czasem przyjdzie też kolej na inne sektory, jak choćby motoryzację – Volvo już tu jest, a Volvo to teraz chińska firma – czy też najnowsze technologie. Chińczycy, podobnie jak inne koncerny z Azji, chcą stawiać na innowacyjność.

Przyjdzie wreszcie czas także na chińskie banki w Polsce. Na razie prawie nie są obecne w Europie Środkowej. Jedyny wyjątek to oddział Bank of China w Budapeszcie. Reasumując, bez odpowiedniej infrastruktury bankowej nie będzie dobrego i dużego polsko-chińskiego biznesu.

Zachód przez wiele lat sądził, że współpraca gospodarcza zmieni Chiny w pożądanym kierunku: liberalizacja gospodarki przyniesie liberalizację polityczną. Teraz okazuje się, że kraj rozwija się błyskawicznie bez większych zmian w systemie władzy. Może to zatem Chiny zmienią Zachód?

– Moim zdaniem długo jeszcze potrwa, nim staną się pierwszą gospodarką świata, co jest niezbędnym warunkiem, by wywierać wpływ porównywalny do USA Ze Stanami zrównają się nieprędko – w 2040–50 r. Ameryka odrodzi się z kryzysu i trudniej ją będzie dogonić. W ostatnich 25 latach Chiny wybiły się na światową potęgę. Społeczeństwo chińskie, wprawdzie nierównomiernie, ale znacząco się bogaci. I to powinniśmy docenić. Pojawia się oczywiście pytanie, czy można to było zrobić innymi metodami, bliższymi Europejczykom. Zagłębiwszy się w specyfikę i historię Chin, nabieram przekonania, że byłoby to bardzo trudne. Często ulegamy pokusie, by własne miary, poglądy i wartości aplikować do analizy zgoła odmiennych kultur i cywilizacji. Chiny są ludnościowo sześć razy większe od USA. Terytorium Chin jest wielkości Europy. Od Lizbony po Ural. Z powodu tego ogromu i wewnętrznych komplikacji, nigdy nie kopiowały świata, lecz zawsze starały się iść własną drogą.

Jednak ostatnie sukcesy Chiny zasadzają się właśnie na tym, że zaczęto kopiować i naśladować wzory z zagranicy.

– Azjatycki styl rozwoju polegał najpierw na kopiowaniu, a potem na dodawaniu nowej wartości przy efektywnym zarządzaniu kosztami. I tu pojawia się pytanie, czy Chiny będą tego w stanie dokonać. Zapewne tak, bo już w tej chwili mają ogromne – największe na świecie – nakłady na szkolnictwo, badania i rozwój.

Świat będzie bezpieczniejszy i pewniejszy, jeśli zrozumie Chiny i będzie się starał chińską specyfikę zaakceptować. W interesie wszystkich jest współpraca. Polska ma w tym procesie rolę niszowego gracza, a taki gracz nie może tracić nadarzających się okazji. A one właśnie się pojawiają…

Rozmawiał Konrad Godlewski

Nasz rozmówca:
Z wykształcenia prawnik, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego, z zawodu – finansista i menedżer. Posiada tytuł MBA. Studiował w szkołach menedżerskich w Edynburgu (EUMS) i Barcelonie (IESE). W latach 2004–2009 był prezesem banków NORD/LB Polska SA oraz DnB NORD Polska SA. Między 1997 a 2004 r. zasiadał w zarządzie Raiffeisen Bank Polska SA, w tym ostatnie trzy lata jako wiceprezes. Wcześniej pracował w Grupie Raiffeisen, odpowiadając za budowę i zarządzanie funduszami inwestycyjnymi. Obecnie prowadzi firmę finansową Dąbrowski Finance Sp. z o.o. , dzięki której – jak zdradził „Miesięcznikowi Finansowemu BANK” – może wreszcie realizować swoje stare pasje biznesowe, takie jak np. Chiny.

Więcej w miesięczniku finansowym BANK

Zaprenumeruj BANK






Komentarze do artykułu
Polskie banki powinny wejść do Chin Autor: ~chiny   2010-06-11 06:53
Zamkneli z duza strata rok w banku. Teraz licza ze ktos im bedzie fundowal wakacje do chin. Jarku skad ten optymizm po takiej wtopie w bankowosci. Chyba ekspansja niektorym moze wyjsc bokiem. Kazd (..)
Made in China to chłam! Autor: ~anty-china   2010-04-30 10:18
Wszystko się rozwala po 4 tygodniach użytkowania. Chiny mają swoje pięć minut, bo są tani, ale w presji nie zrobisz dobrego produktu. Ludzie w końcu przestaną kupować ten chłam, chyba, że Chińczycy pr (..)
Polskie banki powinny wejść do Chin Autor: ~piotr   2010-04-30 09:49
no wszystko to pięknie właśnie wróciłem z chin i rzeczywiście potencjał tam jest ogromny, znależć niszę to jest pytanie podstawowe, próbuję importować różne rzeczy z chin i potwierdzam że trzeba być m (..)