Spekulacje na walutach, niewłaściwa polityka pieniężna i – co się z tym wiąże – kryzysy walutowe najczęściej uderzają w najmniej winnych, w klasę średnią –tłumaczył w rozmowie z Reutersem Villy Bergstrom, zastępca szefa banku centralnego Szwecji. Z tego też względu skandynawski bankier zasugerował, że bardzo poważnie powinno się przemyśleć kwestię wprowadzenia “Podatku Tobina”.
Pomysł
Podatek wymyślony w latach sześćdziesiątych przez Jamesa Tobina ma bowiem co najmniej dwie dość istotne zalety. Z jednej strony osłabia kapitał spekulacyjny prowadzący dużą ilość transakcji walutowych. Ograniczając rentowność operacji "FX", podatek Tobina miałby m.in. utrudniać ataki na waluty poszczególnych krajów (takich ataków doświadczyły np. Meksyk, Tajlandia czy też Korea Południowa). Z drugiej strony wpływy z poboru tego podatku miałyby być wykorzystywane przez społeczność międzynarodową na rozwój krajów Trzeciego Świata. W tym względzie szczególnie interesująca jest baza wykorzystywana do naliczania podatku – cały światowy obrót Foreign Exchange, który wynosi obecnie około 450 bilionów dolarów rocznie.
Globalne zalety “Podatku Tobina” niosą jednak ze sobą równie ogólnoświatowe problemy. Mniej trudności nastręczałaby sama technika poboru takiej daniny, choć i z tym trzeba by się uporać. Większych obaw należy się jednak spodziewać ze strony świata wielkiej polityki. Pomyślany jako umowa międzynarodowa, “Podatek Tobina” musiałby uzyskać akceptację międzynarodową. A to, nawet zdaniem samego Jamesa Tobina, jest mało prawdopodobne. Szczególnie dużego oporu można się spodziewać przede wszystkim ze strony Stanów Zjednoczonych. Jako największy udziałowiec międzynarodowego handlu walutą, Amerykanie traktują “Podatek Tobina” jako sposób finansowania biednych na ich głownie koszt. W rzeczywistości więc los projektu może być bardzo podobny do tego, co spotkało Protokół z Kyoto, dotyczący ograniczania emisji gazów cieplarnianych. Amerykanie go nie podpisali, dopiero ostatnio zgłosili własne propozycje.
Modyfikatorzy
Z tego względu przychylni Tobinowi ekonomiści coraz częściej zastanawiają się nad istotną modyfikacją tego projektu. Z jednej strony te modyfikacje mają na celu usprawnienie koncepcji z technicznego punktu widzenia, a z drugiej – uatrakcyjnienie projektu dla najbardziej opornych. Kanadyjski ekonomista Rodney Smith zaproponował więc, aby nie rozliczać podatku poprzez rynki, ale za pośrednictwem narodowych instytucji rozliczających transakcje handlu walutą. Izby rozliczeniowe tak czy owak pobierają prowizję. “Podatek Tobina” miałby więc wyłącznie znaczenie ilościowe, a nie jakościowe. Takie rozwiązanie w istotny sposób ułatwiałoby również techniczne wprowadzenie podatku – zależałoby ono wyłącznie od władz narodowych i nie wymagałoby umów międzynarodowych.
Podobna w charakterze jest propozycja Paul-Bernd Spahn`a. Zgodnie z pomysłem tego niemieckiego ekonomisty, “Podatek Tobina” miałby ograniczone pole działania. Naliczany byłby wyłącznie na tych walutach i na tych rynkach, które padły ofiarą ataku kapitału spekulacyjnego. Tak więc ustalane byłyby widełki wahań danej waluty, po przekroczeniu których transakcje obłożone byłyby podatkiem. Wadą takiego rozwiązanie jest spore obciążenie tzw. ryzykiem moralnym. Korzyści z wpływów podatkowych, których beneficjentami byliby najbiedniejsi, bezpośrednio wiązałoby się z zachwianiem, a czasem nawet załamaniem systemu walutowego innego kraju, najprawdopodobniej również rozwijającego się.
Jakkolwiek by jednak nie oceniać przedstawionych powyżej propozycji, istotne staje się to, że coraz więcej ekonomistów poważnie rozmawia na temat “Podatku Tobina” i praktycznych aspektów jego wprowadzenia w życie. Obserwując coraz powszechniejsze odchodzenie zarówno świata polityki jak i biznesu od modnych w latach 90-tych doktryn neoliberalnych tworzonych przez Szkołę Chicagowską, można przewidywać, że “Podatek Tobina” (w jakiejś formie) nie będzie w najbliższych latach bez szans.
James Tobin, amerykański ekonomista, laureat nagrody Nobla z 1981 roku, projekt podatku od obrotów na rynkach walutowych stworzył mając 27 lat. Zgodnie z tym pomysłem, wszystkie transakcje walutowe objęte byłyby 1 proc. podatkiem (w dzisiejszych warunkach byłoby to około 4,5 bilionów dolarów, czyli około 15 proc. światowego przychodu brutto), co miało być jednym z narzędzi stabilizujących światowy system walutowy. Pomysł na wiele lat zapomniany, ponownie odkryty został w połowie lat 90-tych przez ekspertów United Nations Development Program.
Filip Kowalik































































