REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Piotr Kuczyński: Silny złoty wykończy polski eksport

2009-04-16 07:00
publikacja
2009-04-16 07:00
Dodaj Bankier.pl w Google
Eksporterzy oraz dziesiątki tysięcy ludzi pracujących w spółkach motoryzacyjnych czy spożywczych, które sprzedają swoje produkty za granicę, z niepokojem obserwują umacnianie się złotego.

Tylko we wtorek na wieść o tym, że Polska będzie miała otwartą linię kredytową z Międzynarodowego Funduszu Walutowego na około 20 miliardów dolarów, złoty umocnił się prawie o 3 procenty. Dziś nasza waluta również kontynuowała wzrosty. Za euro trzeba płacić było 4,25, czyli tyle, ile pod koniec ubiegłego roku. Dla eksporterów coraz bliższe staje się widmo euro poniżej 4 zł. A to może oznaczać koniec opłacalności eksportu w wielu branżach.

Już od dawna twierdzi się, że kurs euro w okolicach 4 zł jest kursem równowagi. Nie ma jednak żadnej gwarancji, że na tej granicy się zatrzyma i nie będzie już dalej umacniał.

Jeśli dobre nastroje na giełdach będą się utrzymywały do jesieni, zaś rząd w ciągu 12 miesięcy wprowadzi nas do ERM2, czyli przedsionka strefy euro, to już za rok możemy znowu zobaczyć euro po 3,20 zł. To z kolei może pogrążyć wielu eksporterów, którzy w styczniu i lutym zaczęli powoli odbijać się od dna. Zwiększali pakiet zamówień, produkcję i obroty, a niektórzy nawet zatrudniali ludzi.

Przy mocnym złotym znów zaczną tracić odbiorców na Zachodzie, bo unijny klient dotknięty recesją szuka dziś tanich towarów. Przestanie kupować produkty z Polski, jeśli ich cena wzrośnie o 20-30 procent. Efektem spadku eksportu będą wzrost bezrobocia oraz spadek PKB, choć nie tak mocny, bo nasz eksport wypracowuje około 30 procent PKB.

Co muszą teraz zrobić eksporterzy? Powinni przestać krzywo patrzeć na opcje walutowe i zacząć się zabezpieczać przed ryzykiem kursowym. Opcje nie są diabelskim wynalazkiem wtedy, jeśli zabezpiecza się realne wpływy z eksportu, a nie próbuje wypracować dodatkowe zyski, zabawiając się w spekulanta walutowego.

Warto też podkreślić, że chociaż eksport i import w okresie styczeń - luty wyrażony w złotych spadł nieznacznie, to już liczony w walutach zanurkował o blisko 30 procent. Pokazuje to, jaka jest skala spowolnienia gospodarki w całej Unii, bo tak znaczny spadek importu sygnalizuje nie tylko zmniejszenie się popytu konsumenckiego, lecz także inwestycyjnego. A to gospodarce źle wróży na przyszłość. Jak widać, osiągnięcie, jakim jest wzmocnienie złotego, nie musi pomóc w wyjściu z kryzysu.

Polska może nigdy nie skorzystać z linii kredytowej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jednak samo jej przyznanie znakomicie spełnia zadanie odstraszania spekulantów, którzy grali na osłabienie złotego. Można więc prognozować, że nasza waluta będzie się jeszcze umacniać. Gdyby rząd rzeczywiście postanowił wprowadzić złotego do ERM2 jeszcze przed wakacjami, to proces umacniania naszej waluty uległby znacznemu przyśpieszeniu. Polscy eksporterzy są i będą więc w trudnej sytuacji, dopóki polski rząd nie przyjmie euro.

Piotr Kuczyński

/ Polska
Źródło:
Tematy

Komentarze (50)

dodaj komentarz
~Wlodek
Nareszcie panie Kuczynski przyszedl pan po rozum do glowy.
~moki
A co wykończyło WGI - bo kasa zniknęła?
Tylko pytam panie "analityku".
~Egon
Wyglada ,że plan jest taki :
20 kwietnia w poniedziałek narada w NBP ,gdzie zapadnie prawidłowa decyzja o dodruku złotowek.
Wtedy giełdy i złoty w dół a waluty w górę .
Już jutro powinny być widoczne znaki wyprzedzajace :)
~wojtek
To prawda, ale do tego jeszcze daleko panie K. Natomiast prawdą jest ze wahania zlotowki 10-15gr dziennie są abslolutnie nie do przyjecia.
~Krys
złoty zleciał na ryj, a eksport spadł o 25 procent. To jakie korzyści z tego osłabienia? Jak nie ma odbiorców to i tani złoty nie pomoże.
~Barto
Zgadzam się w większości z przedmówcami. Nie wiem czemu mają służyć podobne stwierdzenia, bo to już można wyczytać w podręcznikach do Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych. Więc może zamiast myśleć, co by tu zrobić, żeby osłabić PLN, żeby export był bardziej opłacalny, może warto pomyśleć, co powinni zrobić eksporterzy, żeby być Zgadzam się w większości z przedmówcami. Nie wiem czemu mają służyć podobne stwierdzenia, bo to już można wyczytać w podręcznikach do Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych. Więc może zamiast myśleć, co by tu zrobić, żeby osłabić PLN, żeby export był bardziej opłacalny, może warto pomyśleć, co powinni zrobić eksporterzy, żeby być w czasach silnej złotówki konkurencyjni na rodzimym rynku? Poza tym niedługo problem zniknie, a euro jest na tyle silne, że nie będą mieli się czym martwić w ciągu najbliższych kilku lat po wejściu do strefy euro - no może z wyjątkiem większych kosztów:D - bo trudno przewidzieć, która branża najbardziej będzie chciała skorzystać na tym i podniesie marże. Jeśli wszystkie, to dostanie po tyłku tylko konsument - płace na pewno nie wzrosną proporcjonalnie do cen.
~Icek
Ten człowiek chce zgarnąć pieniądze za swoje wypociny, a ponieważ nie ma żadnej swojej koncepcji to kracze jak wszystkie wrony.On tyko wie, że byle produkt można kupić tylko za pół darmo.
~Marek
Trochę się z autorem nie zgadzam. Fakt, że medialne to to jest, bo im więcej paniki takimi bzdetami się sieje, tym lepiej to się sprzedaje. Zgadzam się z innymi forumowiczami - jak euro drogie, to płacz nad importem, jak tanie, to dobijanie eksportu. Chciałbym kiedyś dożyć chwili, kiedy taki teoretyk podałby wniosek rodzaju "tak Trochę się z autorem nie zgadzam. Fakt, że medialne to to jest, bo im więcej paniki takimi bzdetami się sieje, tym lepiej to się sprzedaje. Zgadzam się z innymi forumowiczami - jak euro drogie, to płacz nad importem, jak tanie, to dobijanie eksportu. Chciałbym kiedyś dożyć chwili, kiedy taki teoretyk podałby wniosek rodzaju "tak źle, tak niedobrze, ale moim zdaniem taki a taki poziom byłby najlepszy dla obu stron ponieważ...". Na forum publicznym nie używałbym sformułowania "3 procenty" bo to ortografia na poziomie podstawówki, a jeśli chodzi o ekonomię, to zastanawia mnie w jaki sposób autor uzasadni, że po wejściu do korytarza ERM2 kurs EUR/PLN miałby spaść do 3,20 ? Przecież wtedy cała strefa euro ma obowiązek utrzymywania kursu złotówki w euro w widełkach +/- 2% (w uzasadnionych przypadkach +15%/-2%, ale to już dłuższy wywód), zakładając, że do wakacji euro osiągnęłoby cenę 4 zł i taki przyjęto by kurs konwersji, to przedział dopuszczalnych wahań broniony przez wszystkie państwa strefy euro wyniósłby 3,9216-4,0816. Może trochę za dużo tego straszenia ? Skoro euro zupełnie niedawno kosztowało 3,50 i eksporterzy nie kwiczeli, to może nie tylko kurs jest problemem ? Eksport będzie się miał dobrze przy każdym kursie, jeśli tylko zbyt na dobra będzie, a to właśnie rynek odbiorców, bez względu na kraj i walutę, uległ załamaniu. Na koniec - słowa "opcje" nie używałbym publicznie dla własnego dobra :). Wtajemniczeni wiedzą, że to nie produkt był problemem, tylko sposób jego wykorzystania, ale u zwykłego człowieka może to powodować wystąpienie wysypki i gorączki, a mediom szukającym sensacji w to graj :) ...
~Cox
No i co z tego ,ze wykończy. Niech wykończy ,skałdowa ceny produktu to nie jest tylko kurs waluty. Skoro ktos opiera funkcjonowanie zakładu o ceny waltu to niech lepiej odrazu zacznie grac w ruletkę albo inne gry losowe. Sa inne sposoby zwiększania rentowności produkcji...
~tomili jones
mam to gdzies ze sie umacnia lub traci na wartosci !!
JA CHCE ABY PRZESTAŁ SKAKAC , jak kobieta przed okresem, w exporcie nic nie mozna planowac !!

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki