2009-10-02 06:00 Źródło: Gazeta Ubezpieczeniowa
Pierwsze symptomy?
Lektura amerykańskich publikacji makroekonomicznych z przełomu sierpnia i września br. skłania do podtrzymania tezy, że tegoroczna jesień może w końcu przyniesie pierwsze symptomy wychodzenia z kryzysowej sytuacji.
Jeszcze w ostatnim dniu sierpnia opublikowano indeks wydajności przemysłowej w rejonie Chicago. Ostatnie prognozy sygnalizowały wzrost do poziomu 47,4 pkt, a odnotowano wzrost z 43,4 do 50,0 pkt. Reakcja rynków dość zaskakująca. Po pierwsze, na koniec sierpnia spadek kursu dolara względem euro o 0,3% do poziomu 1,4343 dol. Z kolei główny indeks giełdy nowojorskiej, czyli DJIA, pożegnał się z poziomem 9500 punktów, lądując nieznacznie poniżej wspomnianej bariery. Zapewne gdyby wskaźnik PMI Chicago wyniósł powyżej 50,0 pkt, to ocena byłaby jednoznaczna i mogłyby pojawić się sugestie, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Wobec powyższego należy poczekać na dalsze istotne sygnały docierające z amerykańskiej gospodarki. Interpretacja wspomnianego indeksu informuje, że jeśli wynosi powyżej 50 pkt, to mamy rozwój gospodarczy, a jeśli znajduje się poniżej tego poziomu, to jest to oznaka recesji. Wynik na poziomie 50 pkt o niczym nie przesądza, ale zawsze to lepiej, niż miałby wynosić poniżej tej bariery.
Następnego dnia, czyli 1 września, opublikowano sierpniowy indeks ISM dla przemysłu. W tym przypadku odczyt wynoszący 52,9 pkt był również lepszy od prognoz, gdzie najczęściej wymieniano poziom 50,5 pkt, wobec 48,9 pkt przy odczycie miesiąc wcześniej. Z kolei lipcowa sprzedaż domów w budowie w ujęciu miesiąc do miesiąca była gorsza od danych czerwcowych, ale ponad dwukrotnie większa od prognoz. Rynek uznał dane za ciekawe. To z kolei doprowadziło do umocnienia dolara względem euro do poziomu 1,4177 dol. A ponieważ rynek akcji nie przepada za drożejącą walutą amerykańską, to indeks DJIA w pierwszym dniu września poleciał na poziom 9310,6 pkt.
Jeszcze bardziej zaskakujące były reakcje na publikacje z 2 września. Najpierw inwestorzy mieli okazję poznać raport ADP na temat sytuacji na sierpniowym rynku pracy. Sektor prywatny według prognoz miał stracić 223 000 miejsc pracy, ale okazało się, że spadek był nieco mniejszy od prognoz i wyniósł 216 000 miejsc pracy. Niewiele z kolei pomogły publikacje dotyczące wydajności produkcyjnej czy zamówień przemysłu. W sierpniu amerykański przemysł zamówił +1,3%, czyli nieco mniej, niż sygnalizowały prognozy wynoszące 2,0%, ale i tak było to więcej niż w lipcu br. Efekt dzienny przekazanych raportów przyniósł osłabienie dolara względem euro do poziomu 1,4273 dol., ale z kolei indeks DJIA „zszedł” do poziomu 9280,7 pkt. Ażeby było jeszcze ciekawiej, to czwartkowe i piątkowe publikacje przed amerykańskim długim weekendem nie nosiły już znamion poprawy koniunktury.
W tym miejscu należy wymienić najwyższą od 25 lat stopę bezrobocia. Prognozy dla sierpnia sygnalizowały 9,5%, a okazało się, że stopa bezrobocia wyniosła 9,7%. Nie przeszkodziło to jednak poprawie notowań na amerykańskiej giełdzie akcji. DJIA miał bardzo udaną końcówkę tygodnia, wracając na poziom 9441 pkt, po drodze rozprawiając się z poziomem o 100 punktów niższym. Taki układ był możliwy dzięki ponownie taniejącemu dolarowi względem wspólnej waluty europejskiej. I teraz nie tylko w USA mają dylemat. Cieszą się z poprawy na rynku nieruchomości oraz w przemyśle, ale jednocześnie martwią się pogorszeniem sytuacji na rynku pracy. DJIA próbuje wrócić w okolice poziomu 9500 pkt, czyli 3000 pkt więcej niż na początku marca br., kiedy notował minimalne poziomy w okresie ostatnich 12 miesięcy. Być może droga będzie łatwiejsza, jeśli największe spółki pod względem wartości rynkowej będą zwiększały swoje zyski, a poprzez to akcjonariusze będą oczekiwali wyższych dywidend. Aktualny div yield wynosi zaledwie 2,83% i jest mniejszy od rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji rządowych. A dopóki ten parametr nie będzie wyższy od 3,34% (notowanie z 4 września 2009 r.), to wszelkie poprawy koniunktury giełdowej mogą okazać się nieudane. Wystarczy popatrzeć na ostatnie dywidendy przypadające na spółki wchodzące w skład indeksu. W październiku 2008 r. było to 78,27 dol., w styczniu br. 79,15 dol., na początku kwietnia 2009 r. 73,53 dol., na początku lipca 2009 r. 66,68 dol. A ile będzie na początku października? Oby nie mniej niż 77–79 dol. Jeśli div yield przewyższy poziom rentowności 10-letnich obligacji, wtedy będzie kolejny symptom wychodzenia amerykańskiej gospodarki z kryzysu.
Andrzej Filipek
Jeszcze w ostatnim dniu sierpnia opublikowano indeks wydajności przemysłowej w rejonie Chicago. Ostatnie prognozy sygnalizowały wzrost do poziomu 47,4 pkt, a odnotowano wzrost z 43,4 do 50,0 pkt. Reakcja rynków dość zaskakująca. Po pierwsze, na koniec sierpnia spadek kursu dolara względem euro o 0,3% do poziomu 1,4343 dol. Z kolei główny indeks giełdy nowojorskiej, czyli DJIA, pożegnał się z poziomem 9500 punktów, lądując nieznacznie poniżej wspomnianej bariery. Zapewne gdyby wskaźnik PMI Chicago wyniósł powyżej 50,0 pkt, to ocena byłaby jednoznaczna i mogłyby pojawić się sugestie, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Wobec powyższego należy poczekać na dalsze istotne sygnały docierające z amerykańskiej gospodarki. Interpretacja wspomnianego indeksu informuje, że jeśli wynosi powyżej 50 pkt, to mamy rozwój gospodarczy, a jeśli znajduje się poniżej tego poziomu, to jest to oznaka recesji. Wynik na poziomie 50 pkt o niczym nie przesądza, ale zawsze to lepiej, niż miałby wynosić poniżej tej bariery.
Następnego dnia, czyli 1 września, opublikowano sierpniowy indeks ISM dla przemysłu. W tym przypadku odczyt wynoszący 52,9 pkt był również lepszy od prognoz, gdzie najczęściej wymieniano poziom 50,5 pkt, wobec 48,9 pkt przy odczycie miesiąc wcześniej. Z kolei lipcowa sprzedaż domów w budowie w ujęciu miesiąc do miesiąca była gorsza od danych czerwcowych, ale ponad dwukrotnie większa od prognoz. Rynek uznał dane za ciekawe. To z kolei doprowadziło do umocnienia dolara względem euro do poziomu 1,4177 dol. A ponieważ rynek akcji nie przepada za drożejącą walutą amerykańską, to indeks DJIA w pierwszym dniu września poleciał na poziom 9310,6 pkt.
Jeszcze bardziej zaskakujące były reakcje na publikacje z 2 września. Najpierw inwestorzy mieli okazję poznać raport ADP na temat sytuacji na sierpniowym rynku pracy. Sektor prywatny według prognoz miał stracić 223 000 miejsc pracy, ale okazało się, że spadek był nieco mniejszy od prognoz i wyniósł 216 000 miejsc pracy. Niewiele z kolei pomogły publikacje dotyczące wydajności produkcyjnej czy zamówień przemysłu. W sierpniu amerykański przemysł zamówił +1,3%, czyli nieco mniej, niż sygnalizowały prognozy wynoszące 2,0%, ale i tak było to więcej niż w lipcu br. Efekt dzienny przekazanych raportów przyniósł osłabienie dolara względem euro do poziomu 1,4273 dol., ale z kolei indeks DJIA „zszedł” do poziomu 9280,7 pkt. Ażeby było jeszcze ciekawiej, to czwartkowe i piątkowe publikacje przed amerykańskim długim weekendem nie nosiły już znamion poprawy koniunktury.
W tym miejscu należy wymienić najwyższą od 25 lat stopę bezrobocia. Prognozy dla sierpnia sygnalizowały 9,5%, a okazało się, że stopa bezrobocia wyniosła 9,7%. Nie przeszkodziło to jednak poprawie notowań na amerykańskiej giełdzie akcji. DJIA miał bardzo udaną końcówkę tygodnia, wracając na poziom 9441 pkt, po drodze rozprawiając się z poziomem o 100 punktów niższym. Taki układ był możliwy dzięki ponownie taniejącemu dolarowi względem wspólnej waluty europejskiej. I teraz nie tylko w USA mają dylemat. Cieszą się z poprawy na rynku nieruchomości oraz w przemyśle, ale jednocześnie martwią się pogorszeniem sytuacji na rynku pracy. DJIA próbuje wrócić w okolice poziomu 9500 pkt, czyli 3000 pkt więcej niż na początku marca br., kiedy notował minimalne poziomy w okresie ostatnich 12 miesięcy. Być może droga będzie łatwiejsza, jeśli największe spółki pod względem wartości rynkowej będą zwiększały swoje zyski, a poprzez to akcjonariusze będą oczekiwali wyższych dywidend. Aktualny div yield wynosi zaledwie 2,83% i jest mniejszy od rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji rządowych. A dopóki ten parametr nie będzie wyższy od 3,34% (notowanie z 4 września 2009 r.), to wszelkie poprawy koniunktury giełdowej mogą okazać się nieudane. Wystarczy popatrzeć na ostatnie dywidendy przypadające na spółki wchodzące w skład indeksu. W październiku 2008 r. było to 78,27 dol., w styczniu br. 79,15 dol., na początku kwietnia 2009 r. 73,53 dol., na początku lipca 2009 r. 66,68 dol. A ile będzie na początku października? Oby nie mniej niż 77–79 dol. Jeśli div yield przewyższy poziom rentowności 10-letnich obligacji, wtedy będzie kolejny symptom wychodzenia amerykańskiej gospodarki z kryzysu. Andrzej Filipek
- Pierwsze symptomy? Autor: ~Marcin jarmużek 2009-10-02 12:59
- Jak pokazują ostatnie dane makro to optymizm jednak był przedwczesny...
- Re: Pierwsze symptomy? Autor: ~Paul Splinter 2009-10-02 13:07
- kryzys dopiero nadchodzi.... pracuje w firmie zajmującej się produkcją części do samochodów koncernu z USA, na początku roku w jednej z fabryk w środkowej Polsce zwolniono ok 300 osób na 2000 prac., d (..)
- Re: Pierwsze symptomy? Autor: ~kk 2009-10-02 12:12
- Dnia 2009-10-02 o godz. 12:04 ~hjgkjgjg napisał(a): > bo teraz przyjma po nizszych stawkach, kryzys.... dokładnie, tak się teraz praktykuje, zwalnia się pracowników i "za chwilę" ich pr (..)
- Re: Pierwsze symptomy? Autor: ~hjgkjgjg 2009-10-02 12:04
- bo teraz przyjma po nizszych stawkach, kryzys....
- Re: Pierwsze symptomy? Autor: ~new 2009-10-02 09:35
- we Wrocławiu kilka koncernów na gwałt szuka ludzi do roboty których wcześniej na gwałt zwalniali - po co?
- Pierwsze symptomy? Autor: ~michal_UPR 2009-10-02 09:29
- rozdawanie kasy za graty to jest ten sukces. Ciekawe jak doplaty sie skoncza haha ludzie przestancie juz klamac o tym koncu kryzysu - najgorsze [przed nami jak to wszystko NAPRAWDE pierdolnie wyjd (..)
- Pierwsze symptomy? Autor: ~jkgdljflkgjdlfkj 2009-10-02 08:28
- Drgnęło??? co ? |Inflacja??? Brak przemysłu, brak poprawy sytuacji gospodarczej. Drukowanie pieniędzy i propaganda , to jest ich sukces??



Dodaj komentarz