Zarabiaj z nami | Logowanie | Newsletter | Forum | Blogi | Konkurs

2009-12-22 06:00 Źródło: Malwina Wrotniak - Bankier.pl

Malwina Wrotniak - Bankier.pl

Pierwsze amerykańskie miasto chce żyć powoli - świat zwalnia tempo?


Sonoma Valley, niewielkie kalifornijskie miasteczko, dołączyło w listopadzie tego roku do prestiżowej Sieci Miast Cittaslow promujących życie w zwolnionym tempie. Wcześniej nie udało się to żadnemu miastu położonemu w Stanach Zjednoczonych - w kraju, gdzie tempo życia należy do najszybszych na świecie. Znamienne?

Ponad sto „powolnych miast”

Sonoma nie kusi najnowszą architekturą, ni najlepszymi markami sklepów. Zamiast tego zachęca do zwiedzania lokalnych winnic na rowerze lub segwayu, słuchania koncertów jazzowych, kontemplowania uroczych dzieł sztuki miejscowych rzemieślników. Podobnie w około 120 innych miastach należących do Cittaslow, bo aż do takich rozmiarów rozrosła się ta sieć, o kilkuletniej dopiero tradycji. Zdecydowanie najwięcej z nich (niespełna 70) znajduje się we Włoszech. Na wyróżnienie zasługuje malowniczo położone Orvieto, będące nota bene siedzibą ruchu „Slow Cities”.


fot. Cittaslow.net
Między innymi dzięki popularności idei wewnątrz kraju, Italia osiągnęła w liczbie „powolnych miast” wynik znakomity. Tymczasem kraje takie jak Szwecja, Holandia, Szwajcaria, Dania czy Kanada mają ledwie po jednym mieście z tytułem „Slow”. Gwoli ścisłości, należałoby powiedzieć – miasteczku, nie mieście, bowiem aby do Sieci należeć mogły małe, urocze miasteczka kandydaci muszą przede wszystkim… spełnić kryterium miasteczek. I tak: ze świecą szukać w Cittaslow miejscowości liczebniejszej niż 50 tys. mieszkańców, pozbawionej zabytków, charakterystycznej lokalnej kuchni, potraw czy rzemiosła. I warunek dodatkowy - konieczność spełnienia wcześniej wspomnianych 55 punktów manifestu Cittaslow. Nie jest łatwo, choć podobno warto. W idealnych „powolnych miasteczkach” ograniczony jest ruch dla samochodów, nie ma barów typu fast-food, co więcej – nie ma też supermarketów. Z łatwością za to po mieście poruszają się niepełnosprawni, docenia się tam i kultywuje lokalną tradycję, a każdy mieszkaniec wie, że śmieci należy segregować. Udaje się to nie tylko w Europie, bowiem „powolne” są również miasta w Nowej Zelandii, Korei Południowej, czy Australii.


Jak wiadomo, Polacy nie gęsi, i też swoją małą sieć Cittaslow mają. Jak na razie tylko na Warmii i Mazurach, gdzie do ogólnoświatowego ruchu włączono Reszel, Bisztynek, Lidzbark Warmiński i Biskupiec.

Wszystko wolniej

Cittaslow to tylko jeden z elementów szerszej akcji Slow Movement, promującej życie w zwolnionym tempie. „Slow Movement jest odpowiedzią na chroniczny brak czasu, na który wszyscy cierpimy” – piszą autorzy idei na swojej stronie internetowej. Zwolennicy życia powoli z rozrzewnieniem wspominają czasy, gdy życie było znacznie prostsze, a więzi międzyludzkie silniejsze. Królowały inne wartości, a rodzinne życie skupiało się wokół domowych obowiązków.

Zaczęło się od jedzenia. W latach 80. ubiegłego stulecia, w Rzymie stanąć miał McDonald`s. Przeciwnicy tej decyzji, w tym Carlo Petrini, powołali do życia ruch Slow Food, zachęcając do zdrowego odżywiania się – do konsumowania naturalnej żywności bez pośpiechu, z większą dbałością o swoje zdrowie. Od tego czasu inicjatywa dotarła do niemal 50 krajów, zrzeszając tysiące osób.

Ci, którym idea życia powoli jest bliska, lecz na co dzień przychodzi z trudem, starają się zwalniać tempo choćby na wakacjach. „Slow travelling” zakłada, by podczas zwiedzania nowych miejsc, przybliżać się do nich i do lokalnej społeczności. Na powolnych wakacjach mieszkają blisko natury, z niecodzienną przyjemnością oddając się codziennym czynnościom.

W trybie powolnym toczą się nie tylko przyjemności, ale i obowiązki. Powolne są bowiem i szkoły (Slow school). Nie znaczy to jednak, że tamtejszym uczniom przyswajanie wiedzy przychodzi trudniej. Tę wiedzę po prostu podaje się w inny sposób – nauczyciele i wychowawcy są zaangażowani w rozwój dzieci, ze szczególnym naciskiem na budowanie świadomości ekologicznego, zrównoważonego rozwoju.

Zwolennicy „powolnych pieniędzy” (slow money) będą pytali nas: „A co, gdyby tak 50 proc. naszych środków inwestować w dobra, oddalone od nas o nie więcej niż 50 kilometrów?”. Praktykujący „powolne rodzicielstwo” (slow parenting) przekonają, że zamiast wypełniać dziecku grafik zajęć od rana do wieczora, warto pozwolić mu poznawać świat w indywidualnym tempie. Fani powolnego czytelnictwa, sztuki czy seksu (slow books/art/sex) powołają się na własne teorie. Bez względu na to czy trafimy do „powolnych miast”, czy do mniejszych społeczności, w których hołduje się ruchowi „Slow”, zastaniemy inną rzeczywistość. Może śmieszną, może egzotyczną. Czy lepszą? Na pewno wolniejszą. I prostszą – prostota to bowiem podstawa ruchu ze ślimakiem w logo.

P.S. Czy fakt dołączenia pierwszej amerykańskiej miejscowości do ruchu „powolnych miast” zwiastuje większą zmianę? Wątpliwe. Dołączenie do sieci Cittaslow jest często jednym z wielu pomysłów na promocję lokalnych uroków. Trudno nie przyznać jednak, że tak jak przyroda potrzebuje równowagi, tak i tu, zwrot pod prąd jest cenną odmianą.

Malwina Wrotniak, Bankier.pl

Zobacz też:
» Slow money, czyli powrót inwestorów do korzeni
» Tam mieszkam - autorski cykl Bankier.pl o Polakach zagranicą
» Z Bankier.pl po produkt finansowy dla siebie





Komentarze do artykułu
Pierwsze amerykańskie miasto chce żyć powoli - świat zwalnia tempo? Autor: ~gordonek   2009-12-22 18:57
nie za bardzo prawda z tymi kryteriami citaslow. Jestem z Biskupca na Warmii, który należy do tej sieci i właśnie zbudowali Tesco, są też budki z fast foodem, a ułatwień dla inwalidów ze świecą szukać (..)
Pierwsze amerykańskie miasto chce żyć powoli - świat zwalnia tempo? Autor: ~ponury   2009-12-22 12:51
zwiedzanie na segwayu? hehe jakie to amerykanskie i zgodne z "natura", to juz piechota za ciezko? przypomina mi to cepelie i na robienie czegos na sile, i ten caly manifest, sa male miasta (..)
Pierwsze amerykańskie miasto chce żyć powoli - świat zwalnia tempo? Autor: infinum   2009-12-22 12:01
Jeśli tylko faktycznie mieszkańcy tych miast są zadowoleni, że mogą żyć wolniej, to uważam że jest to bardzo fajna idea. Podstawą zawsze powinien być wolny wybór jednostek, a nie polityka odgórnie na (..)
Różnice Autor: ~obserwator   2009-12-22 08:29
Znamienne - południe Europy no najwięksi leniwce, brakuje mi tu miast z Grecji, a w USA rządzi kasa, więc nie dziwi, że to dopiero pierwsze miasteczko.