Zmasowana wyprzedaż akcji europejskich banków sprawiła, że główne indeksy na Starym Kontynencie spadły o ponad 5%. Panika na Zachodzie nie pozostawiła wyboru warszawskiej giełdzie, na której spadki przekraczały 3%.
Dziś nie było zbyt wielu chętnych na kupno wyprzedawanych akcji największych europejskich banków. Po pierwsze, dlatego że amerykańska Federalna Agencja Finansowania Mieszkalnictwa (FHFA) wytoczyła procesy największym bankom, domagając się dziesiątek miliardów dolarów odszkodowania za obligacje hipoteczne.
Notowania Deutsche Banku - od którego FHFA żąda 14,1 mld USD – zanurkowały o blisko 9%. Brytyjski Royal Bank of Scotland może stracić nawet 30,4 mld USD, a jego notowania tąpnęły o 11%. Akcje takich potentatów jak HSBC, Barclays czy Societe Generale taniały po 6-8%.
Po drugie, nikt nie chciał mieć w portfelu akcji banków, które już niedługo będą mogły wpisać w straty obligacje greckie. Po szóstej w tym roku porażce wyborczej CDU partia Angeli Merkel znalazła się pod ścianą i może zmienić dotychczasowy kurs na bardziej restrykcyjny. Brak niemieckiego poparcia dla kolejnych euro-bailoutów oznaczałby niewypłacalność Grecji i znacząco zwiększyłby ryzyko rozpadu strefy euro.
Jednakże rynek o tym wszystkim wiedział już od miesięcy i aż dotąd nie reagował tak gwałtownie. Kwadrans po szesnastej niemiecki DAX, paryski CAC40 i mediolański MIB zniżkowały po przynajmniej 5%. Europejskie giełdy z każdą godziną powiększały skalę spadków, jakby nagle uświadomiły sobie wzrost ryzyka politycznego.
Kłopoty największych gospodarek strefy euro nie mogły przejść bez echa na nadwiślańskim parkiecie. Na przeszło godzinę przed końcem sesji WIG20 zniżkował o 3,4% i była to trzecia z rzędu sesja silnych spadków. Od początku września WIG20 obniżył się o 170 punktów, czyli o blisko 7%.
K.K.































































