2009-08-02 12:00 Źródło: Rynek Zdrowia
Otwarci na zachód
Tylko Kołobrzeg odwiedza w sezonie blisko 150 tys. zagranicznych turystów. Aż się prosi, aby zachęcić ich do leczenia w zachodniopomorskich szpitalach.
Nie ulega wątpliwości, że w dziedzinie turystyki medycznej województwo zachodniopomorskie wiedzie prym wśród polskich regionów. Decydują o tym bliskość Niemiec i Skandynawii oraz duży ruch turystyczny.
Na leczeniu zagranicznych pacjentów, którzy umieją liczyć i wybierają usługi medyczne kilkakrotnie tańsze w Polsce niż w ich własnych krajach, zarabiają głównie prywatne kliniki stomatologii i chirurgii plastycznej. Szpitale publiczne, choć mają wolne "moce przerobowe", wykwalifikowaną kadrę i oferują świadczenia wysokiej jakości, mogą na razie tylko patrzeć, jak tuż pod ich nosem pieniądz przepływa szerokim strumieniem do kieszeni innych beneficjentów.
- Środki z turystyki medycznej byłyby znaczącym dopływem gotówki dla naszych lecznic - nie ukrywa Marek Hok, wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego. - Tym bardziej że planujemy przekształcenie szpitali marszałkowskich, a na realizację tego projektu potrzebne są duże pieniądze.
Dodatkowe środki na modernizacje i nowy sprzęt bardzo by się przydały. Niestety, choć zarówno placówki publiczne, jak i niepubliczne mają podpisane kontrakty z NFZ, niepublicznym wolno prowadzić działalność komercyjną poza kontraktem, a publicznym nie.
Od lat mówi się o potrzebie równego traktowania tych podmiotów i nowych rozwiązaniach ustawowych, ale na razie na tym koniec.
A mogłoby być tak pięknie…
W sezonie turystycznym w zachodniopomorskich miejscowościach język niemiecki słychać czasem równie często, jak polski. Do szpitali na terenie województwa trafia wielu Niemców, którzy podczas pobytu w Polsce mają problemy zdrowotne. Sam tylko Regionalny Szpital w Kołobrzegu leczył w ub.r. na warunkach unijnych około 550 obywateli Niemiec. - Lecznica nie ma z tego powodu żadnych dodatkowych przychodów, a w dodatku zagraniczni pacjenci wchodzą w nasze limity - informuje Jolanta Walszczyk-Zielińska, rzecznik szpitala.
- Placówka nie ma z tego tytułu żadnych korzyści. Tymczasem w sezonie letnim miasto odwiedza około 150 tys. turystów, z czego ponad połowa to obywatele Niemiec. Poza sezonem na jednym turnusie przebywa w Kołobrzegu około 10 tys. obcokrajowców. Gdyby szpital mógł nie tylko leczyć, ale także zarabiać, możliwości byłyby ogromne…Na razie to jednak pieśń przyszłości, choć, jak zapewnia rzecznik lecznicy, wpisana w linię rozwoju placówki.
- Jeśli Fundusz płaci za unijnego pacjenta tyle samo, co za polskiego, to znaczy, że turystyka medyczna w naszych szpitalach publicznych nie ma na razie warunków rozwoju - podsumowuje Marek Hok. - I znów kłania się skrzecząca rzeczywistość. Nasze placówki mają przecież nowoczesne bloki operacyjne, które niekoniecznie muszą pracować od poniedziałku do piątku. Równie dobrze mogłyby zarabiać w weekendy. Zadowolony byłby i komercyjny pacjent, i szpitalna kadra.
Bo, jak podkreśla wicemarszałek, zainteresowanie usługami medycznymi świadczonymi w województwie zachodniopomorskim jest. Region mógłby także promować szpitale poprzez swoje przedstawicielstwo w Brukseli. Mógłby, ale na razie nie ma po co.
- Fachowo i językowo jesteśmy przygotowani, aby się zająć zagranicznym pacjentem, ale żadnych inwestycji promocyjnych nie przewidujemy: nie ma warunków, żeby przywozić do nas Niemców - potwierdza Jacek Pietryka, dyrektor Zachodniopomorskiego Szpitala Specjalistycznego w Gryficach.
Okulistyka i leczenie otyłości
Zdaniem dyrektora Pietryki, wiele mogłaby zmienić dyrektywa o swobodnym przepływie pacjentów w ramach UE: ze względu na ogromne różnice cen usług medycznych pomiędzy Polską i "starą" Unią nie ma raczej obawy, że Polacy masowo wyjadą się leczyć. Jest za to szansa, że zagraniczni pacjenci przyjadą do nas.
- Wspólnie z Niemcami realizujemy w ramach programu INTERREG projekt Telemedycyna w Regionie Europomeranii - mówi Jacek Pietryka. - Kto wie, jeśli niemieccy pacjenci zobaczą jakość naszych usług i ceny, być może zaczną tu przyjeżdżać. Gdybym już dziś miał możliwość rozwijania turystyki medycznej, postawiłbym jednak na planowe procedury z wykorzystaniem naszych najbardziej atrakcyjnych kwalifikacji, głównie na okulistykę, neurochirurgię, chirurgię plastyczną, ortopedię oraz na ambulatoryjną alergologię. Czas zapewne zweryfikowałby ten zakres.
- Pamiętajmy jednak, że mówimy o rynku, który za 2-3 lata może się pojawić i dynamicznie rozwijać, ale równie dobrze może go nie być. Dlatego nie traktuję tej sprawy priorytetowo. Znacznie ważniejsze jest uzyskanie wpisu do rejestru przed 1 stycznia 2013 r. Główna rzecz to zdążyć z dostosowaniem szpitala do wymagań ministra zdrowia - dodaje dyrektor Pietryka. Specjalistyczny Szpital im. prof. A. Sokołowskiego w Szczecinie-Zdunowie jest prężnym ośrodkiem zabiegowym. 400-łóżkowa lecznica hospitalizuje rocznie około 15 tys. pacjentów, przy czym 6 tys. spośród nich jest operowanych.
W ramach chirurgii ogólnej działa tu m.in. tzw. chirurgia metaboliczna, ciesząca się zasłużonym rozgłosem i doskonałą reputacją. Choć szpital nie promował jej w żaden sposób, informacje o operacyjnym leczeniu otyłości dotarły pocztą pantoflową do Niemiec i Skandynawii.
Porównanie cen też okazało się atrakcyjne: np. w Danii podobne zabiegi są czterokrotnie droższe. Na razie zagraniczni pacjenci to pojedyncze przypadki, ale w przyszłości?
Najpierw nadwykonania
- Jeśli NFZ będzie regularnie płacił za nadwykonania, nie będziemy potrzebowali Niemców ani Szwedów - przekonuje prof. Tomasz Grodzki, dyrektor szpitala.
- Kiedy jeden jedyny raz Fundusz zapłacił nam za wszystko, zakończyliśmy rok z 2-milionowym zyskiem. Póki co, mimo dyscypliny panującej na oddziałach, mamy od początku roku nadwykonania o wartości około 3 mln zł. Nie da się, niestety, odesłać pacjentów ze złamaniami lub zdiagnozowanymi nowotworami. Te sprawy nie mogą czekać. A jeśli ludzie tak masowo wybierają nasz szpital, to płatnik pewnie wie, dlaczego.
Dyrektor Grodzki nie odżegnuje się od leczenia w przyszłości zagranicznych pacjentów. Jego zdaniem, największą szansą na rozwijanie turystyki medycznej są implanty dużych stawów i właśnie chirurgia metaboliczna. Ale onkologia już nie. - Poważna sfera zabiegowa, w której występuje duże ryzyko utraty życia, pozostanie raczej w granicach ojczystego kraju pacjenta - ocenia Tomasz Grodzki.
- Tak przynajmniej wynika z badań, które niedawno przeprowadzono w Niemczech, Holandii i Luksemburgu. Jeśli jest naprawdę źle, Niemiec chce, aby operował go niemiecki lekarz w niemieckim szpitalu. Nawet jeśli trzeba będzie trochę dłużej poczekać na zabieg.
Wprawdzie nie wiadomo, czy turystyka medyczna wkroczy w przyszłości do szpitala w Szczecinie-Zdunowie, pewne jest za to, że jej rozwojowi nie zaszkodzi nowoczesny, składający się z 11 sal blok operacyjny, który wkrótce tu powstanie. Inwestycja o wartości 80 mln zł będzie w połowie finansowana z Regionalnego Programu Operacyjnego.
W przeciwieństwie do szpitali publicznych, ograniczanych regulacjami prawnymi, Uzdrowisko Kołobrzeg SA może w pełni korzystać z dobrodziejstw turystyki medycznej. Tu zagraniczny kuracjusz jest klientem komercyjnym, płacącym cenę recepcyjną.
Ten trend się opłaca
Wymierne korzyści finansowe odczuwa nie tylko UK SA, ale także goście z zagranicy, głównie Niemcy, którym macierzyste kasy chorych częściowo refundują pobyt - i tak tańszy niż w rodzimych sanatoriach.
Dodatkowym plusem jest fakt, że przy obecnym, wysokim kursie euro można przy okazji zrobić większe zakupy. Dlatego nie ma się co dziwić, że 5-10% kuracjuszy w liczącej w tym roku 1233 łóżka bazie Uzdrowiska Kołobrzeg stanowią obcokrajowcy.
- Będziemy rozwijali ten kierunek - nie ukrywa Mateusz Korkuć, prezes UK SA. - Mamy doskonałe złoża borowinowe i źródła solankowe.
Jesteśmy znani z regulowania cukrzycy, a zapotrzebowanie w tym zakresie jest coraz większe. Chcemy też postawić na pulmonologię i kardiologię, a może także na rehabilitację narządów ruchu po urazach. Warto jednak podkreślić, że na rynku podaży usług sanatoryjnych zaczyna się robić ciasno. W Kołobrzegu przybyło ostatnio około 15 tys. nowych miejsc. Każdy z tych obiektów będzie zabiegał o klienta. Konkurencja jest olbrzymia, dlatego konieczna wydaje się specjalizacja.
Choć kuracjusze z NFZ zawsze będą stanowili co najmniej 50% gości UK SA, prezes Korkuć przyznaje, że im więcej klientów komercyjnych, tym lepiej dla uzdrowiska - większe pieniądze są gwarancją szybszego rozwoju: - W Polsce także jest liczna, bogata klasa średnia, dlatego turyści zagraniczni będą dla nas ważnym, ale jedynie dodatkowym źródłem przychodów - podkreśla.
- Na razie mamy przede wszystkim Niemców, ale w przyszłości, kto wie, może zaczną odwiedzać nas Rosjanie? Pewną przeszkodę stanowią wizy, ale kto powiedział, że tak będzie zawsze?
Iwona Bączek
Nie ulega wątpliwości, że w dziedzinie turystyki medycznej województwo zachodniopomorskie wiedzie prym wśród polskich regionów. Decydują o tym bliskość Niemiec i Skandynawii oraz duży ruch turystyczny.
Na leczeniu zagranicznych pacjentów, którzy umieją liczyć i wybierają usługi medyczne kilkakrotnie tańsze w Polsce niż w ich własnych krajach, zarabiają głównie prywatne kliniki stomatologii i chirurgii plastycznej. Szpitale publiczne, choć mają wolne "moce przerobowe", wykwalifikowaną kadrę i oferują świadczenia wysokiej jakości, mogą na razie tylko patrzeć, jak tuż pod ich nosem pieniądz przepływa szerokim strumieniem do kieszeni innych beneficjentów.
- Środki z turystyki medycznej byłyby znaczącym dopływem gotówki dla naszych lecznic - nie ukrywa Marek Hok, wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego. - Tym bardziej że planujemy przekształcenie szpitali marszałkowskich, a na realizację tego projektu potrzebne są duże pieniądze.
Dodatkowe środki na modernizacje i nowy sprzęt bardzo by się przydały. Niestety, choć zarówno placówki publiczne, jak i niepubliczne mają podpisane kontrakty z NFZ, niepublicznym wolno prowadzić działalność komercyjną poza kontraktem, a publicznym nie.
Od lat mówi się o potrzebie równego traktowania tych podmiotów i nowych rozwiązaniach ustawowych, ale na razie na tym koniec.
A mogłoby być tak pięknie…
W sezonie turystycznym w zachodniopomorskich miejscowościach język niemiecki słychać czasem równie często, jak polski. Do szpitali na terenie województwa trafia wielu Niemców, którzy podczas pobytu w Polsce mają problemy zdrowotne. Sam tylko Regionalny Szpital w Kołobrzegu leczył w ub.r. na warunkach unijnych około 550 obywateli Niemiec. - Lecznica nie ma z tego powodu żadnych dodatkowych przychodów, a w dodatku zagraniczni pacjenci wchodzą w nasze limity - informuje Jolanta Walszczyk-Zielińska, rzecznik szpitala.
- Placówka nie ma z tego tytułu żadnych korzyści. Tymczasem w sezonie letnim miasto odwiedza około 150 tys. turystów, z czego ponad połowa to obywatele Niemiec. Poza sezonem na jednym turnusie przebywa w Kołobrzegu około 10 tys. obcokrajowców. Gdyby szpital mógł nie tylko leczyć, ale także zarabiać, możliwości byłyby ogromne…Na razie to jednak pieśń przyszłości, choć, jak zapewnia rzecznik lecznicy, wpisana w linię rozwoju placówki.
- Jeśli Fundusz płaci za unijnego pacjenta tyle samo, co za polskiego, to znaczy, że turystyka medyczna w naszych szpitalach publicznych nie ma na razie warunków rozwoju - podsumowuje Marek Hok. - I znów kłania się skrzecząca rzeczywistość. Nasze placówki mają przecież nowoczesne bloki operacyjne, które niekoniecznie muszą pracować od poniedziałku do piątku. Równie dobrze mogłyby zarabiać w weekendy. Zadowolony byłby i komercyjny pacjent, i szpitalna kadra.
Bo, jak podkreśla wicemarszałek, zainteresowanie usługami medycznymi świadczonymi w województwie zachodniopomorskim jest. Region mógłby także promować szpitale poprzez swoje przedstawicielstwo w Brukseli. Mógłby, ale na razie nie ma po co.
- Fachowo i językowo jesteśmy przygotowani, aby się zająć zagranicznym pacjentem, ale żadnych inwestycji promocyjnych nie przewidujemy: nie ma warunków, żeby przywozić do nas Niemców - potwierdza Jacek Pietryka, dyrektor Zachodniopomorskiego Szpitala Specjalistycznego w Gryficach.
Okulistyka i leczenie otyłości
Zdaniem dyrektora Pietryki, wiele mogłaby zmienić dyrektywa o swobodnym przepływie pacjentów w ramach UE: ze względu na ogromne różnice cen usług medycznych pomiędzy Polską i "starą" Unią nie ma raczej obawy, że Polacy masowo wyjadą się leczyć. Jest za to szansa, że zagraniczni pacjenci przyjadą do nas.
- Wspólnie z Niemcami realizujemy w ramach programu INTERREG projekt Telemedycyna w Regionie Europomeranii - mówi Jacek Pietryka. - Kto wie, jeśli niemieccy pacjenci zobaczą jakość naszych usług i ceny, być może zaczną tu przyjeżdżać. Gdybym już dziś miał możliwość rozwijania turystyki medycznej, postawiłbym jednak na planowe procedury z wykorzystaniem naszych najbardziej atrakcyjnych kwalifikacji, głównie na okulistykę, neurochirurgię, chirurgię plastyczną, ortopedię oraz na ambulatoryjną alergologię. Czas zapewne zweryfikowałby ten zakres.
- Pamiętajmy jednak, że mówimy o rynku, który za 2-3 lata może się pojawić i dynamicznie rozwijać, ale równie dobrze może go nie być. Dlatego nie traktuję tej sprawy priorytetowo. Znacznie ważniejsze jest uzyskanie wpisu do rejestru przed 1 stycznia 2013 r. Główna rzecz to zdążyć z dostosowaniem szpitala do wymagań ministra zdrowia - dodaje dyrektor Pietryka. Specjalistyczny Szpital im. prof. A. Sokołowskiego w Szczecinie-Zdunowie jest prężnym ośrodkiem zabiegowym. 400-łóżkowa lecznica hospitalizuje rocznie około 15 tys. pacjentów, przy czym 6 tys. spośród nich jest operowanych.
W ramach chirurgii ogólnej działa tu m.in. tzw. chirurgia metaboliczna, ciesząca się zasłużonym rozgłosem i doskonałą reputacją. Choć szpital nie promował jej w żaden sposób, informacje o operacyjnym leczeniu otyłości dotarły pocztą pantoflową do Niemiec i Skandynawii.
Porównanie cen też okazało się atrakcyjne: np. w Danii podobne zabiegi są czterokrotnie droższe. Na razie zagraniczni pacjenci to pojedyncze przypadki, ale w przyszłości?
Najpierw nadwykonania
- Jeśli NFZ będzie regularnie płacił za nadwykonania, nie będziemy potrzebowali Niemców ani Szwedów - przekonuje prof. Tomasz Grodzki, dyrektor szpitala.
- Kiedy jeden jedyny raz Fundusz zapłacił nam za wszystko, zakończyliśmy rok z 2-milionowym zyskiem. Póki co, mimo dyscypliny panującej na oddziałach, mamy od początku roku nadwykonania o wartości około 3 mln zł. Nie da się, niestety, odesłać pacjentów ze złamaniami lub zdiagnozowanymi nowotworami. Te sprawy nie mogą czekać. A jeśli ludzie tak masowo wybierają nasz szpital, to płatnik pewnie wie, dlaczego.
Dyrektor Grodzki nie odżegnuje się od leczenia w przyszłości zagranicznych pacjentów. Jego zdaniem, największą szansą na rozwijanie turystyki medycznej są implanty dużych stawów i właśnie chirurgia metaboliczna. Ale onkologia już nie. - Poważna sfera zabiegowa, w której występuje duże ryzyko utraty życia, pozostanie raczej w granicach ojczystego kraju pacjenta - ocenia Tomasz Grodzki.
- Tak przynajmniej wynika z badań, które niedawno przeprowadzono w Niemczech, Holandii i Luksemburgu. Jeśli jest naprawdę źle, Niemiec chce, aby operował go niemiecki lekarz w niemieckim szpitalu. Nawet jeśli trzeba będzie trochę dłużej poczekać na zabieg.
Wprawdzie nie wiadomo, czy turystyka medyczna wkroczy w przyszłości do szpitala w Szczecinie-Zdunowie, pewne jest za to, że jej rozwojowi nie zaszkodzi nowoczesny, składający się z 11 sal blok operacyjny, który wkrótce tu powstanie. Inwestycja o wartości 80 mln zł będzie w połowie finansowana z Regionalnego Programu Operacyjnego.
W przeciwieństwie do szpitali publicznych, ograniczanych regulacjami prawnymi, Uzdrowisko Kołobrzeg SA może w pełni korzystać z dobrodziejstw turystyki medycznej. Tu zagraniczny kuracjusz jest klientem komercyjnym, płacącym cenę recepcyjną.
Ten trend się opłaca
Wymierne korzyści finansowe odczuwa nie tylko UK SA, ale także goście z zagranicy, głównie Niemcy, którym macierzyste kasy chorych częściowo refundują pobyt - i tak tańszy niż w rodzimych sanatoriach.
Dodatkowym plusem jest fakt, że przy obecnym, wysokim kursie euro można przy okazji zrobić większe zakupy. Dlatego nie ma się co dziwić, że 5-10% kuracjuszy w liczącej w tym roku 1233 łóżka bazie Uzdrowiska Kołobrzeg stanowią obcokrajowcy.
- Będziemy rozwijali ten kierunek - nie ukrywa Mateusz Korkuć, prezes UK SA. - Mamy doskonałe złoża borowinowe i źródła solankowe.
Jesteśmy znani z regulowania cukrzycy, a zapotrzebowanie w tym zakresie jest coraz większe. Chcemy też postawić na pulmonologię i kardiologię, a może także na rehabilitację narządów ruchu po urazach. Warto jednak podkreślić, że na rynku podaży usług sanatoryjnych zaczyna się robić ciasno. W Kołobrzegu przybyło ostatnio około 15 tys. nowych miejsc. Każdy z tych obiektów będzie zabiegał o klienta. Konkurencja jest olbrzymia, dlatego konieczna wydaje się specjalizacja.
Choć kuracjusze z NFZ zawsze będą stanowili co najmniej 50% gości UK SA, prezes Korkuć przyznaje, że im więcej klientów komercyjnych, tym lepiej dla uzdrowiska - większe pieniądze są gwarancją szybszego rozwoju: - W Polsce także jest liczna, bogata klasa średnia, dlatego turyści zagraniczni będą dla nas ważnym, ale jedynie dodatkowym źródłem przychodów - podkreśla.
- Na razie mamy przede wszystkim Niemców, ale w przyszłości, kto wie, może zaczną odwiedzać nas Rosjanie? Pewną przeszkodę stanowią wizy, ale kto powiedział, że tak będzie zawsze?
Iwona Bączek









Dodaj komentarz