Gazeta zauważa, że rynkowi analitycy mówią o problemie od dawna, ale niekomercyjna instytucja międzynarodowa dotąd nie odważyła się na tak mocny głos. W swej analizie OECD prognozuje, że deficyt finansów publicznych w Polsce osiągnie w przyszłym roku poziom "niespotykany od początku transformacji". Organizacja krytykuje nasze władze za lenistwo. Według OECD, ratowanie się przez rząd przyspieszoną prywatyzacją jest "odsuwaniem problemu na bok".
Z zarzutami Organizacji zgadzają się krajowi ekonomiści. Główny ekonomista Banku Śląskiego Mateusz Szczurek uważa, że nie widać działań rządu, które zmierzałyby do ograniczania deficytu. Ponadto nawet jeżeli jest chęć przeprowadzania reform, są one później wetowane przez prezydenta - dodaje ekonomista.
Komentarz Głównego Ekonomisty Bankier.pl, dr. Bogusława Półtoraka:Rosnący dług publiczny coraz większym cieniem kładzie się na perspektywach polskiej gospodarki. Rząd co prawda po ciuchu liczy na to, że ewentualne przyspieszenie wzrostu gospodarczego w przyszłym roku, może spowodować rozwiązanie się problemu bez szczególnych działań. W obliczu wyborów prezydenckich i w kolejnym roku parlamentarnych nie można raczej liczyć na zdecydowane działania reformatorskie. Konieczne jest zdecydowane obcinaniem wydatków, w tym przede wszystkim dramatyczne decyzje w systemie emerytalnym. Rozbuchane przywileje emerytalne już dziś powodują konieczność olbrzymich dopłat do ZUS (35 mld zł rocznie), a utrzymanie takiego systemu finansowego wiedzie prosto do wzrostu podatków i jeszcze większego drenażu wynagrodzeń albo do wzrostu długu. Sęk w tym, że to ostatnie i tak w końcu sprowadzi się do tego pierwszego i oznacza coraz głębsze sięganie do kieszeni podatników. Próby już są, chociażby poprzez propozycje zawłaszczenia składek do OFE.



























































