Po przejściu huraganu Katrina wydawało się, że miastu udało się przetrwać ten kataklizm. Jednak w dniu wczorajszym wały przeciwpowodziowe nie wytrzymały. Pod wodą znalazło się niemal 80% obszaru Nowego Orleanu. Poziom wody sięga gdzieniegdzie 5 metrów. Po mieście można poruszać się tylko łódkami. Dokładna liczba ofiar huraganu nie jest na razie znana, na razie ocenia się ją na 100 osób. Ofiar może być jednak znacznie więcej, nawet tysiące. Na wodzie unoszą się bowiem ciała osób, które nie przeżyły kataklizmu.
Miastu grozi już jednak nowe niebezpieczeństwo, do miasta zbliża się bowiem nowa fala powodziowa. "W ciągu najbliższych 12-15 godzin poziom wody w zalanych dzielnicach może jeszcze podnieść się o dwa-trzy metry" – ostrzegł w środę rano czasu polskiego Mer Nowego Orleanu, Ray Nagin. Zagrożenie istnieje, ponieważ nie udało się zamknąć wyrwy w wałach przeciwpowodziowych. Konieczna może być ewakuacja ponad 10 tys. osób, które pozostały w mieście.
Cały czas pracują służby ratownicze, które zabierają mieszkańców miasta chroniących się przed żywiołem na dachach swoich domów. Wczoraj ewakuowanych zostało kilka tysięcy osób. Jak donosi Czerwony Krzyż, przez długie tygodnie nie będą one mogły wrócić do swoich domów. W mieście nie ma prądu, wody pitnej i żywności, nie działają telefony. Złodzieje rabują domy i sklepy.
Tragiczne wiadomości napływają także ze stanu Missisipi. Gubernator tego stanu Haley Barbour twierdzi, że nadbrzeżne rejony przypominają Hiroszimę po zrzuceniu bomby atomowej. Do walki ze skutkami żywiołu skierowano tysiące żołnierzy Gwardii Narodowej ze stanów Missisipi i Alabama.
M.D.





























































