Nowojorskie giełdy rozpoczęły tydzień od spadków. Na rynku utrzymuje się lęk przed recesją i eskalacją wojny handlowej z Chinami. Niemniej jednak S&P500 wciąż znajduje się niespełna 5% poniżej lipcowego rekordu wszech czasów.


Ekonomiści Goldman Sachs napisali w niedzielę, że dostrzegają rosnące ryzyko recesji i że wojna handlowa USA z Chinami zapewne nie zakończy się przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi w Ameryce. To chyba kwintesencja lęków na Wall Street.
Jeśli spojrzeć na zachowanie rynku długu, to ten wycenia już w zasadzie pewną recesję w ciągu najbliższych kilku kwartałów. W poniedziałek rentowność 10-letnich obligacji rządu USA spadła do najniższego poziomu od blisko trzech lat, malejąc o połowę (z 3,26% do 1,61%) w ciągu ostatnich 10 miesięcy! Malejąca rentowność oznacza wzrost ceny rynkowej obligacji.
Amerykańska krzywa terminowa pozostaje ujemnie nachylona (tj. rentowność 3-miesiećznych bonów skarbowych przewyższa rentowność obligacji 10-letnich) od końcówki maja. Taka sytuacja w ciągu ostatnich 50 lat poprzedziła każdą recesję w USA. Tylko raz inwersja krzywej terminowej nie skończyła się kontrakcją PKB.
W takiej sytuacji dziwi nie to, że ceny akcji spadają. Dziwi to, że spadają tak wolno i z tak słabo. W poniedziałek S&P500 stracił 1,23% i zakończył dzień z wynikiem 2 882,69 pkt. Przecież to raptem o 4,8% poniżej lipcowego szczytu wszech czasów! Według amerykańskich standardów nie jest to więc nawet korekta (rozumiana jako spadek o przynajmniej 10% od ostatniego szczytu). Nasdaq spadł o 1,2%, a Dow Jones o 1,49%.

W rynkowych komentarzach pojawiło się sporo typowych pretekstów (a nie przyczyn) wyjaśniających, dlaczego akurat dziś rynek spadł. Mówiono a to o groźbie militarnej interwencji Chin w Hongkongu, a to o druzgocących dla przyszłości Argentyny wynikach prawyborów prezydenckich, a to o nowych pogróżkach Iranu względem cieśniny Ormuz. Jednym słowem: nic nowego.
Żeby było śmieszniej, rynek wycenia, że do końca roku Rezerwa Federalna zetnie stopy procentowe o 50-75 pb. – wynika z obliczeń FedWatch Tool. Zupełnie jakby oczekiwano, że to może w jakikolwiek sposób wspomóc koniunkturę w realnej gospodarce zmagającej z naturalnym cyklicznym spowolnieniem wzmocnionym przez wojny handlowe Donalda Trumpa. Nie zaskakuje więc fakt, że dolarowe notowania złota poszły w górę o kolejny 1% i znalazły się na najwyższym poziomie od pamiętnego krachu z kwietnia 2013 roku.
Krzysztof Kolany






























































