2008-03-09 09:46 Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa
Na Wegrzech odbędzie się referendum nt. reform służby zdrowia i szkolnictwa
Na Węgrzech odbędzie się dziś referendum, które może zadecydować o dalszym losie reform lewicowo-liberalnego rządu premiera Ferenca Gyurcsany'ego. Uprawnionych do głosowania jest 8 milionów osób.
Trzy pytania postawione w plebiscycie dotyczą reform służby zdrowia i szkolnictwa, które przeforsował rząd. Węgrzy zadecydują, czy od przyszłego roku chcą płacić za wizyty u lekarza, za pobyt w szpitalu i studia na uczelniach.
Referendum zaproponowała węgierska opozycja. Prawicowy Fidesz Viktora Orbana domaga się anulowania reform i odwołania rządu.
Wstępne sondaże wskazują, że plebiscyt zakończy się sukcesem opozycji. Po wprowadzeniu niepopularnych reform, które, zmniejszyły deficyt budżetowy, ale kosztem obniżenia poziomu życia większości obywateli, popularność węgierskiej lewicy spadła z 40 do 15 procent. Pod petycją w sprawie rozpisania referednum, opozycji udało się zebrać aż 300 tysięcy podpisów w ciągu 48 godzin.
Ostateczny wynik plebiscytu jest jednak niepewny. Zgodnie z węgierską konsytytucją, za odrzuceniem reform musi opowiedzieć się, co najmniej 25 procent głosujących. Media publiczne, finansowane na Węgrzech z dotacji rządowych a nie abonamentowych, radziły wyborcom aby raczej pozostali w domach. Gdyby Węgrzy odrzucili lewicowe reformy to i tak - zdaniem obserwatorów - rządząca koalicja nie odda władzy, ponieważ wynik plebiscytu nie jest dla niej wiążący. Politolodzy obawiają się jednak kolejnego wybuchu niezadowolenia społecznego. Przed dwoma laty Węgrzy wyszli na ulice miast po ujawnieniu taśm z przyznaniem premiera, ze lewica ukrywała gorzką prawdę na temat katastrofalnego stanu gospodarki, aby wygrać wybory parlamentarne. W zamieszkach, stłumionych przez policję, zostało rannych kilaset osób.
Trzy pytania postawione w plebiscycie dotyczą reform służby zdrowia i szkolnictwa, które przeforsował rząd. Węgrzy zadecydują, czy od przyszłego roku chcą płacić za wizyty u lekarza, za pobyt w szpitalu i studia na uczelniach.
Referendum zaproponowała węgierska opozycja. Prawicowy Fidesz Viktora Orbana domaga się anulowania reform i odwołania rządu.
Wstępne sondaże wskazują, że plebiscyt zakończy się sukcesem opozycji. Po wprowadzeniu niepopularnych reform, które, zmniejszyły deficyt budżetowy, ale kosztem obniżenia poziomu życia większości obywateli, popularność węgierskiej lewicy spadła z 40 do 15 procent. Pod petycją w sprawie rozpisania referednum, opozycji udało się zebrać aż 300 tysięcy podpisów w ciągu 48 godzin.
Ostateczny wynik plebiscytu jest jednak niepewny. Zgodnie z węgierską konsytytucją, za odrzuceniem reform musi opowiedzieć się, co najmniej 25 procent głosujących. Media publiczne, finansowane na Węgrzech z dotacji rządowych a nie abonamentowych, radziły wyborcom aby raczej pozostali w domach. Gdyby Węgrzy odrzucili lewicowe reformy to i tak - zdaniem obserwatorów - rządząca koalicja nie odda władzy, ponieważ wynik plebiscytu nie jest dla niej wiążący. Politolodzy obawiają się jednak kolejnego wybuchu niezadowolenia społecznego. Przed dwoma laty Węgrzy wyszli na ulice miast po ujawnieniu taśm z przyznaniem premiera, ze lewica ukrywała gorzką prawdę na temat katastrofalnego stanu gospodarki, aby wygrać wybory parlamentarne. W zamieszkach, stłumionych przez policję, zostało rannych kilaset osób.


Dodaj komentarz