2003-03-06 08:36 Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa
Minister Janik: policja nie podda się w walce z bandytami
Minister spraw wewnętrznych Krzysztof Janik oświadczył, że walka z bandytami nie jest jeszcze zakończona, a policja nie podda się w tej walce. "Jak bandyci myślą, że się poddamy, to są w błędzie"- powiedział minister w rozmowie z "Sygnałami Dnia" w Programie I- szym Polskiego Radia.
Krzysztof Janik zapowiedział, że policja będzie uzbrajana w jeszcze lepszą broń, policjanci będą też lepiej szkoleni. "Mam nadzieję, że żadnemu z policjantowi nie zadrży ręka, ani serce, jak stanie oko w oko w bandytą"- dodał.
Minister podkreślił, że jest świadom, iż spotka się z zarzutami popełnienia błędów przez policję podczas akcji w Magdalence. Zapewnił, że w operacji wzięli udział najbardziej doświadczeni funkcjonariusze z oddziałów antyterrorystycznych i nikt się nie spodziewał, iż bandyci będą tak zdeterminowani i użyją granatów oraz materiałów wybuchowych.
Krzysztof Janik zapowiedział, że policja przeanalizuje w celach edukacyjnych całą akcję. "Oczywiście, nie będziemy przed nikim ukrywać, jak do niej doszło, jaki miała przebieg i czy zostały popełnione jakieś błędy"- dodał.
Komendant stołecznej policji Ryszard Siewierski, powiedział, że bandyci, którzy podczas policyjnej obławy w Magdalence zabili jednego policjanta i ranili 15-tu są osaczeni, a policja podejmuje dalsze czynności. W rozmowie z "Sygnałami Dnia" w Programie I-szym Polskiego Radia, nadkomisarz Siewierski nie wykluczył też, że bandyci nie żyją.
Dziś w nocy policjanci ze specjalnych oddziałów antyterrorystycznych otoczyli budynek, w którym ukrywali się Igor B. i Robert C. podejrzani o współudział w zeszłorocznym zabójstwie policjanta w podwarszawskich Parolach. Funkcjonariusze weszli do budynku, gdzie przebywali bandyci, ale musieli się wycofać. Zostali ostrzelani z broni automatycznej i obrzuceni granatami. Budynek, w którym ukrywali się bandyci, zaczął płonąć. Słychać było też odgłosy eksplozji.
Komendant Siewierski powiedział "Sygnałom Dnia", że policjanci nie spodziewali się, iż bandyci użyją broni typu wojskowego, gdyż taka broń nie była do tej pory nigdy przez przestępców używana.
Według nieoficjalnych informacji, posesja w Magdalence, gdzie ukrywali się bandyci jest zaminowana. Cały czas istnieje niebezpieczeństwo wybuchu. Policja nie dopuszcza nikogo w okolice domu. Na miejscu pracują saperzy.
Jak donosi reporter IAR, co chwila słychać odgłosy wybuchów - prawdopodbnie jest to efekt działania policyjnych saperów.
Policja podejrzewa, że w domu, gdzie ukrywali się przestępcy mógł być skład amunicji. Niewykluczone, że na terenie posesji zamontowane były pułapki z ładunków wybuchowych.
Drogi dojazdowe do Magdalenki są zamknięte, według policji - do odwołania. Nie są przepuszczani ani mieszkańcy Magdalenki, ani dzieci jadące do szkoły.
Krzysztof Janik zapowiedział, że policja będzie uzbrajana w jeszcze lepszą broń, policjanci będą też lepiej szkoleni. "Mam nadzieję, że żadnemu z policjantowi nie zadrży ręka, ani serce, jak stanie oko w oko w bandytą"- dodał.
Minister podkreślił, że jest świadom, iż spotka się z zarzutami popełnienia błędów przez policję podczas akcji w Magdalence. Zapewnił, że w operacji wzięli udział najbardziej doświadczeni funkcjonariusze z oddziałów antyterrorystycznych i nikt się nie spodziewał, iż bandyci będą tak zdeterminowani i użyją granatów oraz materiałów wybuchowych.
Krzysztof Janik zapowiedział, że policja przeanalizuje w celach edukacyjnych całą akcję. "Oczywiście, nie będziemy przed nikim ukrywać, jak do niej doszło, jaki miała przebieg i czy zostały popełnione jakieś błędy"- dodał.
Komendant stołecznej policji Ryszard Siewierski, powiedział, że bandyci, którzy podczas policyjnej obławy w Magdalence zabili jednego policjanta i ranili 15-tu są osaczeni, a policja podejmuje dalsze czynności. W rozmowie z "Sygnałami Dnia" w Programie I-szym Polskiego Radia, nadkomisarz Siewierski nie wykluczył też, że bandyci nie żyją.
Dziś w nocy policjanci ze specjalnych oddziałów antyterrorystycznych otoczyli budynek, w którym ukrywali się Igor B. i Robert C. podejrzani o współudział w zeszłorocznym zabójstwie policjanta w podwarszawskich Parolach. Funkcjonariusze weszli do budynku, gdzie przebywali bandyci, ale musieli się wycofać. Zostali ostrzelani z broni automatycznej i obrzuceni granatami. Budynek, w którym ukrywali się bandyci, zaczął płonąć. Słychać było też odgłosy eksplozji.
Komendant Siewierski powiedział "Sygnałom Dnia", że policjanci nie spodziewali się, iż bandyci użyją broni typu wojskowego, gdyż taka broń nie była do tej pory nigdy przez przestępców używana.
Według nieoficjalnych informacji, posesja w Magdalence, gdzie ukrywali się bandyci jest zaminowana. Cały czas istnieje niebezpieczeństwo wybuchu. Policja nie dopuszcza nikogo w okolice domu. Na miejscu pracują saperzy.
Jak donosi reporter IAR, co chwila słychać odgłosy wybuchów - prawdopodbnie jest to efekt działania policyjnych saperów.
Policja podejrzewa, że w domu, gdzie ukrywali się przestępcy mógł być skład amunicji. Niewykluczone, że na terenie posesji zamontowane były pułapki z ładunków wybuchowych.
Drogi dojazdowe do Magdalenki są zamknięte, według policji - do odwołania. Nie są przepuszczani ani mieszkańcy Magdalenki, ani dzieci jadące do szkoły.









Dodaj komentarz