REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Miecz inflacji w Eurolandzie

2007-06-18 14:41
publikacja
2007-06-18 14:41
Dodaj Bankier.pl w Google
Precyzyjna data przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty nie jest wciąż znana. Skoro jednak pozostało trochę czasu na przygotowania do wejścia do strefy euro, to może warto wykorzystać ten czas na przyspieszenie rozwoju obrotu bezgotówkowego. Wydaje się to ważne, bo prawdopodobnie skala tego obrotu ma, wśród wielu innych czynników, wpływ na poziom inflacji w momencie zamiany waluty. Polacy przyzwyczaili się do stabilnego poziomu cen, a fundowanie im niespodzianek w postaci skoku inflacji przy przechodzeniu na euro nie jest chyba niczyją intencją.

Kartą w podwyżki?

Kiedy z początkiem 2002 r. euro stawało się walutą Eurolandu, jej przeciwnicy wskazywali na nieprzyjemny proceder, który miał miejsce w kilku krajach – zamiana „pieniądza” wywołała wzrost cen, ponieważ część handlowców skwapliwie wykorzystała tę okazję do zaokrąglania ich w górę. Tak się stało we Włoszech i w Grecji. Jeśli spojrzeć na dane Eurostatu o strefie euro, to skok inflacji miał miejsce w 2001 r., a więc tuż przed wprowadzeniem wspólnej waluty. O ile w 1998 i 1999 r. średnia inflacja dla Eurolandu wynosiła 1,1 proc., w 2000 wzrosła do 2,1 proc., w 2001 – już do 2,3 proc., w 2002 r. spadła do 2,2 proc. i potem, do 2005 r., kształtowała się na poziomie 2,1 – 2,2 proc. Oczywiście perspektywa wspólnej waluty nie była jedynym czynnikiem wpływającym na poziom inflacji.

Jeśli sprawdzić poszczególne kraje euro, to pojawia się ciekawa zależność: kraje, w których obrót bezgotówkowy jest dobrze rozwinięty, zanotowały na ogół spadek inflacji od 2001 do 2002 lub niewielki jej wzrost. Natomiast te, w których obrót – szczególnie kartowy – jest mniej popularny – jak Grecja, Włochy, Hiszpania i, co ciekawe, Niemcy – zanotowały wzrost inflacji. W grupie siedmiu krajów strefy euro, gdzie klienci czynią użytek z kart większy niż przeciętna dla Eurolandu były dwa, gdzie inflacja wzrosła od 2001 do 2002: Francja (ze wzrostem niewielkim – z 1,8 proc. do 1,9 proc.) i Irlandia (ze wzrostem znaczącym – z 4 proc. do 4,7 proc.). Należy jednak zaznaczyć, że Irlandia w 2002 r. ze swoją liczbą transakcji kartami per capita spadła poniżej średniej dla Eurolandu. W grupie 5 krajów strefy euro, które w 2001 były poniżej średniej liczby transakcji kartami i 6 takich krajów w 2002 r. (z Irlandią) – tylko w Austrii inflacja spadła. Austria była w grupie liderów Eurolandu pod względem liczby przelewów i w ścisłej czołówce (na 3. miejscu) pod względem liczby transakcji direct debit. Z kolei w Niemczech, lepszych od Austrii zarówno pod względem użycia kart (nieznacznie), jak i stosowania innych popularnych bezgotówkowych form obrotu, inflacja nieco (o 0,1 pkt. proc.) wzrosła.

Nie da się udowodnić tezy, że to wyłącznie obrót bezgotówkowy uchronił dany kraj przed wzrostem inflacji, jednak nie sposób nie zauważyć pewnej prawidłowości – tam, gdzie obrót kartowy w momencie wchodzenia do strefy euro był istotniejszy, tam mniejszy efekt inflacyjny. W krajach Eurolandu: 6 zanotowało spadek inflacji między 2001 a 2002, 6 – wzrost. Przy tym w grupie krajów, gdzie inflacja spadła jest pięć krajów z najlepiej rozwiniętym obrotem kartowym, w grupie krajów, gdzie inflacja wzrosła – jest tylko jeden – Francja – z dobrze powyżej średniej rozwiniętym obrotem kartowym.

Szczególnie interesujące jest miejsce dwóch krajów – Włoch i Grecji. W latach 2001 i 2002 były na szarym końcu – jeśli chodzi o wykorzystanie kart i direct debit. Także nie należały do czołówki pod względem liczby dokonywanych przelewów: Grecja miała pierwsze miejsce, ale... od końca, Włochy – 5. miejsce od końca (poniżej średniej). Hiszpania też sytuuje się w tych 3 kategoriach poniżej średniej, złe miejsce notuje też Irlandia.

To być może wykorzystywanie płatności bezgotówkowych, a szczególnie kart płatniczych, sprawiło, że w krajach, w których nie trzeba było szukać drobnych monet do płacenia „końcówek” cen – bo sprawę płatności z dowolną kwotą po przecinku rozwiązywała płatność kartą – ułatwiło to opanowanie podwyżek cen wynikających z „wygody” handlowców.

Kartą w koszty

– W Polsce nieco rosła ostatnio inflacja, bo mamy wzrost gospodarczy, presję płacową, a przy tym znaczna część wypłat odbywa się w gotówce, co oznacza, że jest w obrocie pieniądz, który nie pracuje – diagnozuje dyrektor Remigiusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich.

Warto przywołać tu badania przeprowadzone w 2005 roku na zlecenie Visa. Zespół pod kierunkiem ówczesnego głównego ekonomisty BRE Banku Janusza Jankowiaka przyjrzał się danym o kartach Visa – w odniesieniu do sytuacji gospodarczej Polski. „W badaniu obejmującym lata 1996–2004 wykazano, że wzrost o 10 proc. wartości transakcji obsługiwanych kartami Visa wpływa w długim okresie na wzrost nominalnego PKB o co najmniej 0,7 proc.” – podawała wówczas Visa, podkreślając, że powszechne użycie kart skraca czas pozostawania gotówki poza systemem bankowym. Badania zespołu wskazywały na wzrost konsumpcji (w ciągu 3 lat przyrost wartości transakcji kartami o 1 proc. przekładał się na 1,4 proc. wzrostu nominalnej konsumpcji) i wzrost udzielanych kredytów dzięki wzrostowi depozytów. Polski przykład potwierdzał to, co wcześniej na zlecenie Visa badał Instytut Global Insight. Z kolei Małgorzata O’Shaughnessy, szefowa Visa Europe w Polsce stwierdza, że 80 proc. płatności detalicznych dokonuje się w Polsce gotówką. Istnieje więc problem płatności gotówkowych przy końcówkach cen typu 2,99 – szczególnie przy wydawaniu reszty. Można więc w uprawniony sposób założyć inflacjogenny wpływ niskiego poziomu obrotu bezgotówkowego.

Dwa lata później badanie na zlecenie MasterCard przeprowadził Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR): „Dane historyczne potwierdzają silną pozytywną zależność pomiędzy upowszechnieniem obrotu bezgotówkowego a poziomem spożycia indywidualnego, gdzie współczynnik korelacji wynosi 0,96 i pomiędzy wartością PKB, gdzie z kolei współczynnik ten może wynieść 0,88” – podawał MasterCard. Analiza IBnGR wykazywała, że w dłuższym czasie 1 proc. wzrostu wartości transakcji bezgotówkowych towarzyszy wzrost wartości PKB o 0,13 proc., a spożycia indywidualnego – o 0,11 proc. „Zdaniem ekspertów z IBnGR korzyści płynące ze wzrostu udziału płatności bezgotówkowych w całym spektrum transakcji handlowych wynikają m.in. z oszczędności po stronie kosztów transakcyjnych w gospodarce” – czytamy. Skoro więc obrót bezgotówkowy ma wpływ na obniżkę kosztów gospodarki, dlaczego więc np. obrót kartowy nie miałby mieć wpływu na obniżkę inflacji?

– We Włoszech w momencie wchodzenia do strefy euro zaobserwowano wzrost cen na targowiskach, a więc w miejscach, gdzie nie używa się kart – podkreśla Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale w Polsce. – To wpływa na obrót detaliczny. Jeśli spojrzeć na koszyk włoski i polski – dominuje w nich żywność. Przy czym w polskim handlu żywnością następuje zmiana struktury, z większym naciskiem na handel wielkopowierzchniowy, który oznacza większą konkurencję i powstrzymuje podwyżki cen. Działa to też na mniejsze sklepy, które nie mogą dowolnie podwyższać cen.

Hipermarkety to miejsca, gdzie – w odróżnieniu od targowisk i bazarów – używa się kart. Powstaje zatem pytanie, jak na poziom inflacji, pośrednio, będzie miało ewentualne wprowadzenie rozwiązań uchwalonych za namową posła Samoobrony Waldemara Nowakowskiego, w sprawie ograniczeń w budowie hipermarketów. Ministerstwo Finansów analizowało kiedyś dane o strukturze sprzedaży w sklepach wielkopowierzchniowych. Może więc i te dane weźmie pod rozwagę biuro NBP analizujące wprowadzenie euro.

Hołubimy gotówkę

Ubiegłoroczne dane MasterCard wskazywały, że choć 37 proc. Polaków deklarowało, że nosi przy sobie mniej gotówki niż rok wcześniej, to jednak gotówka rządzi, podobnie zresztą jak w całej Europie. – Podczas gdy oczywistym staje się takt, że większość badanych Europejczyków pozytywnie przyjmuje płatności debetowe i akceptuje nieodwracalność procesu przejścia od gotówki do płatności elektronicznych, nasz raport pokazuje także, że jeszcze 8 na 10 Europejczyków na co dzień nosi w portfelu równowartość nawet do 50 euro. Gotówka pozostaje najważniejszym sposobem płatności dla znaczącej grupy badanych mieszkańców Starego Kontynentu – mówił wówczas Eric Tomlinson, wiceprezes Debetowego Centrum Doskonałości MasterCard Europe. Ale też – na co wskazywało owo badanie przygotowane przez KRC Research, 52 proc. badanych wierzyło, że w ciągu 10 lat Europa może stać się kontynentem, gdzie nie używa się gotówki. To samo badanie, przeprowadzone m.in. w Polsce, wskazywało na przywiązanie do gotówki (48 proc. badanych). Na podobne wnioski – o wciąż dużej popularności gotówki w Europie – wskazywali również autorzy raportu Capgemini (2006 World Payments Report). W Polsce w 2005 r. (ECB Blue Book 2006) na statystycznego obywatela przypadało 6,95 transakcji kartą, to nieco więcej niż w Grecji w tym okresie, nieznacznie mniej niż na Słowacji (6,95) i ponad trzy razy mniej niż we Włoszech, które po 2002 r. odrabiały zaległości (20,44 – co jest poziomem zbliżonym do niemieckiego w 2001 r). Średnia dla strefy euro to w 2005 r. 45,82 per capita. Ciekawe więc, jaki będzie poziom płatności kartowych w 2010 czy też 2012 r., kiedy to Polska (ewentualnie) będzie wstępować do strefy euro. I jak dużą rolę odegra on w wyhamowaniu impulsu inflacyjnego?

Anna Lach

Więcej w czerwcowym numerze miesięcznika finansowego BANK

Zaprenumeruj BANK
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Strefa euro

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki