Marek Belka
12.10.2009 r.
Cezary Szymanek : Gościem radia PiN jest były premier, Marek Belka. Dzień dobry panie premierze.
Marek Belka: Witam.
CS: Panie premierze pan w Warszawie - premier wprowadza zmiany w rządzie - wszyscy we wszystkim się wszystkiego doszukują, to ja też się doszukam - dostał pan propozycję?
MB: To czysty przypadek. Planowałem tę podróż od jakiegoś czasu i wiąże się ona z edycją co pół roku przez Fundusz Regionalnego Przeglądu Perspektyw Gospodarczych.
CS: To w takim razie pozostańmy przy tym powodzie - ta perspektywa dla Polski jak się maluje, w jakich barwach?
MB: Nie najgorzej w porównaniu do innych krajów, ale w dużej mierze zależna od tego czy ożywienie gospodarcze, którego pierwsze jakieś tam oznaki widzimy w Europie zachodniej czy ono się utrzyma, czy ono się wzmocni, bo przecież w dużej mierze zależymy od sytuacji we wschodniej Europie, czyli patrzymy się na zachodnią Europę, zaciskamy kciuki, ale także i nie pozostajemy bezczynni, bo musimy z tego co jest najlepsze dla siebie, że tak powiem wyciągnąć.
CS: Pan mówi zaciskamy kciuki, a może powinniśmy jeszcze bardziej zaciągnąć pasa, tu w Polsce?
MB: Nie, wręcz przeciwnie. W okresie kryzysu zaciskanie pasa jest oznaką desperacji, a nie rozsądku ekonomicznego.
CS: Pośrednio pytałem rzeczywiście o budżet 2010 roku. Pan ma jakieś obawy dotyczące poziomu zarówno i deficytu w budżecie, deficytu finansów publicznych, długu publicznego?
MB: Na rok 2012 wydaje się, że wykonanie budżetu idzie już po tej nowelizacji dobrze i deficyt może być mniejszy od planowanego, choć znacznie większy, niż kiedyś żeśmy sobie to wyobrażali. Natomiast na rok 2010, no cóż rząd uznał, że trzeba pozwolić działać automatycznym stabilizatorom koniunktury, czyli po prostu nie reagować w panice na zmniejszone wpływy budżetowe, w okresie spowolnienia. Natomiast oczywiście, że nas w bardzo dużym stopniu ograniczają progi ostrożnościowe, wyznaczone przez konstytucję i ustawa o finansach publicznych i bardzo byłoby dobrze gdybyśmy w tym roku nie przekroczyli pięćdziesięciu pięciu procent. To by zwiększyło szanse, prawdopodobieństwo, że nie przekroczymy w roku następnym. Bardzo dużo zależy oczywiście od dyscypliny w realizacji budżetu, od pewnych reform, które muszą nastąpić jeżeli nie w roku 2010, to na pewno w roku 2011, ale także od ogólnej sytuacji gospodarczej. Jeżeli na świecie się pogorszy znów, to i u nas się pogorszy i wtedy nie wiem co byśmy nie zrobili to i tak nam deficyt wzrośnie.
CS: My zamiast reform mamy wielki plan prywatyzacji - wierzy pan w jego realizację? Bo tak naprawdę to przede wszystkim na nim opiera się realizacja przyszłorocznego budżetu.
MB: No chyba troszkę pan przesadza, bo nie tylko na tym, ale jest to istotny czynnik, który ograniczy nasze potrzeby pożyczkowe. Po drugie program prywatyzacyjny jest także częścią programu reform. Myślę, że jeżeli rządowi nie zabraknie determinacji, żeby to realizować, no to po prostu trzeba to zrobić. Nie ma powodów obiektywnych, żeby tego nie zrealizować. Nie ma powodów technicznych, umiemy to robić. Natomiast zależy to w jakimś stopniu od koniunktury. Jeżeli nie będzie popytu na proponowane przez nas aktywa, no to też za wszelką cenę, po jakiś psich pieniądzach, za przeproszeniem nie ma co wyprzedawać się.
CS: A ten popyt w przyszłym roku pan widzi?
MB: Jeżeliby to ożywienie, którego pierwsze oznaki obserwujemy się umocniło to tak, a poza tym sentyment wokół naszego regionu, a przynajmniej niektórych krajów naszego regionu takich jak Polska się zdecydowanie poprawił. Polska jest postrzegana jako kraj o zarówno potencjale gospodarczym jak i przyzwoitej polityce gospodarczej. Na świecie krąży mnóstwo pieniędzy, które szukają, że tak powiem okazji. Te okazje jeżeli się znajdą w Polsce, no to możemy się liczyć z pewnym popytem.
CS: Mówi pan o inwestorach zagranicznych, tymczasem ci którzy są w Polsce mówią, że powinniśmy jednak mimo wszystko cały czas jeszcze dosyć mocno powtarzać na Zachodzie, że nie jesteśmy tacy jak Węgrzy, że to u nas właśnie jest najlepsza sytuacja w całej Europie. Czy Zachód rozumie, że jesteśmy liderami czy też wręcz przeciwnie trzeba im to cały czas jeszcze tłumaczyć?
MB: Rozumie, ale trzeba i cały czas jeszcze to powtarzać. Już nie tłumaczyć, ale powtarzać. Ja myślę, że w pracy, w Funduszu Walutowym dużo mi czasu zajęło właśnie tłumaczenie opinii publicznej, inwestorom, że to jest region bardzo zróżnicowany i że Polska, Czechy, to jest zupełnie inna bajka niż powiedzmy sobie Łotwa czy Ukraina.
CS: A czy te ostatnie zmiany polityczne też trzeba będzie tłumaczyć Zachodowi czy tak naprawdę Zachód i zachodni inwestorzy się tym nie przejmą?
MB: Nie ma co tłumaczyć, to są punktu widzenia gospodarczego żadne zmiany.
CS: Panie premierze to tak krótka prognoza na przyszły rok - PKB w przyszłym roku w Polsce pana zdaniem?
MB: Ja muszę się trzymać oficjalnych prognoz Funduszu Walutowego, a one są niezmiernie korzystne dla Polski, to jest 2,2%. Oczywiście ja mogę powiedzieć - mógłbym nawiązać do swojej może nie tyle co prognozy, co proroctwa z roku z roku 2002, no chyba w styczniu 2002 powiedziałem: 1 - 3 - 5, ta ścieżka wzrostu, ścieżka ożywienia. Chciałbym, żeby też tak było dzisiaj. Może być wolniej ze względu na gorszą sytuację globalną, ale byłby to i tak wynik lepszy niż planowany na ten rok.
CS: To w takim razie piątkę jeżeli chodzi o PKB kiedy możemy znowu zobaczyć?
MB: To wszystko naprawdę zależy od tego jak ożywi się gospodarka zachodniej Europy.
CS: W tle budżetu oczywiście odłożenie na bok planów naszego wejścia do strefy euro. Już dwadzieścia krajów Unii Europejskiej, na dwadzieścia siedem objętych procedurą nadmiernego deficytu. Tu również pojawiają się głosy o poluzowaniu kryteriów z Maastricht. Porządkując
i zaczynając od końca, czy należałoby pana zdaniem poluzować kryteria z Maastricht ?
MB: Jest zdecydowana opinia ze strony instytucji europejskich. Żadnego poluzowania, żadnych zmian kryteriów z Maastricht nie przewidujemy i proszę nawet nas o to nie pytać, tak mówią.
W związku z tym my też zostawmy to na boku. Pytanie jest czy nasza droga do euro, to opóźnienie jest jakąś wielką porażką? Nie, w okresie kryzysu, to to akurat żeśmy byli poza euro mogło nam w jakimś sensie nawet pomóc, bo pozwoliło na pewne osłabienie naszej waluty, która ja muszę powiedzieć, że ja jestem przerażony entuzjazmem, który na przykład polscy komentatorzy prezentują jak złoty się umacnia. Mnie ciarki przechodzą po grzbiecie, bo przecież to jest olbrzymie zagrożenie dla ożywienia gospodarczego. To że nie jesteśmy w euro akurat teraz - przypadkowo, w cudzysłowie nam się mogło nawet i opłacić, ale pozostaje w dalszym ciągu ta teza, że na dłuższą nieco metę zarówno spełnienie kryteriów z Maastricht jest dobre dla polskiej gospodarki jak i bycie w ramach wspólnoty monetarnej.
CS: To określmy tę metę - czy powinniśmy się takim razie spinać ze spełnianiem owych kryteriów z Maastricht, czy też powoli wychodzić z tej sytuacji w finansach państwa, którą mamy w tej chwili?
MB: My nie mamy zbytniego wyboru, dlatego że z jednej strony mamy nasze ograniczenia konstytucyjne, które wymuszają na nas pewne działania, z drugiej strony mamy procedurę nadmiernego deficytu, która to procedura powiedzmy sobie współgra z tym pierwszym czynnikiem. Także my tu nie mamy specjalnie drogi wyjścia. Nie przesadzać, ale niestety będziemy musieli w roku 2011 już pewne zmiany strukturalne przeprowadzić, które powinny ograniczyć wydatki.
CS: A euro w takim razie w którym roku w takim razie powinniśmy przyjąć, by nie było tych błędów o których pan wspominał, że na długą metę może nam się to nie opłacić?.
MB: Proszę mnie nie pytać o daty. Ja zresztą jak prowadziłem politykę gospodarczą polską, też miałem bardzo małą skłonność, żeby obiecywać jakąś datę, bo to wiecie państwo jak z obiecankami jest. W swoim czasie.
CS: To na koniec - pokusi się pan o obwieszczenie końca kryzysu?
MB: Stanowisko Funduszu Walutowego jest pod tym względem bardzo wyraźne, że my reprezentujemy bardzo umiarkowany optymizm. To nie jest jeszcze koniec kryzysu.
CS: A kiedy się go spodziewać?
MB: Ja myślę, że jest taki wyznacznik, kiedy zaobserwujemy solidny wzrost popytu sektora prywatnego, to znaczy, że sentymenty konsumpcyjne, a także działalność inwestycyjna sektora prywatnego się poprawią. To można wtedy uznać, że kryzys minął, bo na razie, to mamy zbyt duży udział bodźca fiskalnego. Po prostu za duży jest udział państwa, w tym takim kiełkującym ożywieniu.
CS: Marek Belka - były premier. Dziękuję bardzo.
MB: Dziękuję bardzo. Do widzenia.





























































